sobota, 22 lutego 2014

Rozdział 17



 Mój lot w końcu się skończył
I ziemia przestała się ruszać,
Oczy otwarte, po raz pierwszy świadom
Oboje zostawiamy to życie przestępcy za sobą.






-W porządku. Tylko upiłaś się w cztery dupy. - zaśmiał się.
-Oj,spadaj. - burknęłam z uśmiechem.
-Idź się ubierz,bo spóźnimy się na samolot. - powiedział. Odstawiłam kawę na parapet  i podeszłam do blondyna. Pocałowałam go w policzek  powiedziałam :
-Dziękuję,skarbie.
-Za co? - spytał z uśmiechem.
-Za to,że mnie tak rozpieszczasz. - powiedziałam czule.
-Zawsze chciałem Cie rozpieszczać. A dzisiaj,kiedy będziemy już całkiem sami... - powiedział i jego ręce powędrowały na moje uda a ja natychmiast się odsunęłam.
-To,ja idę się myć. - rzuciłam i poszłam szybko do łazienki. 
Biorąc prysznic rozmyślałam nad tym co powiedział Niall. Nie chcę mu robić żadnej przykrości,ale czy on naprawdę nie rozumie,że ja nie jestem gotowa? - pytałam sama siebie nakładając na umyte i wysuszone ciało ubrania.
Niespodziewanie po 10 minutach,gdy suszyłam włosy rozległo się pukanie do drzwi.
-Proszę.
-Można ? - usłyszałam męski głos i po chwili uchylające się drzwi a w nich Liam'a.
-Jasne,ale co Ty tu robisz? - spytałam lekko zdziwiona jego obecnością w mojej łazience.
-Chciałem pogadać... - powiedział ostrożnie. Tak jakby bał się mojej reakcji.
-No to słucham. - uśmiechnęłam się i zaczęłam rozczesywać włosy.
-Chodzi o to.... No,więc chodzi mi o to ... - plątał nieskładnie brunet.
-O co ? O co Ci chodzi,Liam? - ponagliłam go.
-Nie chcę,żebyś leciała z Niall'em do Paryża. - bąknął kiedy skończyłam rozczesywać włosy.
-Dlaczego?
-On chce tam zrobić coś .... Hm... nieodpowiedniego... - mruknął.
-Co masz na myśli ?  Mógłbyś wyrażać się jaśniej. A z resztą nie zamierzam z tego rezygnować. - powiedziałam spokojnie i wyszłam z łazienki. Brunet udał się w moje ślady i tak samo jak ja usiadł na łóżku.
-Katy,proszę zaufaj mi. Nie leć z nim i koniec. Nic dobrego z tego nie będzie. - powiedział w momencie kiedy zaczęłam się pakować.
-To tylko mała,niewinna podróż. - powiedziałam wrzucając ubrania do walizki.
-Mała,niewinna podróż. - powtórzył z przekąsem Harry. Chwila,co tu robi Harry ?!
-Wyjdź stąd. - powiedziałam oschle.
-Nigdzie z nim nie leć. - powiedział niemiłym tonem.
-Zamknij się i wyjdź. - powiedziałam z udawaną wyższością.
-Nie wiesz co planuje. - powiedział nieco milej.
-Nie chcecie  zniszczyć tego co jest między Wami,prawda? - spytał Liam i znacząco zerkał to na mnie to na Styles'a.
-Nie mam pojęcia co chcesz przez to powiedzieć. - wzruszyłam ramionami wrzucając kolejne potrzebne mi rzeczy do walizki.
-Kate,może jestem dla Ciebie wredny,ale ja to robię,bo Cie lubię... - powiedział  Harry.
-To ja Was zostawię... - rzekł Liam wychodząc.
-Nie obchodzi mnie to,przesadziłeś. - mruknęłam zasuwając walizkę  i odkładając ją niedaleko drzwi.
-Daj mi chociaż wyjaśnić co czuję !
-Ohh,ja wiem. Ty nic nie czujesz ! Jesteś nic nie wartym dupkiem,na drugi raz licz się ze słowami. - warknęłam.
-Nie możemy się pogodzić jak normalni ludzie? Naprawdę chcesz odstawiać jakieś scenki ? - powiedział.
-Ja? To ja odstawiam scenki ? Ty wpadasz mi do pokoju i gadasz jakieś bzdury ! - krzyknęłam.
-Ej,co się tu dzieje? - w drzwiach sypialni stanął Niall. Miał na sobie ciemne jeansy i zwykłą białą koszulkę.
-Nic,tylko rozmawiamy. - prychnął Harry.
-Tak rozmawiacie,że słychać was na dole. - powiedział blondyn podchodząc do łóżka. Po chwili wyciągnął spod łóżka walizkę  zaczął pakować do niej swoje rzeczy.
-To powiecie mi o co poszło? - zapytał w końcu.
-Harry twierdzi,że nie powinnam z Tobą nigdzie lecieć. - powiedziałam zakładając ręce na piersi.
-A Ty znowu o tym. Mówiłem,że ją tam zabiorę a Ty nie masz nic do gadania. Z resztą,jeżeli nie zrobię tego w Paryżu to mogę zrobić to w każdym innym miejscu,nie sądzisz? Na przykład tutaj i teraz. - powiedział blondyn z pogardą.
-Nie rozumiesz,że ją tym skrzywdzisz ?! - wybuchnął Styles.
-Nie rozumiesz,że to nie Twoja sprawa?! - wybuchnął Horan po czym brunet trzaskając drzwiami opuścił nasz pokój. Stałam jak wyryta. Co on miał na myśli,jak Niall mnie skrzywdzi ? Mam wrażenie,że wszyscy siedzimy w jakimś jednym wielkim gównie.
-Wszystko w porządku ? - pyta po chwili chłopak ciągle się pakując.
-Nie do końca... - wzdycham.
-Jak to ? - pyta zmartwiony.
-Co zamierzasz mi zrobić ? O co chodzi w tym wszystkim? - spytałam odsuwając się.
-Nic... Po prostu.... Po prostu,chcę z Tobą być,to tak wiele? - zmarszczył czoło.
-Nie wiem,to wszystko jest jakieś podejrzane. - parskam.
-Kate. Albo mi ufasz albo nie. Zastanów się czy chcesz lecieć. Zawsze mogę zabrać kogoś innego. - mówi.
-Kogo? - spytałam ze smutkiem.
-Na przykład Harry'ego. Sądzę,że z chęcią się ze mną wybierze. - zaśmiał się. Westchnęłam i  z uśmiechem rzuciłam w niego poduszką. Wychodząc z sypialni mruknęłam :
-Palant.
-Mówiłaś coś? - śmiał się.
-Kocham Cię ! - krzyknęłam rozbawiona i zeszłam na dół. Carls i Hazz robili sobie jakieś śniadanie ciągle się obściskując,więc usiadłam w salonie z daleka od nich. Nie to,że żywię do Caroline jakąś urazę czy coś,ale nie mam ochoty gapić się na nich.
-Głodna? - usłyszałam za uchem. Podniosłam wzrok z  z kremowej kanapy i spostrzegłam Liama pochylającego się nade mną.
-Mhm... - mruknęłam po czym chłopak wyciągnął zza pleców talerz kolorowych kanapek. Lekko się zdziwiłam.
-To dla mnie? - skrzywiłam się.
-Nie,dla mnie. - przewrócił oczami ze śmiechem. - Smacznego. - dodał.
-Jej,dzięki. - uśmiechnęłam się i zaczęłam jeść śniadanie.
-Przepraszam,że tak na Ciebie naskoczyłem... - wymamrotał siadając obok mnie.
-Nie szkodzi. Tylko nie rozumiem o co w tym wszystkim biega... - mówiłam zajadając się kanapką.
-Obiecałem nie mówić. - przyznał. Hmm. No nic się nie stało,tylko nie dowiem się prawdy. Rutyna.
-No nic,w porządku. - grzecznie się uśmiechnęłam i wróciłam z powrotem do jedzenia śniadania. Było naprawdę pyszne.
-Wiesz co Ci powiem? Ostatnio dziwnie się zachowujesz. - powiedział Liam.
-Co masz na myśli ? - westchnęłam kończąc jedzenie.
-To znaczy nie tak dziwnie.Jesteś taka zdystansowana do wszystkiego... - mówi ostrożnie.
-To coś złego? - krzywię się.
-Nie,nie. Po prostu dorastasz. - uśmiecha się.
-No to w czym problem? - śmieję się.
-Moja mała dziewczynka dorasta. - szepcze na co się rumienie.
-Liaaaaam . - jęczę.
-No co? Pamiętam jak Cię tu przywiozłem. Byłaś taka rozdarta,zapłakana pozbawiona uśmiechu i jakichkolwiek uczuć po za żalem i rozpaczą.
-Teraz jesteś już silną dorosłą kobietą. - przytula mnie.
-Dziękuję,że wziąłeś mnie wtedy pod swoje skrzydła. Nie wiem co bym bez Was zrobiła... - przytulam go całując w policzek.
-Oho,nie przeszkadzam Wam może? - mówi Niall i przysiada się do mnie na kanapę.
-Zaraz musimy jechać na lotnisko. - oznajmia.
-Niall,nie podejmuj pochopnych decyzji. - mówi surowo Payne.
-Podjąłem już decyzję. I zrobię to bez względu czy będziecie mnie w tym wspierać czy nie. Tak w ogóle to dzięki za wsparcie właśnie. - mówi po czym  idzie na górę.
-Nie mogłeś sobie darować? - pytam zdenerwowana.  Następnie szybko wbiegam po schodach na górę i wchodzę do sypialni.
-Niall ? - mówię ostrożnie podchodząc do łóżka,gdzie teraz siedział.
-Jest mi przykro,że chłopcy nie wspierają Cie do tego, do czego aktualnie dążysz. I jest mi przykro,że nie chcesz mi powiedzieć o swoich smutkach. Ale wiedz,że jestem z Tobą. Nie patrząc na to czy robisz źle czy dobrze zawszę będę Cię wspierać. - mówię i pocieram jego ramię jakby miało mu dodał jakiejkolwiek otuchy. Chłopak spojrzał na mnie nieco zdezorientowany.
-Umm, dzięki... - szepnął. Widać,że słowa "Przepraszam","Dziękuję"  i  "Proszę" nie przychodzą mu zbyt łatwo. Stara się być taki silny i męski. Ale przyznanie się przed bliską osobą do smutku nie oznacza brak męskości. On po prostu musi sam przed sobą przyznać się,że coś go gryzie.
-Zbieramy się ? - uśmiechnęłam się na co chłopak również się uśmiechnął.
-Tak,już najwyższa pora.




***


Gdy tylko zajęłam miejsce w tym przeklętym samolocie czułam mrowienie w praktycznie każdej części ciała. Po tym jak wykonałam te wszystkie polecenia, o które prosiła stewardessa nie czułam się bezpiecznie. Szczerze? Cholernie boję się latać samolotem. A co jeśli spadniemy ? A co jeśli odpadnie nam skrzydło ? Albo dziób ? A co jeśli....
Wdech,wydech... Wdech,wydech...
Poczułam jak żołądek wykręca mi się pod wpływem strachu już gdy tylko poderwaliśmy się w powietrze. W oknie widziałam oddalający się Londyn. Przysięgam,że gdy tylko wyjdziemy z tego cali zacznę całować ziemię. Dosłownie.
-Wszystko okej ? -spytał Niall  gładząc moją dłoń.
Nie odpowiedziałam. Twierdząco pokiwałam głową,nie wiem czy stać mnie na wyduszenie jakiegokolwiek słowa. Ohh,jestem taka słaba,taka drobna i bezbronna. Zapewne pod wpływem nawet niewielkiego uderzenia czegokolwiek w samolot pobiłabym się jak szklanka. Nie ! Dość. Musisz przestać o tym myśleć. Nie myśl , nie myśl , nie myśl ...
Muszę poszukać sobie jakiegoś zajęcia. Cokolwiek... Tak ! Już wiem,poczytam sobie gazetę,którą zabrałam... Ej,chwila. Nie,nie zabrałam. Zapomniałam ! Cholera. Na samą myśl o tym,że jestem skazana na nic nie robienie skręca mnie.
-Na pewno dobrze się czujesz? - pyta Niall przerywając moje dogłębne przemyślenia. Muszę odnaleźć w sobie resztki odwagi i w wydusić coś z siebie.
-T-tak. - mruknęłam.
-Zbladłaś. - zauważa chłopak. Oh,czy on naprawdę nie mógł znaleźć lepszego momentu na rozmowę ?
-Po prostu  nie lubię latać samolotem. - szepczę. Przyznanie się do fobii nie jest łatwe. Sama nie wiem jakim cudem przeszło mi to przez gardło. Może Liam miał racje,wydoroślałam?
-Oh.
-Nie przejmuj się mną. - lekko się uśmiechnęłam próbując wyglądać w miarę normalnie. Jednak chyba niekoniecznie mi to wszyło. W pierwszej sekundzie mięśnie twarzy Niall'a dziwnie się napięły,ale na szczęście po chwili rozluźniły się.
-Trzymaj moją MP3 . Spróbuj się odprężyć. - serdecznie się uśmiechnął podając mi swoją ulubioną zabaweczkę. Blondyn chyba nigdy się z nią nie rozstaje,zawsze ma ją w kieszeni. Tak " na wszelki wypadek". Cóż,to tak samo jak małe dziecko. Zawsze ma przy sobie misia,który je obroni ,gdy spod łóżka wyjdą potwory. Zawsze tak to sobie kojarzyłam,pewnie stąd to określenie,"zabaweczka".
Zaczęłam przeglądać play listę. Nie znalazłam tam  niczego co bym lubiła oprócz Macrlemore.


Mamo, ten pęcherzyk powietrza sprawi, że będę latał 


Po chwili zatopiłam się w piosence zapominając o wszelkich niebezpieczeństwach...




***




-Żyjesz ?! - usłyszałam przeraźliwy krzyk.
-Co ? - powiedziałam zaspana.
-Ile można spać? - westchnął.
-Lądujemy już ?! -zerwałam się. Nie byłam już w samolocie. Leżałam jakimś łóżku. Co ?
-Wylądowaliśmy już jakieś pół godziny temu. - zaśmiał się. -Naprawdę nic nie słyszałaś?
-Totalna pustka. Ale fajnie mi się spało. - przyznałam z uśmiechem





Z perspektywy Caroline




-Nie wiem,Harry. Nie wiem czy jestem do tego zdolna. - mówię.
-Dasz radę, skarbie. Proszę,zrób to dla mnie. - prosi.
-Jak możesz wyrządzić takie świństwo swoim przyjaciołom? - mówię załamanym głosem.
-Caroline,spójrzmy na to z innej strony. Chcę ich uchronić przed nieszczęściem,Niall nie może tego zrobić.
-Katy nam tego nie wybaczy. - piszczę.
-Ale chcesz,żeby była szczęśliwa? - pyta poddenerwowany.
-Naprawdę sądzisz,że to właśnie z Tobą taka będzie? Dlaczego nie dajesz jej samej wybrać ? Gdyby Cie kochała byłaby z Tobą a nie Niall'em. Ty jesteś jakiś chory,wszędzie widzisz drugie dno. - mówię z wyrzutem.
-Carls...
-Żadna Carls. Jesteś świnią,Harry. Daj mi spokój. - mówię po czym opuszczam jego pokój. Czuję się strasznie. Nie mam pojęcia w ogóle po co tu przyleciałam. Po co się plączę w to wszystko. Naprawdę jestem pustą blondynką,która leci na kasę. Nie chcę taka być,po prostu nie chcę. Nie mogę być kochana ? To aż tak wiele?
-Co zamierzasz z tym zrobić? - pyta mnie Lou gdy nerwowo wiercę się na parapecie w kuchni.
-Nie mam pojęcia. - mruczę. Nie mam pojęcia po co się w to wpakowałam.
-Nie sądzisz,że powinnaś ich powstrzymać ? - pyta brunet.
-A sądzisz,że jestem w stanie powstrzymać miłość ? - bąknęłam.
-A sądzisz,że to właśnie jest prawdziwa miłość ? - krzywi się.
-Nie wiem,Louis. Nic już nie wiem. - wzdycham.
-Tak właściwie,to co łączy Cię z Harry'm ? - wypala nagle.
-Jesteśmy ze sobą. Nad czym się tu rozdrabniać ?
-Sam nie wiem. Po prostu to wszystko stało się tak nagle... - plącze.
-Tak,wiem. Teraz nadchodzi wiele zmian. Najpierw ja,teraz to,niedługo pewnie wylądujemy w kościele. -narzekam.
-Tego ostatniego wolałbym uniknąć. Nie jest to dobry pomysł. - śmieje się.
-Oh,no co Ty? - śmieję się razem z nim.






Z perspektywy Katy




-Wieże Eiffla zbudowano w 1889 r. na południowym krańcu Pola Marsowego, w centrum Paryża, nieopodal Sekwany, na potrzeby Wystawy Światowej w 100 rocznicę rewolucji Francuskiej i zburzenia Bastylii. - mówił.Tak jakby interesowały mnie te wszystkie głupoty.
-Niall? - pytam z nadzieją.
-Ciii. Teraz Luwr,największe muzeum sztuki na świecie, stworzone pod koniec XVII w. W latach 80. XX w. na dziedzińcu Luwru wybudowano wielką, szklaną piramidę, wpuszczającą światło do podziemnej hali wejściowej, z której rozchodzą się wejścia do sal muzealnych. Wśród najcenniejszych eksponatów w muzeum znajdują się: Wenus z Milo, Mona Liza. - nudził.
-Kocha...
-Notre-Dame to wspaniała gotycka katedra zbudowana w latach 1163-1330 na wyspie Cite.
-Niall ! - krzyczę a w ten sposób zwracam na siebie uwagę przechodniów.
-Tak,kotku?
-Skończ. Bez urazy,ale naprawdę nie interesują mnie te bzdury. - parskam.
-To co zamierzasz robić przez te 3 dni w Paryżu ? - dziwi się.
-Nie możemy po prostu pospacerować? - pytam na co chłopak uśmiecha się i ciągnie mnie za rękę.





Z perspektywy Caroline



-Harry. - mówię beznamiętnie wchodząc do jego pokoju. Jak zwykle bez pukania.
-Carls,nie gniewaj się na mnie. Ja tylko... -zaczyna na co mu przerywam :
-Zgadzam się.
-Co?? - dziwi się.
-Zgadam się na to wszystko.  - mówię.






Hej,kochani. Dawno nic nie dodawałam,wiem. Jakoś naprawdę niewiele osób przeczytało i skomentowało ostatni rozdział. Może to dlatego,że większość myślała,że usunęłam bloga ? XD Otóż,nie. Nie usunęłam. Zmieniłam tylko adres,ale bez obaw. Teraz z powrotem jest stary,więc normalnie możecie wchodzić. xD
Wiecie co mnie zastanawia? To,że pod jednym rozdziałem mam 6 komentarzy, pod następnym 2, następnym 11 , a przy ostatnim 7. Jak to jest możliwe? To ja tak różnie piszę,raz źle raz dobrze czy to po prostu wasza leniwość ? XD Nawiązując do tego rozdziału to dedykuję go
Napisała mi kilka miłych słów tym samym motywując mnie do napisania 17 rozdziału.Bardzo jej za to dziękuję. Przepraszam,bo rozdział miał się pojawić wczoraj lub przedwczoraj , ale nie wyszło. A jak już jest to mdły,nudny i ogólnie jakiś nieciekawy...



Czytasz = komentujesz  

poniedziałek, 10 lutego 2014

Rozdział 16

 Pi­jane us­ta dziew­czy­ny mówią to, co chciałaby po­wie­dzieć, gdy­by była trzeźwa




-Co Ty tu robisz ?! - wrzasnęła.
-A Ty?! - krzyknął chłopak.
-To Wy się znacie? - wtrąciłam zdziwiona.
-To właśnie o niej Ci opowiadałem. - przewrócił oczami Miler.
-Ohh...
-Kogo jeszcze wciągniesz w swoje toksyczne związki?! - syknął do Carls.
-Ktoś mi powie co się tu dzieje? - warknął Harry.
-To moja była dziewczyna. - wyjaśnił Matt.
-Ale to w niczym nie przeszkadza. - powiedział loczek i ścisnął mocniej rękę blondynki.
-Teraz Ci nie przeszkadza,zobaczymy potem. Skąd Ty ją w ogóle wytrzasnąłeś ?! - krzyknął Matt.
-Ej,dobra spokojnie. - powiedziałam. - Czy to ważne jak się poznali? Ważne,żeby byli szczęśliwi,przestańcie się kłócić. Może między wami - zwróciłam się do Carls i Matt'a - były jakieś nieprzyjemności,ale skupmy się na tym co jest teraz. - powiedziałam na co wszyscy zamilkli.
-Mhm. - mruknęła Caroline a Matt dosiadł się między mną a Perrie.
-Jak urodziny,mała? - uśmiechnął się Liam.
-Nie licząc pewnym ekscesów jest fantastycznie. - z uśmiechem spojrzałam na Harry'ego,żeby go zawstydzić.
Rozmawialiśmy tak chyba z 3 dobre godziny. Dosiadali się do nas nowe osoby,w tym Lou,Demi i koleżanki Pezz z zespołu. Lecz również niektórzy się rozchodzili. W domu zostaliśmy tylko w 7. Nie wiem, która godzina,ale zdecydowanie bardzo późna. Czułam jak krew w mózgu pulsuje mi pod wpływem zbyt dużej ilości alkoholu. Naprawdę nie mam pojęcia ile wypiłam,ale stanowczo dużo za dużo.




Z perspektywy Niall`a


Patrzyłem na Kate i Caroline ciągle nie przestając się śmiać. To co one teraz wyprawiały jest totalną rozróbą. Zaczęły rzucać w siebie tortem i innymi ciastami,które Liam z Lou przyniósł potajemnie z piwnicy. Podobno wcześniej Li miał jakieś problemy z Louis'em,ale nie zagłębiam się w szczegóły. Nie interesuje mnie to. Jedyna myśli,która nie daje mi spokoju to: Jak Katy wstanie jutro na samolot ? Ona jest nieobliczalna. Nawet przez myśl mi nie przeszło,że się aż tyle napije. To już ja jestem praktycznie trzeźwy. Co jest raczej dziwne,bo na każdej imprezie jestem pijany w trupa. Jednak tym razem moja dziewczyna mnie wyręczyła. W sumie to może i lepiej? Ja ją mogę kontrolować a ona raczej nie dałaby sobie ze mną rady,jest taka delikatna. Taka bezbronna,niewinna i malutka.
-Słyszysz mnie? Pytam po raz ostatni,zamierzasz tu tak siedzieć przez resztę nocy? - usłyszałem głos Louisa. Rozejrzałem się dookoła,wszędzie bajzel. Pod stołem,na podłodze i chyba w każdym kącie domu są pęknięte balony. Ciasta,ciastka i inne słodkości leżą to na podłodze to na kanapie i trochę na stole. 
-Nie,nie. Już idę. - przeciągnąłem się i wstałem z krzesła. Dziewczyny już poszły. Dobrze,że Katy nie widzi tego syfu,bo by się nieźle wkurzyła. Taki szczegół,że większość to ona nabałaganiła.
-Niall ! - usłyszałem niewyraźne wołanie. Poszedłem na górę,do sypialni. Na łóżku leżała Brown w samym szlafroku i łobuzersko się uśmiechała.
-Idź spać,kotku. - powiedziałem miękko.
-Nie chce mi się spać. - zachichotała przegryzając dolną wargę i pokazując palcem,żebym podszedł. Zamknąłem za sobą drzwi i znalazłem się blisko brunetki. Katy zaczęła całować moją szyję a przy tym cicho chichotać. Było czuć od niej migdałowy płyn do kąpieli,miętową pastę do zębów i alkohol.
-Pocałuj mnie,Niall. - mruczała biorąc moją dłoń i kładąc ją sobie na udo. Pocałowałem ją,nie dlatego,że o to prosiła. Po prostu miałem na to ochotę.
-Pragnę Cię. - mruknęła rozluźniając szlafrok i lekko go z siebie zsuwając.Moim oczom ukazała się znacząca część jej piersi. Zdecydowanie nie powinienem tego oglądać. Nie teraz,nie w ten sposób,nie kiedy ona jest totalnie niczego nie świadoma.
Szybko wstałem i wyjąłem z  mojej komody zieloną koszulkę z napisem "FREE HUGS" i podałem półnagiej brunetce siedzącej na łóżku.
-Włóż. - powiedziałem.
-Nie chcę... Nie mogę spać naga? - zachichotała.
-Nakładaj. - powiedziałem stanowczo na co dziewczyna w końcu nałożyła moją koszulkę. Zabrałem od niej szlafrok i rzuciłem go gdzieś w kąt.Brunetka z niezadowoleniem wkopała się pod kołdrę i opadła na poduszkę.
-Dobranoc. - pocałowałem ją w policzek mocniej otulając kołdrą po czym odszedłem.
-Gdzie idziesz? - bąknęła.
-Umyć się. - powiedziałem jej.
-Mogę z Tobą? - zachichotała.
-Nie,śpij. Nie chcesz wiedzieć ile czasu nam zostało do lotu. - powiedziałem znikając w łazience. Właściwie to sam nawet nie wiem,ale sądzę,że to stanowczy argument,żeby ją w końcu uciszyć. Ile można tak gadać? Ciekawy jestem jakie ja głupoty plotę jak jestem pijany.
Po 15 minutach leżałem już wykąpany w łóżku obok pochrapującej brunetki.




Z perspektywy Kate


Obudził mnie niewyobrażalny ból głowy i pragnienie. Leniwie podniosłam powieki. Moim oczom ukazała się ciemność. Zapaliłam nocną lampkę stojącą niedaleko łóżka i lekko się skrzywiłam gdy rażące światło ukuło mnie w oczy.  Szybko wygrzebałam się spod kołdry i wolnym krokiem poszłam na dół do kuchni. O dziwo światło już się tam paliło.
-Też nie możesz spać? - usłyszałam głos Harry'ego. Na jego słowa lekko zmarszczyłam czoło.  Wzruszyłam ramionami i wyjęłam z szafki tabletki na ból głowy i wodę z lodówki.
-Zamierzasz się tak do mnie nie odzywać ? - spytał kiedy popijałam tabletki.
-Owszem. - odparłam chłodno.
-Jesteś zła? - spytał.
-To mało powiedziane. - nerwowo się zaśmiałam. Nie chcę,żeby między nami było tak nieprzyjemnie,ale sam to schrzanił. Po co mnie całował skoro nic dla niego nie znaczę? I jeszcze to co mi powiedział wtedy u niego w pokoju...
-Posłuchaj,doceniam szczerość. Ale szczerość to nie chamstwo. - rzuciłam oschle,opierając się o blat kuchenny.
-To ogarnij się. - powiedział.
-Oj,Harry,Harry. I co Ty chcesz osiągnąć przez te puste słowa? - powiedziałam drwiąco.
-Jak to puste? - skrzywił się.
-To co mówisz nic dla mnie nie znaczy. - prychnęłam i zostawiłam go takiego zdezorientowanego. Idąc na górę zauważyłam przez okno wschodzące słońce. Ohh,czyżby już ranek? Wróciłam z powrotem do kuchni zerknąć na zegarek. Jest 6 : 55 . Bez zastanowienia  wstawiłam wodę na kawę i usiadłam na parapecie. Odchyliłam głowę do tyłu i ziewając przymknęłam powieki.
-Dzień Dobry. - usłyszałam zaspany głos Caroline.
-Jak się spało,kochanie? - powiedział przesłodzonym głosem Styles.
-W porządku,trochę mnie gniotłeś. - zaśmiała się siadając na stołku.
-Spadaj,chciałem Cie tylko przytulić. - odpowiedział udawanym urażonym głosem na co dziewczyna się zaśmiała.
-A Ty Katy jak spałaś? - spytała mnie blondynka.
-Nie wiem... - bąknęłam pocierając palcami oczy.
-Coś nie tak ? - zaciekawiła się.
-Chyba nigdy  nie miałam takiego kaca. - wzdycham na co Styles lekko chichocze. Mam ochotę wybełkotać jakąś ciętą ripostę,ale nie jestem w stanie ułożyć żadnego dłuższego zdania.
-Boże,ja też. - mówi kiedy czajnik zaczyna gwizdać. Leniwie zwlekam się z parapetu i wyjmuję kubek z szafki i biorę kawę z półki.
-Tutaj w szafce są tabletki,weź. - mówię pokazując dziewczynie odpowiednie drzwi i wsypuję kawę do kubka.
-Dzięki. - mówi i wyjmuje tabletki. Ja w tym czasie zalewam sobie kawę.
-Jak coś woda jest w lodówce. - krzywo się uśmiecham i wracam z powrotem na parapet  z kawą. Blondynka wdzięcznie się uśmiecha i popija proszki. Harry wstaje i przytula ją od tyłu.
-Mogłem Cie pilnować. - mówi całując ją w kark.
-Byłeś zajęty kimś innym. - mówi Carls z wyrzutem. Brunet lekko przymyka oczy i gryzie dolną wargę.
-Ile razy mam Cie przepraszać? - jęczy. Czy oni zapomnieli,że też tu jestem?
-Wystarczy raz. - prychnęła i lekko się uśmiechnęła. Harry wziął to za zachętę. Obrócił dziewczynę twarzą do niego i szybko cmoknął w usta. Blondynka odłożyła wodę na blat i pogłębiła pocałunek. Serio o mnie zapomnieli. Albo to jakaś kolejna zagrywa Harry'ego. Tak czy tak nie mam ochoty oglądać jak się migdalą. Zwinnie zeskoczyłam z parapetu i poszłam na górę.
-Gdzie Ty byłaś? - usłyszałam zaspany głos Niall'a gdy weszłam do sypialni.
-W kuchni. - powiedziałam oschle.
-Nie w humorze? - spytał podnosząc się na łokciach. Podeszłam do parapetu i tam się wygodnie usadowiłam.
-Nie,tylko pęka mi głowa. - mówię upijając łyk gorącej kawy.
-Pamiętasz cokolwiek z wczoraj? - pyta  zwlekając się z łóżka i siada na przeciwko mnie.
-Pamiętam wszystko do momentu gdy przyszli Lou z Demi,potem to zupełna pustka. - przyznałam.
-W sumie może to i dobrze. - nerwowo się zaśmiał na co podniosłam artystycznie jedną brew z zaciekawieniem.
-Powiedz co takiego zrobiłam tym razem. - powiedziałam w miarę radośnie.
-Rzucałaś się ciastem z Carls,próbowałaś mnie zaciągnąć do łóżka,narobiłaś bałaganu w salonie i ogólnie zachowywałaś się jak idiotka. - przyznał z uśmiechem. Dokładnie analizowałam każdy jego słowo...
-Słucham? - zakrztusiłam się kawą gdy dotarło do mnie,że próbowałam się z nim przespać.
-Spokojnie,do niczego nie doszło. - powiedział spokojnie.
-Jak to ? -zdziwiłam się. -Ty nie piłeś? - dodałam.
-Piłem,ale nie tyle. Z resztą nie wykorzystałbym Cie. - powiedział przeczesując włosy ręką.
-P-przepraszam. - wydukałam rumieniąc się.
-W porządku. Tylko upiłaś się w cztery dupy. - zaśmiał się.
-Oj,spadaj. - burknęłam z uśmiechem.




Prosiliście,żebym dodała jutro rozdział i proszę bardzo. Cieszę się,że w tak szybkim czasie jest tyle komentarzy. Przypominam również o braniu udziału w ankiecie po prawej. 

Mam do  Was jeszcze pewne pytania:

Jak myślicie, co się wydarzy w Paryżu między Katy i Niall'em ?
Jak myślicie,jak dalej potoczą się losy Katy i Harry'ego?

Jestem ciekawa Waszych scenerii. : )

Czytasz = komentujesz















sobota, 8 lutego 2014

Rozdział 15

 Praw­da bo­li, lecz ot­wiera oczy.



Ohh,więc naprawdę nic już dla Ciebie nie znaczę? To ja już nic nie rozumiem... Nic,zupełnie nic. To jak to jest w końcu? Ten pocałunek coś dla niego znaczy czy nie? Bo najwyraźniej  niekoniecznie. Z drugiej strony nie widzę powodu,żeby kłamał. Dlaczego to wszystko jest takie poplątane?
-Co Ty robisz?-usłyszałam czyjś głos i natychmiast się obejrzałam.
-Ja tylko... To znaczy nic...-bąknęłam nieskładnie.
-No nie ważne.Nie miałem zielonego pojęcia co Ci dać,więc pomyślałem,że może zabiorę Cię do studia tatuaży...-powiedział Zayn.
-Oj,Zayn. Naprawdę nie trzeba...-wybełkotałam.
-Nie macie co robić tylko stać nam pod drzwiami?-burknął nagle Harry wychodząc od Caroline.
-Może trochę spokojniej,co?-mruknął Malik na co ja spaliłam buraka.
-Mógłbyś nas na chwilę zostawić?-spytał spokojniej Zayn'a.
-Problemy w raju...-mruknął pod nosem i odszedł.
-Co Ty wyprawiasz?-mruknął prowadząc mnie do swojego pokoju.
-O co Ci chodzi?-spytałam zdziwiona. Czyżby fochy wielce królewicza dawały się we znaki?
-Po co tak głupio pytasz? Niepotrzebnie Cie pocałowałem.-powiedział.
-Żałujesz tego,prawda?-spytałam.
-Tak,to było najgorsze co mogłem kiedykolwiek zrobić.-syknął.
-Ohh,Styles. Skąd ta zmiana?-warknęłam płacząc.
-I czemu  ryczysz? Zamierzasz się tak nad sobą użalać aż do usranej śmierci?-powiedział przez zęby.
-Słucham? -tylko tyle udało mi się powiedzieć. Jestem strasznie zaskoczona tym co mi powiedział. Za kogo on się uważa?
-Miałaś jakieś nieudane dzieciństwo czy coś tam i teraz zamierzasz być taką rozżaloną dziewczynką,która nie radzi sobie nawet z wyborem chłopaka.-burknął.Po jego słowach moje oczy momentalnie się rozszerzyły.
-I co się tak gapisz? Może byś się w końcu za siebie wzięła i poszła może na studia? W ogóle jak Ty wyglądasz? Masz zaledwie 20 lat a ubierasz się jak matka dwójki dzieci!-wysyczał. Dokładnie analizowałam każde wypowiedziane przez niego słowo. Zdziwienie non stop widnieje na mojej twarzy,za to łzy dawno wyschły. Teraz nie czuję smutku ani zdruzgotania tylko złość. Co ten palant sobie w ogóle wyobraża? -pomyślałam i wymierzyłam mu siarczysty policzek.Chłopak syknął z bólu.
-Jesteś jednym wielkim gównem,Styles.-rzuciłam z rozbawieniem i poszłam do łazienki. Chłopak chyba już nic nie odpowiedział,z resztą niezbyt mnie to teraz interesuje. Harry jest skończonym idiotą.A co najgorsze to ma całkowitą rację,powinnam się w końcu ogarnąć. Strata rodziców to jeszcze nie koniec świata,prawda? Mam jeszcze garstkę przyjaciół i cudownego chłopaka. Tego się właśnie powinnam trzymać. A nie analizować każde zachowanie Harry'ego i wyciągać z tego plusy i minusy. Jak ja mogłam pomyśleć o nim w ten sposób? Jestem głupia,nawet nie jestem pewna co przez to chciałam osiągnąć. Ohh,pewnie wskoczyłabym mu do łóżka przy najbliższej okazji a Niall'owi wmawiałam bym jakieś głupoty. Tak jak zrobiłam to niedawno. Muszę w końcu zacząć dbać o tą miłość,bo niedługo go stracę. Z resztą niewiele brakowało.
Oparłam się o umywalkę i głęboko westchnęłam. Po chwili poprawiłam makijaż i zeszłam na dół. To są w końcu moje urodziny,trzeba się bawić!
Przy barze zauważyłam siedzącą Caroline,na szczęście samą. Postanowiłam do niej podejść i pogadać o te całej sytuacji.
-Hej Carls... - zaczęłam łagodnie. -Mogę się przysiąść ? - spytałam wskazując ręką na wolne miejsce.
-Siadaj. - odpowiedziała.
-Wiem,że głupio wyszło. I że nie powinnam tego robić,ja sama nie wiem jak to się stało. Żałuję tego i chcę,żebyś wiedziała,że on nic dla mnie nie znaczy. - powiedziałam miękko.
-Co gorsza,to Ty coś dla niego znaczysz. - mruknęła i zamoczyła usta w drinku.
-Nie,nie. Nic dla niego nie znaczę,z pewnością. - zapewniłam ją na co blondynka lekko się uśmiechnęła.
-Tak myślisz? - spytała z nadzieją.
-Ja to wiem. - uśmiechnęłam się.
-Jesteś w stanie puścić ten głupi wyskok w niepamięć? - dodałam z nadzieją.
-Oh. - westchnęła i zmarszczyła czoło. Nie znam jej dobrze,ale zdecydowanie to jest negatywna reakcja. Naprawdę tak się wygłupiłam? Zepsułam wszystko. Tym jednym pieprzonym,cudownym pocałunkiem wszystko zepsułam.
-Tak,jasne,że tak. Jesteśmy młodzi,popełniamy różne głupie błędy. - powiedziała po chwili. Poczułam jak mój żołądek wykręca się pod wpływem szczęścia.
-Nie powinnam od razu tak na Ciebie naskakiwać,zachowałam się jak idiotka. Przepraszam. - dodała lekko speszona.
-Nie ma sprawy. - uśmiechnęłam się.
-Proszę bardzo,to dla Was. Mogę się dosiąść ? - wtrącił Mulat podając nam drinki.
-Jasne,siadaj. - powiedziałyśmy zgodnie. -Dzięki. - podziękowałyśmy.
-Jak się bawicie,jak impreza? - spytał siadając.
-W porządku. - uśmiechnęła się Carls puszczając mi oczko.
-A gdzie zgubiłeś Pezz? - zapytałam upijając łyk przyniesionej przez Zayn'a cieczy.
-Z tego co wiem buja się gdzieś z Niall'em. - uśmiechnął się.
-Oho. - zaśmiała się Carls.
-Nie,nie. Omawiają pewną... kwestię... - powiedział Malik.
-Umm,jaką kwestię? - zapytałam zdezorientowana.
-Zobaczysz. - łobuzersko się uśmiechnął.
-Tyle niespodzianek jednego dnia,Ty to se żyjesz. - zażartowała Caroline na co wybuchnęłam śmiechem.
-Właściwie to jutro,ale nic więcej wam już  nie powiem! - uśmiechnął się.
-Dobra. - powiedziałam z udawanym fochem i upiłam kolejny łyk drinka.
-W ogóle czemu ja jeszcze nie tańczyłem z jubilatką,co? - roześmiał się po chwili Zayn.
-Oj,Zayn. Jak tak można? - zażartowała Carls.
-Czy mogę prosić Panią do tańca? - spytał z uśmiechem i podał mi rękę,którą bez zastanowienia chwyciłam. Nawet nie wiem kiedy znalazłam się na parkiecie. Trochę było mi nieswojo zostawiając Caroline tak samą,ale kątem oka zobaczyłam jak dosiadł się do niej brunet z burzą loków na głowie.
-O czym tak rozmyślasz? - spytał Malik bujając mną na wszystkie strony.
-O niczym w sumie.. - powiedziałam mu.
-Po pojutrze zabieram Cie do studia tatuaży. - uśmiechnął się grzecznie.
-Mówiłam,naprawdę nie musisz.To wszystko co zrobiliście jest wystarczającym prezentem. - westchnęłam lekko się uśmiechając.
-Jakie wszystko? Nic takiego nie zrobiliśmy. - powiedział.
-Ohh,taa? Na scenie właśnie śpiewa Demi Lovato. - powiedziałam z rozbawieniem.
-Oj,to trochę w ramach rekompensaty za tamten rok. Nie wiem jak to się mogło wydarzyć. - powiedział z grymasem. Właśnie w tym momencie piosenka się skończyła. Zmęczeni wyczerpującym skakaniem udaliśmy się na swoje miejsca.
-Mówię poważnie. - powiedział Harry.
-Przestań,okej ?! - warknęła Caroline. Nie wiem o co im poszło,ale nie zamierzam zagłębiać się w szczegóły.
-O,kogo my tu mamy. - zaśmiał się Zayn gdy podeszli do nas Perrie i Niall.
-Jak urodzinki? - uśmiechnęła się do mnie przyjaźnie Pezz siadając miedzy mną a Zayn'em.
-A dobrze,dobrze. A Ty jak się bawisz? - uśmiechnęłam się.
-Świetnie. - ponownie się uśmiechnęła.
-Widać. - powiedział Harry na co Edwards wysłała mu pytające spojrzenie.
-Jesteś cała czerwona,kotku. - powiedział Zayn i pocałował ją w policzek. Widziałam jak dziewczyna się zmieszała. Pomyślałam,że to dobry pomysł,żeby Harry przedstawił jej Carls,więc kopnęłam go pod stołem i znacząco popatrzyłam na jego "dziewczynę"
-Tak w ogóle to Carls,moja dziewczyna. - powiedział Styles,następnie Caroline wyciągnęła rękę do Pezz.
-Perrie,miło mi. - uśmiechnęła się ściskając jej dłoń.
-Coś nie tak? - szepnął mi Niall do ucha.
-Nie,czemu? - zdziwiłam się.
-Jesteś roztrzęsiona. - powiedział tuląc mnie do swojego ciepłego ciała. W tym momencie zapomniałam o całej reszcie i o czym w tym momencie dyskutowali. Wolałam po cichu szeptać z blondaskiem,chociaż to bardzo niegrzecznie lata mi to całkowicie.
-Nie,tylko Ci się wydaję. -  zaprzeczyłam. Nie powinnam go oszukiwać,doskonale wiem. Lecz tyle się teraz dzieje.Nie chce,żeby się martwił. Z resztą co miałabym mu powiedzieć? Że,prawdopodobnie dzwoniła do mnie moja matka,która jest prostytutką za granicą a Harry powiedział mi kilka przykrych słów a do tego namieszałam nam w związku?
-Na pewno nie chcesz o tym pogadać? - spytał zmartwiony.
-Nie ma o czym,naprawdę wszystko w porządku. - uniosłam kąciki do góry po czym moim oczom ukazał się piękny uśmiech Niall'a.
Chwilę po tym przyszedł Liam z Matt'em. Gdy Caroline zobaczyła Matt'a odskoczyła od stołu jak popażona.
-Co Ty tu robisz ?! - wrzasnęła.
-A Ty?! - krzyknął chłopak.





  
Nowy rozdział. Jak się podoba? Piszcie w komentarzach ! Przy okazji,bardzo dziękuję za tyle komentarzy pod ostatnim rozdziałem. ! Kocham Was. <3






niedziela, 2 lutego 2014

Rozdział 14


Ona nic dla mnie nie znaczy




-Co?-moje oczy natychmiast się powiększyły. A moje serce pękło na miliard malutkich kawałeczków.
-Daj spokój,przecież wiesz. Po prostu nie wiem czy umiałbym Ci znowu zaufać. Spójrzmy prawdzie w oczy,zdradziłaś mnie.-syknął.
-Bardzo tego żałuje.-pisnęłam.
-Daj nam szanse,proszę.-powiedziałam.
-Obiecuję już nigdy tego nie zrobić,tylko nie odchodź.-zanosiłam się z płaczu.
-Cicho,już.-powiedział po czym mnie przytulił.
-Wiem,że to nie miało dla Ciebie większego znaczenia już od początku. Po prostu chciałem zobaczyć czy będziesz walczyć.-powiedział głaskając  mnie po włosach.
-Słucham? Jesteś nienormalny.-odskoczyłam od niego.
-Ale i tak mnie kochasz.-powiedział i złączył nasze usta w namiętnym pocałunku.
-Jasne,wariacie.-uśmiechnęłam się po skończonej pieszczocie. Kamień spadł mi z serca.
-Skoro i tak tu sobie siedzimy to dam Ci prezent.-powiedział i sięgnął do kieszeni po  nieduże czerwone pudełko. O kurde,dwa pierścionki jednego dnia? Brawo.
-Ależ proszę.-uśmiechnął się podając mi najprawdopodobniej pierścionek.Gdy otworzyłam pudełko moim oczom ukazał się złoty naszyjnik z sercem.
-Ty i ja..-przeczytałam co pisało na przodzie.
-Na zawsze razem.-dodałam czytając napis z tyłu.
-Dziękuję,jest prześliczny!-pisnęłam i uwiesiłam mu się na szyję.
-A tu proszę,zabieram Cie do Paryża,słonko.-cmoknął mnie w policzek podając bilety lotnicze.
-Słucham?-zdziwiłam się.
-Słyszałaś,maleńka.-uśmiechnął się.
-To...To jest za dużo,Niall. Nie mogę tego przyjąć...-wahałam się.
-To jest prezent,obrażę się.-powiedział.
-Nie chcę,żebyś wydawał na mnie tyle kasy.-powiedziałam krzyżując ręce na piersi.
-Po prostu to weź.-wywrócił oczami z lekkim uśmiechem.
-N-nie.-lekko się zaśmiałam. 
-Katy,do cholery. To jest prezent,rozumiesz? Czego Ty się boisz? To nie gryzie,naprawdę.-powiedział głaskając mnie po ramieniu.
-Nie chcę,żebyś myślał,że jestem z Tobą dla pieniędzy. Nie chcę,żeby te Twoje wszystkie fa...
-Nie obchodzi mnie co myślą o nas moje fanki.Liczy się to co my czujemy. Kochasz mnie,doskonale to wiem.-przerwał mi podając bilety. Chwilę stałam jak wyryta zastanawiając się jak mam się zachować. Nagle zadzwonił mój telefon.
-Halo? -odebrałam.
-Wszystkiego Najlepszego,córciu.-usłyszałam przesłodzony głos jakiejś kobiety.
Co do cholery?!
-Przepraszam Panią,ale to jakaś pomyłka.-mruknęłam.
-Nie,nie. To ja,mama.-powiedziała wesoło.
-Mama?!-powtórzyłam na co Niall lekko zbladł.
-Jak spędzasz urodziny,kochana?-spytała.
-Przepraszam? Kim Pani jest,żeby uważać się za moją matkę?!-wybuchłam.
-Jestem Twoją matką,wróciłam zza granicy,żeby zacząć nowe życie. Z tobą,kochanie.-powiedziała ciepło.
-Słucham?! To chyba jakieś żarty. -parsknęłam.
-Uspokój się,gniew nie służy dla nikogo.-powiedziała spokojnie.
-Proszę nie zawracać mi głowy jakimiś bzdurami.-fuknęłam.
-Kate,nie tak Cie ojciec wychował.-pouczyła mnie.
-Że co,proszę? Jeszcze masz czelność do mnie dzwonić? Ojciec mnie wychował? Nie wiesz jak mnie wychowywał?-krzyknęłam
-Spokojnie. Uspokój się Kate.-mówi poważnie.
-Gdzie byłaś przez te wszystkie lata? No,gdzie? Sama od niego uciekłaś zostawiając mnie.Jesteś okrutna,nawet nie wiesz jak mnie krzywdził!-krzyknęłam.
-Doskonale wiem,sama przez to przechodziłam. To mnie przerosło,musiałam coś zrobić...-jej głos posmutniał.
-Aha,i postanowiłaś zostawić mnie na pastwę losu!-fuknęłam i się rozłączyłam. Czułam jak po moich policzkach spływają łzy. Niemalże natychmiastowo opadłam w ramiona Niall'a.
-Kto to był?-spytał.
-Nie wiem.-westchnęłam.
-Może opowiesz mi w końcu o swoich rodzicach...-powiedział łagodnie.
-Niee.-bąknęłam. Oczy blondyna nagle przybrały bardziej ciemną barwę. Z doświadczenia mogę wywnioskować,że jest zmartwiony.
-W porządku.-mówi po chwili.
-Idę na dół.- blado się uśmiecham i wychodzę z sypialni. Tak jak mówiłam,kieruję się w stronę salonu. Mój wzrok przykuła  śliczna wysoka blondynka. Stanęłam i zaczęłam się jej bacznie przyglądać. Raptownie wszelkie wskazówki i informacje dotarły do mojego mózgu.
-Hej,kochana.-dziewczyna pocałowała mnie w policzek.Jestem oszołomiona. Miley całuje mój policzek. Tak,ta Miley. Na samą myśl o jej obecności w tym domu ogarnia mnie niesamowita ekscytacja.
-Wszystkiego Naj.-uśmiechnęła się.
-D-dziękuję.-powiedziałam próbując wyglądać w miarę naturalnie.
-Zaraz wchodzę na scenę,mam nadzieję,że Ci się spodoba. Harry zrobił naprawdę wszystko,żeby mnie ściągnąć.-mówiła ciągle się miło uśmiechając. -Nawet pokłócił się z moim menadżerem.-zaśmiała się.
-No,ale w końcu,kto nie chciałby wpaść na imprezę urodzinową pani Styles?-dodała śmiejąc się.
-Słucham? Styles?-lekko się zaśmiałam.
-Twój chłopak,prawda?-zmarszczyła brwi.
-Nie,nie. To tylko przyjaciel.-wyjaśniłam.
Nie rozumiem dlaczego niektórzy ludzie uważają nas za parę?

-Jestem z Niall'em,nie z Harry'm.-wytłumaczyłam lekko się uśmiechając.
-Ohh. To ja idę sa scenę...-lekko się zmieszała i znikła mi z oczu,co najdziwniejsze wcale nie weszła na scenę. Zaczęłam się rozglądać,może powinnam pogadać z Carls?
Obeszłam calusieńki dom dookoła i nic. Pewnie siedzi w swoim pokoju. Niepewnie zaczęłam pokonywać schody zbliżając się do smutnej blondynki. Co ja jej właściwie powiem ? "Przepraszam,kochanie. Niechcący wepchnęłam Twojemu chłopakowi język do ust" Jestem żałosna. Gdy dotarłam już do mojego byłego pokoju usłyszałam czyjeś  głosy.
-Nie złość się na nią,to naprawdę moja wina.-powiedział Harry.
-Bronisz jej? Po prostu ją kochasz.- zapłakała Caroline.
-Nie,skarbie.-powiedział czule.
-Nie mów tak do mnie.-warknęła.
-Spójrz na mnie.Ona nic dla mnie nie znaczy,zrozum. To Ty  jesteś najważniejsza,kocham tylko Ciebie.-powiedział.
Słucham? Nie rozumiem... A jego słowa? "To było coś cudownego,proszę nie udawajmy,że się nic nie stało."
"Ona nic dla mnie nie znaczy,ona nic dla mnie nie znaczy" Te słowa huczą mi w głowie. Ohh,więc naprawdę nic już dla Ciebie nie znaczę?


Czytasz=komentujesz


Jeśli chcesz być informowana o nowych rozdziałach napisz w komentarzu swoją nazwę z Twittera.

wtorek, 28 stycznia 2014

Rozdział 13

 Ahh,te niespodzianki





-Niespodzianka!!-krzyknęli wszyscy. A ja poczułam jak po moich policzkach spływają miliony łez.
-O mój Boże...-zakryłam usta dłonią.
-Sto lat! Stoo laat! Niech żyje,żyje nam ! Sto lat,sto lat ! Nieeech żyyyje nam! A kto? Katy!!-krzyknęli wszyscy.
-Jezu ja... D-dziękuję...-jąkałam się przez płacz. Nagle zgasło światło,ale po chwili na szczęście się zapaliło. Na scenie dostrzegłam chłopców. Nagle zaczęła lecieć muzyka . Niall wziął mnie za rękę,żebym  stała teraz tam gdzie oni.Wszyscy zaczęli tańczyć. Również i ja. Ciągle bujałam się z Niall'em. Śpiewał mi te piękne słowa prosto do ucha.

I figured it out
I figured it out from black and white
Seconds and hours
Maybe they had to take some time.

Czułam,że się rozpływam.On jest taki,taki,taki....hmm idealny. Niepotrzebnie tak się na niego złościłam. organizował coś na prawdę przepięknego. Tym razem naprawdę przeszedł samego siebie. W życiu bym się czegoś takiego nie spodziewała.Byłam pewna,że na śmierć zapomnieli. A tu proszę. No,no czyli jednak można na niego liczyć. Ehh,niepotrzebnie się tak wysapałam. Jestem idiotką,prawda? Za to ten blondasek jest moim aniołkiem.Gdy już piosenka się skończyła wszyscy zaczęli bić brawa a ja zeszłam ze sceny,którą właściwie rozstawili u nas w salonie. Już chciałam usiąść gdzieś w koncie,żeby nikt nie zwracał na mnie większej uwagi,ale nagle poczułam ciepłe dłonie łapiące mnie za biodra tym samym przyciągając do siebie.
-A Ty gdzie,księżniczko?-zaśmiał się Niall.
-Emm,ja...-zawstydziłam się. W tym momencie na scenę wszedł Justin Bieber.
-O mój Boże!-pisnęłam. Niall zaważając moją reakcję zaczął się ze mnie śmiać.
-A więc ...-powiedział Justin do mikrofonu.
-Nie jestem w tym zbyt dobry,ale życzę Ci dużo,dużo szczęścia i miłości.-powiedział z uśmiechem patrząc na mnie.Powiedziałam krótkie "Dziękuję". Puścił mi oczko i zaczął śpiewać.Poczułam jak moje policzki robią się czerwone. Ręce Horan'a powędrowały na moje biodra a ja swoje zarzuciłam mu na szyję. Czułam jego ciepły oddech na mojej szyi.
-Wszystkiego Najlepszego z okazji urodzin kochanie.-szepnął całując mnie w policzek.
-Dziękuję.-powiedziałam bujając się w rytm piosenki "All that matters"
-Nie ma za co.-uśmiechnął się.
-W ogóle dziękuję za to wszystko i przepraszam za to moje zachowanie dzisiaj.-powiedziałam bardziej wtulając głowę w jego klatkę.
-Mówię,nie ma za co.-lekko się zaśmiał.
-To najlepsze co mogłam sobie wymarzyć na urodziny.Naprawdę przeszedłeś samego siebie.-chwaliłam go.
-Jeszcze czeka Cie prezent,ale to już tak na spokojnie... Jak wszyscy pójdą...-wymruczał przegryzając płatek mojego ucha.
-Odbijamy.-usłyszałam głos uśmiechniętego loczka i już po niespełna sekundzie rozpływałam się w jego ramionach.
-Wszystkiego Najlepszego myszko.-powiedział wesoło.
-Dziękuję.Dziękuję za to wszystko.-uśmiechnęłam się.
-Nie ma sprawy.-powiedział łaskocząc mnie loczkami. Lekko się zaśmiałam.
-Jesteś słodka.-uśmiechnął się.
-A jak tam z Carls?-szybko zmieniłam temat poruszając się w rytm muzyki.
-Nie rozmawiajmy o niej.To Twój dzień.-szepnął mi do ucha czule.
-To o czym w takim razie chcesz rozmawiać?-spytałam nieco rozbawiona.
-Chciałbym,żebyśmy się na chwilę wymknęli.Taki wieczorny spacer,co Ty na to?-spytał okręcając mnie.
-To chyba nie wypada tak wiać...-westchnęłam.
-Oj,kochanie.Nie bądź taka grzeczniutka.-łobuzersko się uśmiechnął i nagle poczułam jakieś obce dłonie na biodrach.
-Odbijamy.-usłyszałam wesoły głos Matt'a. Harry nie miał wyjścia, z zrezygnowaną miną mnie puścił. Ja oplotłam ręce wokół szyi chłopaka.
-Wszystkiego naj,naj,najlepszego!-uśmiechnął się i pocałował mnie w nos.
-Dzięki.-zaśmiałam się.
-Mam coś dla Ciebie.- wyszczerzył się nadal bujając się w rytm muzyki. Zmarszczyłam brwi po czym chłopak założył mi na rękę srebrną bransoletkę z napisem "Friend"
-Dziękuję.-przytuliłam go do siebie.
-Naprawdę nie trzeba było.-dodałam.
-Ależ trzeba.Na moim łańcuszku jest napisane "Best".-powiedział pokazując mi srebro.
-Jakie to słodkie.-uśmiechnęłam się.
-Staram się.-zaśmiał się.
-Podoba Ci się to wszystko?-spytał.
- Harry i Niall się postarali.-dodał z uśmiechem.
-Bardzo,ale jak to,tylko oni?-zdziwiłam się.
-No większość to oni robili wiesz...-poruszył śmiesznie brwiami.
-Czasami naprawdę Cie nie rozumiem.-zaśmiałam się bardziej w niego wtulając.
-A swoją drogą,to gdzie ta cała dziewczyna Hazzy?-spytał ciekawy.
-Pewnie gdzieś z Harry'm.-blado się uśmiechnęłam.
-Przeszkadza Ci ona?-zaśmiał się.
-Nie,tylko... On tak szybko kogoś znalazł. Myślałam,że...-zaczęłam.
-Że na Ciebie poczeka?-powiedział z zatroskana miną. Nic na to nie odpowiedziałam tylko spuściłam wzrok. Dzięki Bogu ta piosenka się już skończyła.
-Będzie dobrze.-pocałował mnie w czoło. Na scenę weszły Little Mix. Już chciałam usiąść gdy Caroline pociągnęła mnie na parkiet.
-Hej kochanie zdradź mi swoje imię.-zaśpiewała równocześnie  z  Jade.
-Mam gorączkę przez ciebie, po prostu nie umiem tego wytłumaczyć.-zaśmiałam się i zaczęłyśmy tańczyć w rytm muzyki. Kręciłyśmy wokół siebie biodrami ciągle się śmiejąc.




Z perspektywy Niall`a



-Smacznego.-powiedział Harry siadając koło mnie i dając mi drinka.
-Co?-spytałem nie odrywając oczu od Katy.
-Normalnie pożerasz ją wzrokiem.-zaśmiał się.
-Oj no.Tylko popatrz. Jak by tu tego nie pożerać.-zaśmiałem się.
-No trzymaj.-powiedział.
-Już,już.Dzięki.-wziąłem łyk przyniesionej przez chłopaka cieczy.Oczywiście nie spuszczałem oczu z ukochanej.
-Są świetne.-powiedział w końcu.
-Mhm.-mruknąłem rozkoszując się smakiem drinka.
-Kochasz ją?-spytał.
-Którą?-zaśmiałem się.
-No chyba raczej nie Carls.-zaśmiał się.
-Daj spokój,chociaż raz chce zapomnieć,że kochasz moją dziewczynę.- przymrużyłem oczy.
-Słucham?-zdziwił się.
-Możesz udawać,ale oboje i tak wiemy jak jest. Wiesz,szkoda mi jedynie Carls.-powiedziałem szczerze.
-Nie skrzywdzę jej.-wybełkotał i odszedł. Może byłem za ostry? Chociaż w sumie nie powiedziałem nic takiego. Nagle mój wzrok napotkał coś dziwnego. A mianowicie Katy biegnącą do mnie z wielkim uśmiechem.
-Chodź...-ciągnęła mnie do tańca.
-Posiedzę tu...-powiedziałem kończąc drinka.
-Oj Niall,już piłeś?-spytała zrezygnowana.
-Ale to w niczym nie przeszkadza.-wybełkotałem.
-W ogóle.-westchnęła i zaciągnęła mnie na środek parkietu. Tym samym zmysłowo się o mnie ocierając. Noo,taki taniec podoba mi się jeszcze bardziej. Mogłem dotykać jej krągłości i to w dodatku całkowicie bezkarnie. Raptownie zauważyłem jak Styles się do nas zbliża. O nie,nie.-pomyślałem.
-Napijmy się czegoś.-uśmiechnąłem się.
-Jasne.-odwzajemniła gest i podeszliśmy do baru. Poprosiłem o dwa drinki.
-Fajnie jest.-powiedziałem po chwili ciszy.
-Świetnie.-pocałowała mnie w policzek.
-Co Ty taka całuśna-zaśmiałem się.
-Raz do roku można,a co.-również się zaśmiała.
-Uważam,że te Twoje raz do roku powinno być częściej.-łobuzersko się uśmiechnąłem kładąc rękę na jej kolanie.
-Mmm.Panie Horan,czy to jakaś konkretna propozycja?-zaśmiała się i w tym momencie przyszedł Harry.
-Hej,Katy.To idziemy?-spytał.
-Tak,już.-uśmiechnęła się.
 -Ej,chwila...-zdziwiłem się.
-Idziemy tylko na spacer.-powiedział Harry i spojrzał na mnie z wyższością.



Z perspektywy Harry`ego




Gdy wyszliśmy z domu od razu odetchnąłem z ulgą. Ten blond palant nam już w niczym nie przeszkodzi.
-Harry?-spytała cicho.
-Tak?
-Jesteś szczęśliwy?-spytała. Objąłem ją i powiedziałem:
-W tym momencie tak.-lekko się uśmiechnęła.
-Jak to?-wtuliła się we mnie.
- To zabrzmi dosyć nie odpowiednio,ale....-przerwałem na chwilę. Co ja jej właściwie powiem? Teraz nie ma juz odwrotu...
-Jestem szczęśliwy,bo jestem z Tobą.-dokończyłem.
-Harry,powiedz mi o co chodzi. Moje zdjęcie w Twoim samochodzie,te różne niewinne słówka...-założyła ręce na piesi.
-O nic nie chodzi.Po prostu jesteś moją przyjaciółką.-wyznałem.
-Aaa,i mam coś dla Ciebie.-dodałem z uśmiechem.Następnie wyciągnąłem z kieszeni czerwone pudełeczko i podałem dziewczynie.
-Jeszcze raz wszystkiego najlepszego.-pocałowałem ją w policzek.
-H-Harry...-zająknęła się otwierając pudełeczko.
-Błagam,powiedz,że to nie oświadczyny.-powiedziała przestraszona na co wybuchnąłem wielkim śmiechem.
-No coś  Ty.-uśmiechnąłem się.
-Albo nie,czekaj.-wyrwałem jej pierścionek z ręki i uklęknąłem przed nią.
-Katy,po mimo tylu burzliwości losu uczynisz mnie najszczęśliwszym facetem na ziemi i wyjdziesz za mnie?-spytałem i zacząłem śmiesznie ruszać brwiami.
-Ekhem.Drogi Panie Styles,to bardzo kusząca propozycja.-udawała,że się śmiertelnie głęboko zastanawia.
-Taakk!-krzyknęła głośno. Złapałem ją w talii i okręciłem wokół własnej osi.Na co dziewczyna zaczęła się śmiać. Potem opadliśmy sobie w ramiona.
-Dziękuję,jest śliczny.-zbliżyła usta,żeby pocałować mnie w policzek,ale ja nie wytrzymałem. Nie mogę tak dłużej. Szybko obkręciłem głowę i złączyłem nasze usta w namiętnym pocałunku.Katy przez chwilę stała bez ruchu.Potem zaczęła pogłębiać pocałunek. Zaczęliśmy tak to się potocznie mówiąc "lizać" Raptownie dziewczyna oderwała sie ode mnie.
-Co  do cholery?!-krzyknęła na mnie zdziwiona. Chwilę jeszcze na mnie popatrzyła i szybkim krokiem ruszyła do domu. Super,zawaliłem.Zacząłem za nią biec aż w końcu złapałem ją na nadgarstek.
-Puść mnie kretynie.-warknęła.
-Przepraszam.-powiedziałem patrząc w jej oczy.Nic nie powiedziała,zaczęła się jeszcze bardziej szarpać.
-Przepraszam,rozumiesz?!-krzyknąłem.
-Po prostu o tym zapomnijmy.-powiedziała spokojnie.
-To było coś cudownego,proszę nie udawajmy,że się nic nie stało.-powiedziałem błagalnie.
-Harry,my nie mamy po pięć lat. Taka akcja nie powinna się wydarzyć.-westchnęła. Zaczęliśmy iść do domu. Jakby nigdy nic objąłem ją a Katy się do mnie przytuliła.Po prostu jak przyjaciółka.
-A tylko mi powiedz,że Ci się nie podobało.-powiedziałem wesoło i weszliśmy do domu.
-Spadaj,Harry.-zaśmiała się.
-Co się miało podobać?-spytał Niall.
-Yyy nic..-lekko sie uśmiechnąłem i zniknąłem gdzieś między ludźmi.



Z perspektywy Niall`a



Kłamca,tak cholernie dobrze kłamie. Tak się akurat składa,że wszystko widziałem.Ciekawe,kiedy mi się do tego przyzna.
-Coś się stało skarbie?-zapytałem Katy.
-Tak,ale nie chcę o tym rozmawiać.-wlepiła wzrok  w podłogę.
-Jak będziesz gotowa to porozmawiamy,zgoda?-pocałowałem ja w czubek głowy.
-T-tak.-powiedziałam niespokojnie.
-Baw sę dobrze kochanie.-uśmiechnąłem się i zacząłem szukać Harry'ego.   Biegałem po domu w tą i nazad nagle moje oczy napotkały bruneta siedzącego z Caroline.
-Styles,musimy pogadać.-powiedziałem zdenerwowany.
-To gadaj.-wzruszył ramionami z lekkim uśmieszkiem.
-Nie waż się tknąć Kate.-wysyczałem.
-Nie wiem co masz na myśli.-prychnął.
-Po prostu nie całuj się z moją dziewczyną!-krzyknąłem na co Carls zakrztusiła się drinkiem.
-Że co proszę?!-wybuchła.
-No,Harry powiedz jej.-uśmiechnąłem się.
-Styles do cholery! O czym on mówi ?-wrzasnęła. Nagle poczułem niebiański zapach tuż obok. Katy widząc to całe zamieszanie pewnie przyszła nas uspokoić.
-Możecie się ogarnąć?-powiedziała zdenerwowana.  Ohh,skąd ja to wiedziałem?
-Pff,odezwała się.-prychnęła Caroline.
-O co Ci chodzi?-zmarszczyła brwi.
-Robi się niedobrze...-westchnął Harry.
-Jesteś zwykłą szmatą!-krzyknęła Caroline.
-Ej,bez takich !-zbulwersował się Styles.
-Jak mogłaś nam to zrobić?-rozpłakała się i pobiegła na górę,ja szybko pobiegłem za nią.




Z perspektywy Kate



Chwila,co? Niall za nią pobiegł ? Co? Co?  Co? Co? Nagle poczułam ciepłe ciało przylegające do mojego.
-Nienawidzisz mnie?-szepnął mi do ucha.
-Oczywiście,że nie.-lekko się zaśmiałam.
-Naprawdę jest Ci teraz do śmiechu ?-zdziwił się.
-Próbuję jakoś... wiesz...-powiedziałam nieskładnie.
-Wiem,wiem.-uśmiechnął się.
-Wiesz co Ci powiem? Mam cholernie wyrzuty sumienia,ale jakoś tego nie żałuję...-przyznałam.
-Co się z Tobą stało? Gdzie ta grzeczna dziewczynka?-zmarszczył brwi.
-Nie wiem,Harry.-westchnęłam.
-Przepraszam.-szepnął po chwili.
-Dlaczego to zrobiłeś?-wypaliłam.
-Nie mogłem tego wytrzymać... Pragnąłem Cie,bez najmniejszego zastanowienia.-powiedział nieśmiało.
-Zdajesz sobie sprawę z tego,że masz dziewczynę?-westchnęłam.
-Wiem,jest dla mnie wszystkim.Kocham ją.- wymamrotał.
-Pójdę pogadać z Niallem...-powiedziałam nagle. Harry tylko kiwnął głową. Poszłam na górę i weszłam do
sypialni. Moje oczy napotkały blondyna siedzącego u brzegu łóżka.
-Niall?-spytałam cicho. W tym momencie podniósł na mnie swoje zaszklone oczy.
-Przepraszam,naprawdę nie mam pojęcia jak to się stało...-powiedziałam zażenowana.
-Nigdy nawet przez myśl by mi nie przeszło,że jesteś do tego zdolna.-syknął.
-Nie zrobiłam tego celowo,naprawdę przepraszam...-powiedziałam łamiącym się głosem. Co jeżeli teraz go stracę? Albo właściwie już straciłam...
-Teraz wszystko poszło się jebać.-mruknął.
-C-co Ty masz na myśli?-zapłakałam.
-A co mogę mieć na myśli? To koniec.-powiedział przez zęby.
-Co Ty wygadujesz?-zamarłam.
-Oddychaj,maleńka.-wrzucił.
-Jaki koniec? Co Ty mówisz? W życiu nie zawsze jest kolorowo,dobrze o tym wiesz.Przez jeden niewinny pocałunek zamierzasz mnie skreślić? -mówiłam przez płacz.
-Nie kochasz mnie?-spytałam po chwili.
-Nie.-odpowiedział.



Słaby,nieudany i ogólnie krótki. Pewnie nie spodziewaliście się końca związku Katy i Nialla i pocałunku z Harrym? Cóż,żyje zaskakuje. Hahaha. xx


CZYTASZ=KOMENTUJESZ

czwartek, 23 stycznia 2014

Rozdział 12


 Miło,że wciąż o mnie pamiętasz...





Obudził mnie przecudny zapach.Nie otwierając oczu sprawdziłam ręką czy Niall jest obok mnie.Do moich uszu dobiegł cichy chichot.Raptownie otworzyłam oczy.
-Dzień Dobry!-usłyszałam piskliwy głos.
-Carls...?-zdziwiłam się. Podniosłam się do pozycji siedzącej i dopiero wtedy dostrzegam,że blondynka macha mi przed łóżkiem jakąś tacą.
-Nie,ksiądz.-zaśmiała się.
-Co to?-pokazałam na tackę.
-Emm. To są gofry i kakao. Pozwoliłam sobie trochę pobuszować w kuchni.Mam nadzieję,że sie nie gniewasz.-lekko się uśmiechnęła i położyła mi jedzenie na łóżku.
-Nie,skądże. Nie rozniosłaś nam kuchni?-zaśmiałam się.
-Co? Jasne,że nie.-uśmiechnęła się.
-Tak jakby...-dodała cicho.
-Co?-spytałam gryząc gofra.
-Nic...-mruknęła.
-Ojś,zapomniałabym!-krzyknęła.Wysłałam jej pytające spojrzenie co dziewczyna oczywiście zignorowała. Ej,co jest?
-Sto lat ! Sto lat! Niech żyje,żyje nam ! Sto lat,sto lat! Niech żyje,żyje nam! Jeszcze raz! Jeszcze raz,niech żyje,żyje nam! Niech żyje nam! A kto? Katy! -zaśpiewała. Moje policzki to już chyba dawno spłonęły...
-Dziękuję. Jesteś kochana.-uścisnęłam ją.
-Proszę,to dla Ciebie. Wszystkiego Najlepszego,zdrowia szczęścia no i oczywiście fajnych chłopców.-powiedziała śmiesznie poruszając brwiami po czym podała mi nieduże pudełko.
-Chwila,co to?-zdziwiłam się biorąc prezent.
-Oj,no zajrzyj.-marudziła. No w sumie nic mi z niego nie wyskoczy,prawda? Niepewnie otworzyłam dane mi pudełko i moim oczom ukazała się śliczna granatowa sukienka.
-Podoba się? Powiedz coś.-ponagliła Carls.
-Jest przepiękna.-pisnęłam.
-Ale nie mogę tego przyjąć.-dodałam podając jej pudełko.
-Co ty gadasz? Jasne,że możesz.-zaśmiała się.
-Bierz to idiotko.-dodała przez śmiech.
-Nie,ja nie powinnam...-powiedziałam niepewnie.
-Weź,bo się obrażę.-powiedziała dziewczyna wciskając mi sukienkę.
-Bardzo Ci dziękuję.-przytuliłam ją.
-Nie ma za co.-uśmiechnęła się oddając uścisk.Odklejając się od blondynki z powrotem zajęłam się wcinaniem śniadania.Ohh,przepraszam. Pysznego śniadania.
-Smakuje?-zapytała.
-Mniam.-wyszczerzyłam się i wymazałam ją w bitej śmietanie.
-Ejj.-pisnęła wycierając się bluzką.
-No co?-zapytałam i zrobiłam minę typu "Zbity psiak"
-Ej,chwila co to jest?-zapytałam z uśmiechem wskazując palcem na pierścionek blondynki.
-Jeszcze wczoraj go nie miałaś.-dodałam.
-Dostałam wczoraj od Harry'ego...-uroczo się uśmiechnęła. O dziwo to ten pierścionek co ja proponowałam a nie ten drugi...Harry taki zmienny? No cóż,bywa.
-Jest śliczny.-przyznałam. W końcu to ja wybierałam.
-Prawda? Przepiękny.-powiedziała.
-Carls,mogę Cie o coś zapytać?-spytałam kończąc jeść.
-Jasne,pytaj.-uśmiechnęła się.
-Czy wy wczoraj z Hazzą coś ten tego...?-zapytałam na co dziewczyna melodyjnie się zaśmiała.












-Oj,jestem ciekawa...-zaśmiałam się.
-A co,było nas wczoraj słychać?-śmiała się.
-Niee.-zaprzeczyłam.
-Haha,tajemnica.-ciągle się śmiała. Rzuciłam ją poduszką po czym dziewczyna uciekła z pokoju.
-Ej blondi,wracaj!-krzyknęłam. Złapałam poduszkę i pobiegłam za nią. Zza wyspy w kuchni dobiegał cichy chichot. Bez zastanowienia rzuciłam tam poduszką.
-Au..-mruknęła na co się złowieszczo zaśmiałam.Caroline wzięła rzuconą w siebie poduszkę i zaczęła powoli zmierzać w moim kierunku.
-O nie!-krzyknęłam i uciekłam na górę. Gdy wbiegłam do sypialni  zauważyłam,że dzwoni mój telefon.
-Halo?-odebrałam.
-Wszystkiego Najlepszego kochanie!-usłyszałam.Już chciałam zacząć skakać po łóżku ze szczęścia z myślą,że to Niall.Jednak po chwili rozpoznałam głos.
-Dziękuję Matt.-powiedziałam z uśmiechem.
-Nie ma za co. Jak tam spędzasz urodzinki?-zapytał.
-Fajnie,z dziewczyną Harry'ego.-powiedziałam.
-Harry ma dziewczynę?-zdziwił się.
-Tak,też byliśmy zdziwieni. Przyjechała na jakiś czas z  Polski.-wyjaniłam.
-To wesoło masz.-zaśmiał się
-A co robią chłopcy?-dodał.
-Pracują.-westchnęłam.
-A dzwonili chociaż?-spytał.
-A gdzie tam...-powiedziałam.Następnie poczułam jak moje oczy się zaszkliły.
-Nie martw się,na pewno zadzwonią.-powiedział czule.
-Wątpię.Zapomnieli,że mam urodziny.-powiedziałam z wyrzutem.Nagle usłyszałam piknięcie w komórce.
-Oho,ktoś się do Ciebie dobija.-powiedział Matt.
-Najwyraźniej.-powiedziałam z nadzieją.
-Dobra,ja już kończę. Widzimy się wieczorem,trzymaj się.-rozłączył się. Sprawdziłam kto do mnie dzwonił. Okazało się,że to Niall. O mój Boże. Czyli jednak nie zapomniał ?! Czy może ktoś mu powiedział? Nie ważne! Liczą się dobre chęci!-pomyślałam i wybrałam jego numer.
-Dzwoniłeś.-powiedziałam po tym jak odebrał.
-A takk. Chciałem zapytać jak tam się dogadujecie z Caroline.-powiedział wesoło.Ohh,niepotrzebnie się nakręcasz jak małe dziecko,Katy.-westchnęłam do siebie.
-Dobrze.-powiedziałam szorstko.
-Coś się stało? Jesteś zła?-zdziwił się.
-Nie. Niby czemu?-prychnęłam. Szczerze? Nie jestem zła. Jestem wściekła. Co za idiota.
-A nie wiem. A co porabiasz?-zapytał wesoło.
-Nic.Nie powinieneś się skupić na pracy a nie na telefonowaniu?-zapytałam wrednie.
-Akurat tak się składa,że mam przerwę.-wysyczał.
-Świetnie. To spędź ją pożytecznie.-syknęłam.
-Nie zgrywaj się.Za co jesteś zła?-powiedział nieco spokojniej.
-Zapomniałeś,Niall. Znowu,zapomniałeś.-powiedziałam łamiącym się głosem.
-O czym?! O czym do cholery znowu zapomniałem?!-krzyknął.
-Co dzisiaj jest.-powiedziałam z płaczem.
-Czwartek! Jest pieprzony czwartek ! -krzyczał na co ja pisnęłam.
-Katy...-zaczął spokojnie,ale ja mu przerwałam:
-Jesteś idiotą.-powiedziałam po czym się rozłączyłam. Rzuciłam telefon na łóżko i podeszłam do szafki.
Wyjęłam z niej zielone leginsy,białą bokserkę i szarą,starą bluzę któregoś z chłopców. Nie mam pojęcia co robiła w mojej szafie,ale to pewnie Niall'a.To znaczy,że nic się nie stanie jak ją nałożę.Lubię jego bluzy. One tak cudownie pachną.Pachną nim...Przytuliłam bluzę do siebie i się uśmiechnęłam.Mam ogromne szczęście,prawda?
-Noo,dość tych czułości.-powiedziała Caroline stojąca w progu.
-Taa.-niewyraźnie się do niej uśmiechnęłam.Dziewczyna podeszła do mnie po czym siadając na łóżko przytuliła mnie.
-Nie przejmuj się..-powiedziała.
-Ehh,przywykłam do tych idiotów.-westchnęłam wstając.
-Idę się umyć.-dodałam.
-Okej.-uśmiechnęła się i zaczęła iść w kierunku salonu.Zanim weszłam do łazienki krzyknęłam:
-Caroline!
-Tak?-wychyliła się zza ściany.
-Dzięki.-szeroko się uśmiechnęłam.
-Nie ma za co! -krzyknęła znikając na dole.


Z perspektywy Caroline 



Gdy weszłam do salonu wygodnie usadowiłam się na kanapie i zadzwoniłam do Harry'ego.
-Hej Carls.-odebrał.
-Hej,jest z Tobą Niall?-zapytałam.
-Tak,jest. Jesteśmy wszyscy razem.-odparł.
-Nie mogliście delikatniej z nią pogadać?-spytałam lekko zdenerwowana.
-Musimy  udawać,bo inaczej nie będzie niespodzianki-wyjaśnił.
-Ale bez przesady.Ona się rozpłakała.-powiedziałam.
-Nie przejmuj się,ona często ryczy.-usłyszałam.
-Harry,co ty wygadujesz?-syknęłam. Jak on może tak o niej mówić? To ja już nic nie rozumiem.
-Taka jest prawda.Oczywiście to nie zmienia faktu,że kocham ją nad życie.-wyznał.
-Ehh,wiem,wiem.-westchnęłam.
-Oj no już nie gniewaj się księżniczko.-powiedział wesoło.
-Ty mi lepiej powiedz gdzie mam ją na cały dzień zabrać.-powiedziałam.
-Nie mam pojęcia.Może jakiś spacer?-zaproponował.
-Nie dopracowaliście szczegółów.Aż do wieczora mamy spacerować?-lekko się zaśmiałam.
-Boże,no nie wiem. Jesteś babą wymyśl coś.-zaśmiał się.
-Łatwo Ci powiedzieć,nie wiem co ona lubi.
-Zabierz ją na jakiś spacer,na kawę...-westchnął.
-Dobra,jakoś sobie poradzę.-powiedziałam.
-O której mamy przyjść?-dodałam.
-Gdzieś tak około 18. Z resztą zadzwonię do Ciebie.Tylko pamiętaj,wejdźcie tylnymi drzwiami.-rzekł.
-Okej,okej.-uśmiechnęłam się.
-Dobra,musze kończyć.Pa.-szybko dodałam zauważając Katy wchodzącą do salonu.
-Myślałam,że kuchnia będzie wyglądała gorzej.-powiedziała nalewając sobie soku.
-Bardzo śmieszne,nie mam dwóch lewych rąk.-zaśmiałam się.
-Oglądamy coś?-spytała siadając  przed telewizorem.
-Eee,nie!-szybko krzyknęłam zabierając jej pilota. Kate wysłała mi pytające spojrzenie.
-Chodźmy na spacer.-uśmiechnęłam się.
-Co,spacer? Zwariowałaś,nie chce mi się.-westchnęła.
-To może na jakąś kawę?-nie dawałam za wygraną.
-Możemy sobie zrobić kawę w domu.-zmarszczyła brwi.
-No to do centrum handlowego?-nalegałam.
-Coś Ty się tak tego wychodzenia uczepiłaś?-zaśmiała się. Szkoda,że mi nie jest do śmiechu.Jak nie wyjdziemy  z domu nic nie wyjdzie z niespodzianki.
-Nie uczepiłam się.Po prostu sądzę,że siedzenie na dupie przed telewizorem w urodziny to słaby pomysł.-westchnęłam.
-A co to za różnica?Dzień jak każdy inny.-powiedziała.
-No,ale skoro Ci tak zależy to chodźmy.-dodała niechętnie. No nareszcie,ale z niej uparciuch.
-Ej,mogłabyś mi pokazać co nakładasz na wieczór?-raptownie zmieniłam temat.Katy nieco się zdziwiła z tego obrotu sytuacji,ale starała się nie dać mi tego odczuć i powiedziała z uśmiechem :
-Jeszcze nie wiem,chodź pomożesz mi wybrać.-wstała z kanapy.Twierdząco kiwnęłam głową,następnie poszłyśmy na górę.Brunetka otworzyła drzwi od szafki i zapytała :
-Jak myślisz?
-Może to? Ładnie się błyszczy...-powiedziałam i pociągnęłam jakiś świecący ciuch.
-Głupio w tym wyglądam.-westchnęła.
-Nałóż.-powiedziałam wesoło. Katy szybko zrobiła to o co prosiłam. Ona jest jakaś nienormalna,jak głupio? Ślicznie w tym wygląda.
-Super.Nakładasz to i żadnego ale!-powiedziałam entuzjastycznie.
-Dobra.-powiedziala i z powrotem nałożyła to co wcześniej  miała na sobie.
-To chodź ubieramy się.-uśmiechnęła się.
-Idź,ja cie dogonię.Muszę jeszcze wziąć coś z pokoju...-powiedziałam następnie opuściłyśmy jej pokój.Gdy jej sylwetka zniknęła mi z oczu gdzieś na dole zakradłam się do jej sypialni. Wzięłam z półki tą bluzkę i jakieś pierwsze lepsze spodnie po czym schowałam do torebki i zbiegłam na dół.



Z perspektywy Harry'ego




-Dobra wyszły. Wkraczamy!-krzyknąłem gdy dostałem sms'a od Carls. Wszyscy szybko wyskoczyliśmy z samochodu i pobiegliśmy do domu.
-Gdzie schowaliście ciasta?-spytałem.
-W piwnicy,chodź pokażę Ci.-powiedział Lou.
-Nie! Nigdzie z nim nie idź!-krzyknął Liam.
-Zamknie Cie w piwnicy,mówię Ci.-dodał.
-Dobra,Lou idź sam.-zaśmiałem się.
-Jezu,od czego by tu zacząć...-westchnął Niall.
-Najlepiej od początku.-zaśmiał się Zayn.
-Ta rada odmieniła moje życie,słuchaj.-powiedział wywracając oczami.
-Właśnie dlatego Ci to powiedziałem.-ponownie się zaśmiał.
-Dobra,to ja nadmucham balony.-powiedział dumnie Horan i wyjął z opakowania jeden balonik w kształcie serca.
-Na serio sam chcesz to pompować? Nie lepiej wziąć jakąś pompkę?-zdziwił się Li.
-Niee,chcę włożyć serce w te urodziny.-powiedział  i zaczął dmuchać.
-Jest ich 80.-powiedziałem,na co chłopak szybko wypluł balona.
-To gdzie ta pompka?-uśmiechnął się. Wszyscy się zaśmialiśmy.
-Gdzieś w piwnicy...-zaczął Liam.
-Louis,przynieś mi pompkę!-krzyknął Horan.
Po jakiś 5 minutach przyszedł Lou. Ciekawe co on tam tak długo robił. Nie zdziwię się jak będziemy mieć o jedno ciasto mniej. Cały Louis,żarłok. Czasami myślę,że zaraził się tym od Niall'a.



Z perspektywy Katy




 -Ej,zajrzyjmy tu ! Mają śliczne torebki!-pisnęła Carls ciągnąc mnie do kolejnego nudnego sklepu.
-Jaka ładnaaa.-przeciągnęła blondynka stojąc z otwartą buzią przed wystawą.
-Daj spokój,jest paskudna.-westchnęłam.
-Jest śliczna!-krzyknęła.Następnie wzięła ten kawałek szmatki z półki i przytuliła.
-Mi się nie podoba.-zaśmiałam się.
-Nie znasz się.-prychnęła pociągając mnie w inny kąt lokalu.



Z perspektywy Harry'ego




-Skończyliśmy!-krzyknęli Zayn z Horanem. Wychyliłem się zza ściany i moje oczy ujrzały mnóstwo balonów.Słodko to wygląda.
-W lewno!-mówił Louis.
-Nie,nie.Bardziej w prawo.-dodał.
-Albo wiesz,wtedy było chyba dobrze.-mówił.
-To się zdecyduj ! Jak mam wieszać ten bilbord...-westchnąłem stojąc na drabinie.  Razem z chłopakami zrobiliśmy wielki bilbord z napisem " WSZYSTKIEGO NAJLEPSZEGO KATY"
-Jeszcze trochę w lewo.-machał ręką.
-Tak dobrze?-spytałem.
-Idealnie.-powiedział w końcu brunet.


Z perspektywy Caroline



-Buty!Ubrania!Torebki!-krzyczała Carl wbiegając do już chyba setnego sklepu.
-Carol,bolą mnie nogi...-wzdychałam ciągnąc się na blondynką.
-Ouu! Patrz tam!-pisnęła podniecona pokazując mnie jakieś szpilki.
-Ja chcę już do domu,proszę.-mruczałam.



Z perspektywy Harry'ego



-O której przychodzi ten barman?-spytał Li.
-Jak zadzwonimy.-odparł Niall przyklejając te nieszczęsne  światełka. Ten kolor jej się nie spodoba,zobaczycie.
-Ej,tutaj źle przykleiłeś.-powiedziałem i pokazałem palcem da odpowiednie miejsce.
-Teraz jest okej.-uśmiechnął się blondyn.
-Jeszcze kuchnia.-westchnąłem i poszedłem z kolejnym opakowaniem lampek i klejem.
-Pomogę Ci.-uśmiechnął się Tomlinson.
-Ej,tak właściwie to skąd ty wytrzasnąłeś Caroline?-spytał nagle. Następnie nałożył trochę kleju na łańcuch i przyparł nim do ściany.
-Z kątowni.-prychnąłem.
-Louis,co to za pytanie? A Ty skąd bierzesz dziewczyny?-dodałem wkurzony.
-Dobra,stary.Nie denerwuj się tak.- odparł brunet.

***

-Wydaje mi się,że ten nie pasuje kolorystycznie.-zastanawiał się Liam.
-Teraz lepiej?-spytałem przestawiając ciastko z drugiej strony stołu.
-Niee,teraz nie pasuje do tej miski. Harry!-prychnął.
-A co to za różnica?-zmarszczyłem brwi.
-Ty to się kompletnie na niczym nie znasz.-westchnął i postawił te ciasto w zupełnie inny zakątek stołu.
-Ej,łapcie chipsy!-krzyknął Zayn i  zaczął rzucać w nas czapki niezdrowego żarcia. My kolejno wsypywaliśmy je do innej miski. Potem zaczęliśmy rozkładać cukierki i inne słodkości.


Z perspektywy Katy



-Ale ja chcę już do domu!-piszczałam wchodząc do kolejnego sklepu z ciuchami.
-Oj nie marudź,tu są świetne niedrogie ubrania.-powiedziałam blondynka ciągnąc mnie do jakiejś półki.
-Świetne?-zdziwiłam się.
-Co jest świetnego w jakiś zwykłych bokserkach ? I do tego w męskich?-dodałam. Dziewczyna krzywo na mnie popatrzyła i pociągnęła w przeciwną stronę sklepu. Tym razem dział z bielizną. Całe szczęście,że z damską.
-Boże widzisz a nie grzmisz.-marudziłam oglądając jakieś bielizny nocne.
-Ooo,jakie ładne.-uśmiechnęła się i wyrwała mi ciuszek z ręki. Rozejrzałam się za jakimś krzesłem czy czymś w tym stylu.Następnie wygodnie usiadłam podpierając się ręką.
-Wymiękam...-jęczałam zdejmując szpilki.
-Oj,nie przesadzaj.-usiadła koło mnie Caroline.
-Moje.Stopy.Umierają.-mówiłam z przerwami.
-Było nakładać szpilki?-zaśmiała się.
-Oj zamknij się.-westchnęłam lekko się do niej uśmiechając. Nie chcę,żeby wzięło to zbyt do siebie. Chociaż w ogóle nie jest mi wesoło. Nagle zadzwonił telefon Caroline. Dziewczyna zrobiła przerażoną minę i po chwili odebrała :
-Już?
-Świetnie.
-Wymęczona.-zaśmiała się. Ciekawi mnie z kim i o czym właściwie rozmawiała...
-Chodź lasia.-uśmiechnęła się i pociągnęła mnie w stronę łazienki.
-Masz to.I się szybko przebieraj!-wrzasnęła wpychając mnie do jednej z kabin.Hmm,co ona mi tu dała? Ej,to nie jest przypadkiem moje?!
-Skąd Ty to wzięłaś?!-wrzasnęłam.
-Z Twojej szafki.Nie dramatyzuj tylko się ubieraj!-ponagliła mnie.
-Mogłabyś tak łaskawie nie grzebać  mi w ciuchach?-zdenerwowałam się.
-To był pierwszy i ostatni raz.-powiedziała zawstydzona. Głęboko westchnęłam i założyłam podane mi ubrania. Po chwili wyszłam z kabiny.
-Dobra,ubrałam się. Co dalej?-spytałam.
-Jedziemy do domu.Mam dość tych ciuchów.-powiedziała wychodząc z łazienki.
-Ohh,czyżby?-zaśmiałam się. Chwilę potem,gdy szłyśmy ulicą zadzwonił mój telefon :
-Słucham?-odebrałam.
-Mogę po Was przyjechać.-powiedział wesoło  Horan.
-Nie ma takiej potrzeby.-syknęłam.
-Ahh,jasne.-powiedział po czym się rozłączył. Po niecałej minucie zadzwonił telefon Caroline.
-Już idziemy.-odebrała.
-O to super, a co kręcisz się gdzieś niedaleko?-uśmiechnęła się do słuchawki,a po chwili rozłączyła.
-Niall po nas przyjedzie.-powiedziała wesoło na co ja warknęłam tylko coś pod nosem. Nadal spokojnie szłyśmy w kierunku domy gdy nagle zza zakrętu wyjechał samochód.Tak dobrze mi znany.
-Wsiadajcie.-powiedział z uśmiechem. Ohh,czy tylko mi sie nie chce uśmiechać?
 Caroline posłusznie wsiadła,a ja zaczęłam iść dalej przed siebie.
-Mam za tobą gonić?-zaśmiał się Horan.
-Przejdę się.-prychnęłam.
-Boso?-zdziwił się. No fakt,szpilki tak mi poraniły nogi,więc...
-Tak,boso.-mruknęłam.
-Oj nie wygłupiaj się.-powiedziała Carls i wepchnęła mnie do auta.
-Zapewniam was,że znam drogę do domu.-mówiłam naburmuszona.
-Ja przynajmniej pamiętam o  istotnych sprawach,prawda Niall?-dodałam.
-Mówię Ci po raz ostatni. Jest.Głupi.Czwartek.-syknął.
-Jesteś beznadziejny.-westchnęłam. Droga minęła nam spokojnie. Carls i Niall ciągle o czymś gadali i śmiali się. Ja natomiast siedziałam cicho,przytulona do szyby.Czekałam tylko aż znajdziemy się w domu.Po 5 minutach w końcu skończyło się to czekanie. Carls szybko wyskoczyła z auta i pobiegła do domu. Niall szybko  podszedł do mnie w celu otworzenia mi drzwi. Wyciągnął do mnie rękę i zaczął prowadzić do drzwi.
-Umiem iść sama.-warknęłam i wyrwałam dłoń z uścisku. Ominęłam chłopaka i weszłam do domu. Wszędzie było ciemno. Boże,serio? Rozebrałam się i poszłam do salonu,tam też ciemno. Zapaliłam światło i omal nie dostałam zawału.
-Niespodzianka!!-krzyknęli wszyscy. A ja poczułam jak po moich policzkach spływają miliony łez.




Dlaczego sądzicie,że Caroline to ustawka? ;ooo


Rozdział dedykowany dla Anety Nowickiej. <3



Czytasz = komentujesz


niedziela, 19 stycznia 2014

Rozdział 11

 Tak pięknie o miłości mówią tyl­ko tek­sty miłos­nych piosenek.





Niall i Harry wymienili porozumiewawczo spojrzenia. Nieco się zdziwiłam.
-Ej co wy knujecie ?-spytałam.
-My?? Nic.-uśmiechnął się Niall.
-Jasne,jasne.-zaśmiałam się i poszłam na górę. Wyjęłam z szafki potrzebne mi ciuchy i szybko w nie skoczyłam.Rozczesałam włosy i zbiegłam na dół,do chłopaków.
-Uuu szybka jesteś.-podgwizdywał Harry.
-No wiadomo.-uśmiechnęłam się i ukradłam kanapkę z talerza Niall'a.
-Dziękuję.-uśmiechnęłam się na co Horan się zaśmiał.
-Gotowa?-spytał Harry.
-Jezu,Hazz daj mi zjeść.-westchnęłam.
-Ale to na jednej nodze,bo niedługo Carla będzie.-powiedział na jednym wdechu.
-Dobra,tylko zęby umyje.-powiedziałam kończąc kanapkę. Poszłam do łazienki. Tak jak mówiłam,szybo umyłam zęby i poleciałam na dół.
-Długo mam na ciebie czekać?-zaśmiałam się do Harry'ego gdy jako pierwsza zdążyłam się ubrać.
-Dobra,wychodź.-powiedział po czym otworzyłam drzwi i krzyknęłam:
-Pa skarbie !
Wsiadając do samochodu Harry'ego moje oczy spostrzegły coś dziwnego. A mianowicie,moje zdjęcie...
-Harry?-spytałam.
-Tak?
-Kochasz mnie,prawda?-uśmiechnęłam się.
-Co??-zdziwił się chłopak.
-No jak przyjaciółkę.-wytłumaczyłam.
-No tak.-uśmiechnął się.
-A czujesz może do mnie coś więcej?-spytałam cicho.
-Do czego zmierzasz,Kate?-zapytał.
-Co tu robi moje zdjęcie?
-Yyyee... Niall.... no ten ... wiesz jeździł ze mną i no...-powiedział zawstydzony.
-Dobra,nie wysilaj się.-powiedziałam i wzięłam do ręki fotografię.
-Ładnie tu wyszłaś.-powiedział po chwili.
-Dziękuję.-zarumieniłam się i odłożyłam zdjęcię.
-No to jesteśmy.-uśmiechnął się loczek gdy byliśmy już na miejscu.
-Najdroższy jubiler w mieście,serio Harry?-zdziwiłam sie.
-Nie marudź.-mruknął i wyszedł z samochodu. Postanowiłam udać się w jego ślady. Ruszyłam w kierunku sklepu.
-Dzień Dobry.-powiedzieliśmy zgodnie.
-Dzień Dobry.-odpowiedziała ekspedientka.
-To który Ci się spodoba?-spytał.
Ten jest ładny. I niedrogi w sumie. -uśmiechnęłam się pokazując na jeden z pierścionków.
-A ten?-zapytał chłopak i pokazał mi inny pierścionek.
-Jaki śliczny !-pisnęłam.
-Boże ile on kosztuje,zwariowałeś?-dodałam.
-Ona naprawdę jest tego warta.-powiedział i czuje popatrzył mi w oczy.
-Jak chcesz,tylko potem nie żałuj jak okaże się ze ona kocha to a nie Ciebie.-powiedziałam.
-Znam  dziewczynę,której to podaruję. Ona taka nie jest,uwierz.-powiedział ze łzami w oczach.
-Przepraszam.-przytuliłam go.
-Przesadziłam,przepraszam.-dodałam
-W porządku. To co ten jest ładny,prawda?-dopytał się.
-Jest przepiękny.-uśmiechnęłam  się.
-No to leć do samochodu a ja zaraz przyjdę.-powiedział rzucając mi kluczyki.
-Do widzenia!-powiedziałam i zrobiłam to o co chłopak prosił. Włączyłam radio i czekałam na Hazze. Po jakiś 5 minutach w końcu przyszedł.
-Co tak długo?-zapytałam.
-A tak jakoś...-podrapał się po głowie i odpalił samochód.
-Katy,zrobisz coś dla mnie?-spytał.
-Znaj moje dobre serduszko.-zaśmiałam się.
-Odebrałabyś mi Car z lotniska,bo ja muszę jeszcze coś załatwić?-zapytał z nadzieją.
-Umm,no jasne.-uśmiechnęłam się niechętnie. Szczerze? W ogóle mi sie nie chce.
-Mogę Cie tu wyrzucić?
-Tak,tak.-powiedziałam.
-No to leć.-uśmiechnął się.
-Do zobaczenia.-powiedziałam i wysiadłam. Dosyć szybkim krokiem kierowałam się w stronę lotniska.
Zastanawia mnie to dlaczego Harry sam nie może jej odebrać. W końcu to jest jego dziewczyn.Ciekawe czy jest fajna i jak się poznali. W ogóle to czemu ja nic o niej nie wiem? A może ona nie istnieje? Raptownie z rozmyśleń wyrwał mnie dzwonek mojego telefonu.
-Słucham?-odebrałam.
-Hej kochanie.-usłyszałam głos Niall'a.
-Coś się stało?-spytałam.
-Nie,to ja już nie mogę zadzwonić do swojej dziewczyny?-zaśmiał się.
-Toż możesz,możesz.-uśmiechnęłam się do słuchawki.
-Masz na jutro jakieś plany?-spytał.
-Nie,a co?-zaciekawiłam się.
-Harry prosił,żebyś zajęła się Caroline,bo my jutro cały dzień w pracy.-powiedział.
-Jak to cały dzień?-posmutniałam.
-No niestety,ale to nie ode mnie zależy. Zaraz wychodzę i wrócę późno.Zobaczymy się pewnie dopiero jutro wieczorem.-powiedział spokojnie.
-Ale nie zapomniałeś co jest jutro?-powiedziałam łamiącym się głosem.
-Czwartek?-spytał zdziwiony.
-Tak,czwartek. Do zobaczenia.-powiedziałam i się rozłączyłam. Aha,super. Czyli zapomniał. Świetne,no wprost cudownie!-pomyślałam dochodząc na lotnisko. Zaczęłam się rozglądać za tą dziewczyną Hazzy. Nagle moje oczy napotkały zgrabną blondynkę siedzącą na walizce  z telefonem w ręce. To chyba ona.
-Hej,Caroline?-spytałam podchodząc do nieznajomej.
-To Ty pewnie jesteś Kate?-spytała nieśmiało.
-Tak,miło mi.-wyciągnęłam do niej rękę.
-Mi również.-uśmiechnęła się i uścisnęła moją dłoń.
-Harry kazał mi Cie odstawić co domu,chodź.-powiedziałam i zaczęłam kierować się w kierunku domu.
-Tak,tak.Wiem,nie miał czasu żeby mnie odebrać?-spytała.
-Taak.Cały Harry,najpierw robi potem myśli. Nie przejmuj się,niedługo się zobaczycie.-powiedziałam pocieszająco.
-Nie zamierzam.-zaśmiała się.
-To dobrze.-uśmiechnęłam się.


Z perspektywy Harry`ego



-Załatwiłeś ? -spytał Niall,gdy wszedłem do domu.
-Tak,z tego co obliczyłem dopiero opuściły lotnisko.-uśmiechnąłem się.
-Idealnie.-uśmiechnął się blondyn.
-Ej,chłopaki to ja lecę do cukierni.Dajcie mi znać jak dziewczyny wrócą.-powiedział Liam.
-Jesteśmy w kontakcie.-uśmiechnąłem się.
-Ej,Li ! Czekaj zabiorę się z tobą,bo muszę kupić jakieś ozdoby.-powiedział na jednym wdechu Zayn.
-To szybko.-ponaglił  go Payne i po chwili wyszli.
-No to ja też już będę się zbierał...-zaczął Niall.
-Czekaj,a co mam powiedzieć dziewczynom?-spytał Lou.
-Ja powiedziałem,że jutro cały dzień jesteśmy  w pracy.Chyba to kupiła.-powiedział Horan.
-Fajnie,mamy więcej czasu. Lou,powiedz im,że idziemy jutro razem na jakąś imprezę czy coś.-zaproponowałem.
-Dobra,jakoś sobie poradzę. Tylko przyjedźcie mnie zmienić,bo też muszę coś załatwić.-lekko sie uśmiechnął.
-Dobra,jak coś to dzwoń.-powiedział Niall i wyszliśmy.



Z perspektywy Louis`a



No to zostałem sam. Teraz wystarczy tylko czekać na dziewczyny. W tym czasie mogę zadzwonić do wszystkich i potwierdzić czy będą.Chwila gdzie to jest mój telefon? Zacząłem się rozglądać dookoła. Wreszcie zauważyłem go rzuconego na kanapie. A tak,przecież tu go zostawiłem.Wyjąłem z kieszeni listę i po kolei zacząłem do wszystkich dzwonić.
-Siema,jutrzejszy występ aktualny?-zapytałem dzwoniąc do chłopaka. Jak się okazało nic się nie zmieniło.Po uzyskaniu informacji rozłączyłem się i odznaczyłem go na liście.
-Hej.To wpadniesz do nas jutro?-spytałem. Usłyszałem krótkie "Nic się nie zmieniło" po czym znowu odznaczając kolejną osobę wybrałem kolejny numer.
-Hej,laska. Spotykamy się jutro u nas? Wszystko aktualne?-zapytałem. Dziewczyna po drugiej stronie słuchawki cicho się zaśmiała i powiedziała,że będzie. Wiecie co ? To jest dopiero trzecia osoba a ja już mam tego serdecznie dosyć. Nagle usłyszałem głośny śmiech i czyjeś kroki. Szybko wsadziłem listę do kieszeni i włączyłem telewizor po czym rzuciłem się na kanapę.No wiecie,muszę wyglądać naturalnie.
-Jesteśmy.-powiedziała uśmiechnięta Brown. Tuż za nią weszła śliczna długowłosa blondynka,jakbym już ją gdzieś widział... I to wcale nie chodzi mi o zdjęcie.
-Hej. Jestem Caroline.-uśmiechnęła się przyjaźnie i podała mi rękę.
-Louis.-odwzajemniłem gest i uścisnąłem drobną dłoń dziewczyny mojego przyjaciela.
-Wiem.-zaśmiała się.
-Wiem,że wiesz.-również się zaśmiałem.
-Dobra,Carla.Chodź pokaże Ci pokój.-powiedziała Katy i zaczęła iść z nowo poznaną dziewczyną na górę.


Z perspektywy Caroline 



-A więc to moje małe królestwo.-powiedziała dziewczyna wchodząc do swojego pokoju.
-Łaadnie tu.-zachwyciłam się rozglądając się dookoła.
-Dzięki.Tu możesz trzymać swoje ciuchy.-uśmiechnęła się i wskazała na szafę.
-Pościel też masz czystą także no...-dodała.
-Dziękuję.-uścisnęłam ją. Dziewczyna odwzajemniła uścisk.
-Chodź,pokaże Ci resztę domu.-powiedziała i wyszła na korytarz. Poszłam za nią.
-To jest pokój Zayn'a,tu panuje wieczny bałagan.-zaśmiała się i uchyliła drzwi. Moim oczom ukazały się walające się ciuchy na podłodze,jakieś książki,flamastry i kolorowe zgniecione kartki.
-Boże. Nawet podłogi nie widać.-zaśmiałam się,dziewczyna odwzajemniła gest i otworzyła następne drzwi.
-Pokój Hazzy,na pierwszy rzut oka posprzątane.-uśmiechnęła się.
-Jak to?-spytałam.
-Nigdy nie zaglądaj do szafek.-zaśmiała się melodyjnie po czym otworzyła kolejne drzwi.
-To pokój Liam'a.-powiedziała.
-Ooo,nawet posprzątane.-zaśmiałam się. Katy otworzyła następne drzwi.
-A to Louis`a.
-Boże..-zakryłam usta ręką.
-Tak,istny pierdolnik.Wiem.-powiedziała na co się zaśmiałysmy.
-Słyszałem !!-krzyknął Lou z dołu.
-I na koniec sypialnia moja i Niall'a.-otworzyła drzwi do pokoju.
-Ouu,przytulnie tu macie.-przyznałam.
-Dzięki.-pokazała mi szereg zębów.
-Hm.. Tam jest łazienka.-wskazała palcem na pomieszczenie,które znajdowało się niedaleko nas.
-A na dole to już wszystko wiesz.W sumie to Harry powinien to powiedzieć,ale oj tam.Czuj się jak u siebie.-dodała z uśmiechem.
-Uhum,jasne. Dzięki.-uśmiechnęłam się.
-Ja lecę do kuchni chcesz coś do jedzenia,picia?-spytała schodząc po schodach.
-Nie,dzięki.To ja idę się rozpakować...-powiedziałam.
-Pomóc Ci?-spytała.
-Jakbyś mogła..-powiedziałam niepewnie.
-Jasne,zaraz przyjdę.-rzekła i znikła gdzieś na dole.Prawdopodobnie w kuchni.Weszłam do mojego tymczasowego pokoju.
-Jak tu ślicznie.-pisnęłam do siebie. Podeszłam do szafy  i przysunęłam niedaleko siebie swoją walizkę.
Zaczęłam układać po kolei swoje ciuchy na półce gdy weszła Kate.
-Trzymaj.-podała mi kubek z kakaem.
-Dziękuję.-uśmiechnęłam się serdecznie. Dziewczyna ukucnęła obok mnie na podłodze. Jej wzrok utkwił na czerwonej sukience.
-Mogę zobaczyć?-spytała.
-Toż bierz.-zaśmiałam się.
-Boże,jaka cudna.-pisnęła.
-Jak chcesz mogę Ci pożyczyć.-powiedziałam.W jej oku pojawił się błysk,jednak tuż po chwili znikł.
-Nie mam gdzie jej włożyć.-westchnęła po czym złożyła ładnie ubranie i położyła tam gdzie było.
-Na pewno coś się znajdzie.-próbowałam ją jakoś pocieszyć.
-Mniejsza.-powiedziała i upiła łyk swojego kakaa.
-Pyszne.-powiedziałam oblizując się.
-Bo ode mnie.-powiedziała po czym w jej oku dostrzegłam przyjazny blask a na ustach zagościł piękny uśmiech.Cicho się zaśmiałam następnie znowu wróciłam do układania ubrań.
-Fajne masz ciuchy.-powiedziała po chwili.
-Dzięki.-powiedziałam przyjaźnie.
-Dziewczyny!-usłyszałam krzyk Tomlinson'a z dołu.
-Chodź.-powiedziała Katy i zbiegła na dół.
-Mam zaszczyt Wam oznajmić iż...-zaczął uradowany Lou.
-Do rzeczy Louis.-niecierpliwiła się brunetka.
-Idziemy jutro wszyscy na imprezę! -pisnął jak mała dziewczynka.











-Świetnie.-uśmiechnęłam się.
-O której?-spytała dziewczyna.
-Jakoś pod wieczór..-zamyślił się chłopak.
-Louis,wiesz co jest jutro?-spytała nagle Katy.
-Czwartek?-zaśmiał się.
-No a oprócz tego?-dopytywała się.
-Jakaś podpowiedź ?
-Naprawdę zapomnieliście?-zapytała łamiącym się głosem.
-Ale co?-zapytał zdezorientowany. 
-Ajj nic. Coś mi się pomyliło.-powiedziała i poszła na górę.Postanowiłam pójść za nią.Ponownie usiadłyśmy obok szafy.
-O czym zapomniał ?-zapytałam.
-Tak się składa,że jutro mam urodziny...-powiedziała i położyła moją koszulkę na stertę innych ciuchów obok.
-Nie martw się,Niall na pewno nie zapomniał.-pogłaskałam ja po ramieniu.
-Zapomniał,rozmawiałam z nim. Siedzi cały dzień w pracy.-wytłumaczyła i zamoczyła usta  w zimnej już czekoladowej cieczy.
-Pewnie szykują dla Ciebie coś wielkiego.-powiedziałam czule.
-Nie wiem,może. Z resztą to żadna nowość,w tamtym roku też zapomnieli.-wyznała. Po jej policzku spłynęła pojedyncza łza.Od razu ją przytuliłam.
-Idioci.-powiedziałam.
-Dobra,nie ważne.-krzywo się uśmiechnęła.
-Gdzie to?-szybko dodała pokazując na białe rurki.
-Emm,tutaj.-pokazałam dziewczynie odpowiednie miejsce.


***

-No nareszcie.-westchnęłam i opadłam na łóżko,po chwili dołączyła do mnie Kate.
-Duża masz tych ciuchów.-zaśmiała się.
-Pomyśl ile zostało w domu.-powiedziałam.
-Jeezuu.-zaśmiała się.
-Przejdziemy się może na jakiś spacer?-zaproponowała.
-Ehh,jest już ciemno.-westchnęłam.
-Nie mogę uwierzyć,że cały dzień układałyśmy ciuchy.-wybuchnęła śmiechem.Ja również zaczęłam się śmiać.
-To jak z tym spacerem?-spytałam.
-A jednak?-zaśmiała się.
-To idziemy?
-Jasne,chodź.-posłała mi uśmiech i wyszła z pokoju.
-Wychodzimy.-powiedziała do Louis'a gdy byłyśmy już na dole.
-Uuu,a dokąd to ?-spytał brązowowłosy.
-Na dzikie chłopy.-zażartowałam.
-Powiem Harry'emu.-zaśmiał się.
-Ej, nie chce Ci się jeść?Bo ja to umieram z głodu.-Katy złapała się za brzuch.
-No w sumie...-przyznałam i podeszłam do kuchennego blatu.
- Hmm.. Coś na szybko...-rozmyślała Brown.
-Jak chcecie to obok chlebaka leżą zapiekanki.-wtrącił Louis.
-Skąd Ty wziąłeś zapiekanki??-zdziwiła się brązowooka.
-To Niall'a,ale jestem pewien,że się nie pogniewa.-uroczo się uśmiechnął.
-Mniejsza.-olała to i zaczęła wcinać zapiekankę,mi też jedną podała.
-Pyszne.-powiedziałam.
-Bo Niall'a.-wtrącił Louis.Obie wysłałyśmy mu pytające spojrzenie,ale nic nie odpowiedział. Po skończonym jedzeniu ubrałyśmy się i wyszłyśmy.


Z perspektywy Louis`a



Dziewczyny wyszły,a więc muszę zadzwonić do Liam'a.
-Halo?-odebrał.
-Dziewczyny wyszły.Za ile będziesz?-zapytałem.
-Minuta.-powiedział po czym sie rozłączył. Rzeczywiście za minutę przyszedł. No,może trochę dłużej.

-Szybko ! Bierz to ! -krzyczał podając mi kilka różnych ciast w tym wieki tort.
-Pomóż mi to zanieść do piwnicy.-powiedziałem kierując się w stronę piwnicznej lodówki. Starannie ułożyliśmy tam każde ciasto.
-Ładne?-wyszczerzył się  Li.
-Świetne,spodobają się jej na pewno.-uśmiechnąłem się.
-Dobra chodź,bo tu zimno.-dodałem i szybkim krokiem poszedłem na górę. Jako iż Liam szedł daleko za mną wcale się nie śpiesząc wpadłem na znakomity pomysł. Zamknąłem go na klucz.
-Oszalałeś?!-krzyknął.
-Może trochę.-zaśmiałem się.
-Jesteś nienormalny !-krzyknął rozłoszczony.
-Wolę określenie oryginalny i pomysłowy.-powiedziałem z dumą.
-Tommo wpuść,bo zimno.-jęczał. Głośno się zaśmiałem po czym otworzyłem mu drzwi.
-Jeszcze Ci się odwdzięczę.-warknął z uśmiechem.
-Ależ możesz teraz. Przytulas?-wyszczerzyłem się i rzuciłem się przyjacielowi na szyję.
-Jezu,Louis. Co Ty dzisiaj brałeś?-zaśmiał się.
-Cały dzień  z laskami działa mi na psychikę.-po tych słowach do moich uszu dobiegł melodyjny śmiech Payn'a.Zrobiłem smutną minkę i opadłem na kanapę w salonie.


Z perspektywy Niall`a



-No weź to w końcu.-ponagliłem Hazze.
-Nie,ja chce tamto!-piszczał jak mała dziewczyna. Już powoli zaczyna mi działać na nerwy.
-Harry,dzieciaku Ty.-westchnąłem.
-Ale ona nie lubi pomarańczowego.-powiedział.
-Lubi.-powiedziałem spokojnie.
-Nie lubi.-upierał się.
-Bierzemy ten i koniec.-powiedziałem.
-Ale ona nie lubi tego koloru !-krzyknął.
-Ale to jest moja dziewczyna!-krzyknąłem. Harry już nic nie odpowiedział tylko wziął te pomarańczowe światełka i poszedł do kasy.Okej,teraz balony i do domu.  Weszliśmy do następnego sklepu.
-Ej,jak myślisz. Może te?-spytałem pokazując duże balony w kształcie serca.
-Nie wiem,to Twoja dziewczyna.-wypalił.
-Jezu,Styles.-przewróciłem oczami.
-No co? Zawsze musisz tak podkreślać,że to Twoja dziewczyna?? Dobrze wiesz,że oddałbym wszystko,żeby była moja !-krzyknął na jednym wdechu. Przez chwilę wpatrywałem się w niego ze zdziwieniem.
-Słucham?-wydusiłem z siebie.To znaczy,że on ją kocha?Nie,to nie może być tak.Nie,nie,nie,nie,nie,nie.
-Tak,że są ładne.-powiedział zawstydzony.
-Yhy.-mruknąłem i wziąłem takich 40.
-Ej te też są ładne,co nie?-uśmiechnął się i pokazał niebieskie w kształcie gwiazd.
-Bierzemy.-odwzajemniłem uśmiech.
-Też 40?-spytał.
-Myślę,że wystarczy.-powiedziałem i poszliśmy zapłacić.


 Z perspektywy Kate



Spacerowałyśmy na dworze już dobrą godzinę. Świetnie mi się z nią gada. Wydaje się być naprawdę fajna. Harry ma dobry gust.
-Nareszcie domek.-pisnęła blondynka pod drzwiami. Zaśmiałam się.
-No co? Ci nie jest zimno?-spytała wchodząc do ciepłego pomieszczenia.
-Jest,jest.-uśmiechnęłam się. Szybko się rozebrałyśmy i rzuciłyśmy się na kanapę,na której siedzieli chłopcy.
-Hej,jestem Caroline.-uśmiechnęła się do Liam'a.
-Li.-powiedział krótko i wyciągnął do niej rękę. Dziewczyna szybko ją uścisnęła.
-Co oglądacie?-spytała.
-Nicc.-warknął Lou.
-A Ty taki zły?-spytałam.
-Ten idiota pomalował mi paznokcie.-pokazał mi rękę.
-Mój lakier!-wrzasnęłam.
-A on zamknął mnie w piwnicy!-bronił się Li.
-Jesteście nienormalni.Czemu nie tego nie zmyłeś?-zwróciłam się do Tomlinson'a.
-W łazience nie było zmywacza a nie chciałem Ci grzebać.-powiedział.
-Ojejku,jaki słodziak.-pieścił się Payn.Na co się wszyscy zaśmialiśmy.
-Oj,idź do mojego pokoju i tam na stoliku leży chyba.-westchnęłam po czym posłusznie poszedł.
-To co oglądacie?-ziewnęła Carls.
-Nie wiem jakiś durny film.-wzruszył ramionami chłopak.
-Chce mi się spać...-przeciągnęła się blondynka i oparła mi głowę na ramieniu.
-Mi też.-ziewnęłam. W tym momencie wszedł Tommo.
-Czyściutkie !-wyszczerzył się i pokazał ręce.Zaśmialiśmy się. Nagle usłyszeliśmy czyjeś kroki i głosy.
-Chłopcy się gramolą.-westchnęłam. Carola wstała jak poparzona.
-Cześć dziewczyny!-krzyknął Zayn,który szedł przodem.
-Hejka!-odkrzyknęłyśmy równoczeście.
-Ekhem.-odchrząknęli  Lou i Li.
-No przecież się z wami przywitałem.-zaśmiał się po czym oberwał poduszką.Drugi wszedł Niall. Od razu do mnie podszedł i pocałował w policzek.
-Hej,kotku.-powiedział czule.
-Ale jesteś zimny.-zachichotałam dotykając jego czerwonych policzków.
-Dobrze,że ty jesteś gorąca.-zaśmialiśmy się. Na szarym końcu gramolił się Harry z tysiącem różnych toreb i reklamówek.
-Harry!-pisnęła Caroline i pobiegła w jego stronę. Styles okręcił ją wokół własnej osi. Blondynka przyparła go do ściany i zaczęła łapczywie całować. Chłopak nie przerywając namiętnych pocałunków szybko ściągnął buty,wziął ją na ręce i poszli na górę. Wszyscy staliśmy z otwartymi ustami.
-Konkretna dziewczyna.-zaśmiał się Zayn.
-Bardzo.-również się zaśmiałam.
-Też byś tak chciał. Co nie Niall?-uśmiechnął się łobuzersko Louis.
-Mam lepiej.-powiedział Horan po czym wziął mnie na ręce i zaczął iść w kierunku schodów.Śmiałam się w niebo głosy.
-Oho,żebyś nie został tatusiem.-śmiał się Zayn. Niall pokazał mu środkowy palec i znikliśmy na górze. Gdy weszliśmy do sypialnie rzucił mnie na łóżko i położył się obok mnie. A co najdziwniejsze to nie pocałował mnie ani razu.
-Jak było w pracy?-spytałam wtulając się w jego ciepłą klatkę.
-Ciężko.-westchnął.
-Ale na  szczęście już wróciłem.-dodał. Słysząc te słowa pocałowałam go czule w usta. Przez jakieś 20 minut leżeliśmy w zupełnej ciszy.Po prostu się sobą ciesząc.
-Zaśpiewasz mi coś?-wymruczałam mu do ucha.
-No jasne.-ucieszył się.

Zatrzaśnij drzwi
Zgaś światło
Pragnę być z Tobą
Pragnę czuć Twoją miłość
Pragnę leżeć obok Ciebie
Nie potrafię tego ukrywać, nawet gdy się staram
Serce bije mocniej
Czas mi ucieka
Drżące dłonie dotykają skórę
To staje się coraz trudniejsze 

I sprawia, że łzy spływają po mojej twarzy

Wiesz, że będę
Twoim życiem, Twoim głosem, Twoim powodem by żyć
Moja miłość, moje serce
Oddycha dla tej chwili w czasie
Odnajdę odpowiednie słowa, które powiem
Zanim mnie dzisiaj opuścisz


Wsłuchując się w ten anielski głos odpłynęłam.




Hej,kotki. Bardzo dziękuję za tyle komentarzy pod ostatnim rozdziałem.Naprawdę się nie spodziewałam. Jesteście kochane ! Ten rozdział wyszedł mi  taki dłuższy i zagmatwany... I jeszcze raz przypominam i zachęcam do wpisywania się do zakładek "Informowani" i "Blogi innych" xx