piątek, 14 marca 2014

Rozdział 20



 Pieniądze szczęścia nie dają.







- Boże, oddychaj maleńka. - dodał.
- Nial, wstań. - powiedziałam powstrzymując płacz. Chłopak z zrezygnowaną miną spełnił moją prośbę.
- To znaczy nie, tak ?! - wybuchnął.
- Niall, posłuchaj mnie. Ja nie...
- Aha, tak ze mną pogrywasz ! Chodzi Ci o kasę, tak ? Chodzi Ci o to pieprzone utrzymanie? - przerwał mi.
Z sekundy na sekundę moje szczęście prysło jak bańka mydlana.
- Utrzymanie? - spytałam zaskoczona.Usta chłopaka złączyły się w cienką linię.
- Dobrze wiesz, że gdyby nie Liam i ja prawdopodobnie mieszkałabyś na ulicy, albo pracowała w jakimś pierwszym lepszym burdelu, bo tylko do tego się nadajesz !  - wykrzyczał. W tym momencie nie wytrzymałam. Chyba nie przewidział, że te niewinne słówka mogą zakończyć się siarczystym policzkiem. Horan sykną z bólu.
- Chciałam powiedzieć, że się zastanowię, że to za szybko by podejmować takie decyzje z dnia na dzień, idioto. Ale teraz to bez różnicy. Chcę jechać do hotelu. - powiedziałam przez zęby.
- Katy, ja ...
- Zabierz. Mnie. Proszę. Do. Hotelu. - syknęłam.
- Ale skarbie...
- Czyli widzę, że się nie doproszę. - przerwałam mu z wyrzutem i najzwyczajniej w świecie uciekłam.
Windą zjechałam na dół  po czym zaczęłam iść przed siebie, tak po prostu. Gdy przeszłam już  10 minut usiadłam na  pobliskim murku. Rozejrzałam się. Nialla wciąż nie ma, a sądziłam, że za mną pobiegnie. Co ze mnie za idiotka, co ja sobie myślałam... Harry miał rację, a teraz no proszę nawet własny chłopak mi to wypomina. Gdy tylko przypomnę sobie jego słowa łzy napływają mi do oczu. Automatycznie wybieram numer Carls.
- Halo? - mówi radośnie dziewczyna.
- Carl... - płaczę.
- Co się stało, dlaczego płaczesz? - zmartwiła się blondynka.
- Pokłóciłam się z Niallem, w dodatku zgubiłam się gdzieś w Paryżu... - szlocham.
- Boże, błagam zadzwoń do niego. Prześpij się i na spokojnie pogadajcie. Ułoży się wszystko. - próbuje mnie jakoś pocieszyć.
- Nie chcę z nim gadać, nieodwołalnie. - piszczę. Raptownie zza zakrętu wybiega zdyszany blondyn, Niall.
- Naprawdę aż tak źle ? - dziwi się. W tym momencie zauważa mnie i powoli zmierza w moim kierunku.
- Gorzej. - chlipię.
- Harry jutro po Ciebie przyleci, z samego rana. Wyślij mi adres sms'em. - proponuje Caroline.
- Dobra, dzięki. Kończę już. - wzdycham gdy chłopak podchodzi zbyt blisko.
- Trzymaj się. - mówi Carls po czym się rozłącza.
- Nie wygłupiaj się, wracajmy. - prosi.
- Sądziłeś, że zamierzam spać na chodniku? Nie tym razem. - mówię i wstaję.  Chłopak wyjmuje z kieszeni telefon i zamawia taksówkę. Ta przyjeżdża już po niespełna kilku minutach. Obrażona wsiadam z tyłu. Gdy Niall idzie tuż za mną zamykam mu przed nosem drzwi tym samym nie pozostawiając mu innego wyboru niż siedzenie z przodu. Do hotelu dojeżdżamy w niecałe 10 minut. Od razu wychodzę z samochodu i szybko idę do środka. W recepcji proszę o kartę i kieruję się do pokoju. Zamykam się w łazience i pośpiesznie piszę sms'a z nazwą hotelu do Carls. Następnie  biorę szybki prysznic i przebieram się w piżamę. Gdy wychodzę z łazienki Niall siedzi na jednych z hotelowych krzeseł. Siadam na łóżko i wyrzucam na podłogę jedną z poduszek. Kładę głowę na pozostałej  i otulam się kołdrą.
- Co Ty wyprawiasz? - pyta zdziwiony chłopak.
- Dobranoc. I ani waż mi się wejść na łóżko. - mówię i zamykam oczy, żeby nie widzieć miny Nialla. W tym momencie mój telefon zaczął wibrować.
- Halo ? - odebrałam.
- Będę jutro o dziewiątej, bądź gotowa. - usłyszałam głos Harry'ego.
- Dziękuję, Harry. - uśmiecham się.
- Nie ma za co. Prześpij się, porozmawiamy rano. - powiedział i się rozłączył.
- Harry.  Znowu Harry. - mówi z przekąsem Horan.
- Tak, Harry. Nie wiem w czym Ty widzisz problem. - mówię jakby nigdy nic.
- Do kiedy się będziesz zastanawiać nad tym ślubem? - zmienia temat. Ohh, co za płynna zmiana tematu.
- Słucham ? Już podjęłam decyzję. - powiedziałam wrednie.
- Dowiem się? - bąka.
- Oczywiście, że się nie zgadzam. - parskam  jakby to była najoczywistsza rzecz na świecie. Nic nie odpowiada.  Znika za drzwiami łazienki, ja tym czasem  chowam twarz w poduszkę.



                                                               ***



Rano budzi mnie budzik. Od niechcenia wstaję z łóżka, widzę jak Niall śpi na podłodze przykryty kocem. Przechodzę na ten widok obojętnie. Po prostu wymijam go i idę do łazienki, żeby wykonać poranną toaletę.  Zajmuje mi to dość niewiele czasu, zaledwie 20 minut. Gotowa  wychodzę z pomieszczenia i moje oczy napotykają siedzącego Nialla wpatrzonego w ścianę. Staram się na niego nie patrzeć i biorę swoją walizkę. Chowam do niej kosmetyczkę i parę innych rzeczy, które zaniosłam wcześniej do łazienki.
- Co robisz? - pyta cicho.
- Pakuję swoje rzeczy, chyba widzisz. - bąkam. Kiedy jestem już gotowa do wyjścia siadam na łóżku co chwila patrząc na zegarek.
- Widzę, ale nie rozumiem dlaczego.  -  kiedy to mówi wybija dokładnie dziewiąta. Wstaję i podchodzę do drzwi z walizką.
- Oddam Ci wszystko, co do grosza. - mówię i opuszczam pokój. Niall szybko wybiega za mną.
- Proszę, Katy...  - łapie mnie za nadgarstek.
- O co mnie prosisz, Niall? Żebym przestała na Tobie żerować? - mowie łamiącym się głosem.
- Przepraszam, nie chciałem tego powiedzieć. - tłumaczy się głupio .
- Ale jednak powiedziałeś. - rzucam. W tym momencie na korytarzu pojawia się Harry.
- To koniec. - dodaję. Brunet podchodzi bliżej trzymając dłoń na ustach z zaskoczenia. 








                                Nie wiem co mam powiedzieć, po prostu jestem Wami rozczarowana...



sobota, 8 marca 2014

Rozdział 19


 Nie połączy was związek , nie połączą was zaręczy­ny , czy na­wet ślub , tak jak połączy was wspólna miłość. 







Nie musieliśmy czekać na limuzynę. Pojawiła się pod hotelem na czas. Sądziłam, że zabierze nas do jakieś restauracji, ale jednak się myliłam. Opadła mi szczęka gdy tylko zauważyłam, że zatrzymujemy się pod wieżą Eiffla .  Niall podał mi rękę i pomógł wysiąść z pojazdu. Powili wjechaliśmy windą na górę. Znajdował się tam niewielki stolik z kolacją. Usiedliśmy przy posiłku a ja nadal nie mogłam się nadziwić.
-Tu jest przepięknie. - mówię jedząc.
-Mówiłaś to już przed chwilą. 10 razy. - westchnął z uśmiechem Niall .
-Powiedz mi dlaczego,  Ty to robisz ? - pytam konsumując kolację.
-Po prostu chcę Cie uszczęśliwiać, to coś złego ? - skrzywił się.
-Nie,nie. - zaśmiałam się nerwowo. Zauważyłam, że Niall też jest pod presją. Mam złe przeczucia.
-To dobrze. - uśmiechnął się przeżuwając jedzenie.
-Zastanawiałaś się kiedyś nad krokiem w przód ? - dodał po chwili.
-Jakim krokiem ? - zapytałam i umoczyłam usta w czerwonym winie.
-Mam na myśli nas. Myślałaś kiedyś o nas na poważnie? - spytał robiąc to co ja.
-Cały czas myślę o nas poważnie. - zaśmiałam się drwiąco jakby to była najoczywistsza rzecz na świecie. Choć gdybym miała być szczera to dla mnie tak właśnie jest.
-Chodzi mi o to czy zastanawiałaś się nad wspólnym mieszkaniem i tak dalej. - mówi zdenerwowany. Cicho chichoczę i mówię :
-Tak właściwie to mieszkamy razem od kiedy się poznaliśmy.
-Ale nie we dwoje. - mówi z wyrzutem.
-Sądzisz,że to dobry pomysł ? - pytam zaskoczona.
-A dlaczego nie?
-No nie wiem w sumie... - mówię. W myślach analizuję każde jego słowo...
-No właśnie. Co Ty na co, żeby razem zamieszkać? - pyta a mnie całkowicie zamurowuje.
-N - Nial ... Ja ... Ja sama nie wiem... - bąkam.
-Po prostu nie chcesz,tak ? To o to chodzi,wiedziałem. - mówi urażony.
- Nie,skądże. Tylko nie wiem  co to da. Co chcesz przez to osiągnąć ?  Sądzę, że jest dobrze tak jak teraz. - mówię szczerze.
- Okej,nic na siłę. - wzdycha. Po jego minie mogę stwierdzić,że jest urażony i dosyć mocno rozczarowany. Tak naprawdę nigdy nie sądziłam, że złoży mi taką propozycję. A bynajmniej nie tak szybko, nie teraz,  nie tak nagle...
Krzywo się uśmiechnęłam i łapię go za rękę lekko ściskając. Tak jakby to miało jakoś pomóc. Chłopak patrzy na mnie tymi swoimi niebieskimi oczami. Są jak ocean,  takie piękne. Mogłabym się w nich zatopić. Tak właściwie, właśnie to robię.
- W porządku. Nie przejmuj się. - mówi po chwili niezręcznej ciszy.
- Nie jestem gotowa na taką zmianę. - powiedziałam skrępowana.
- Mówię, w porządku. - powtarza ze znaczną ulgą. Nie wiem czy powinnam się zgodzić czy raczej trochę nad tym pomyśleć czy w ogóle trzymać się pierwszej wersji - nie ma mowy.






Z perspektywy Caroline




Wstałam z kanapy przed telewizorem i poszłam do kuchni. Usiadłam na parapecie tak jak miała to w zwyczaju Kate. Jeżeli wyprowadzi się stąd Harry zupełnie zwariuję. Nie chcę, naprawdę nie chcę tego znosić. Jest tu zaledwie kilka dni a mam już tego dość. Widocznie życie w Londynie przypomina telenowelę. Jak oni mogą tak żyć ? W tylu tych kłamstw, niedopowiedzeń, sekretów... Ja bym nie mogła.  A przynajmniej kiedyś tak sądziłam. A teraz? Teraz jest mi już zupełnie obojętnie. Wkopałam się tak bardzo, że chyba bardziej mi się opłaca dalej w to brnąć niż zawrócić. Zastanawiam się nad jedną rzeczą... Jakim cudem znajdę drogę powrotną z tego gówna...
- Nad czym tak rozmyślasz? - z rozmyśleń wyrywa mnie głos Lou. Chociaż w ogóle nie mam ochoty się uśmiechać to ten chłopak ma w sobie coś magicznego co powoduje,  że od razu na jego widok moje kąciki ust się podnoszą.
- Ehh. - wzdycham. - Nad tym wszystkim co się tu wyprawia. - przyznaję.
- To dosyć niecodzienne. Pewnie w Polsce jest bardziej normalnie. - mówi.
- Zdecydowanie, moje życie w Polsce nie przypomina programu telewizyjnego. - uśmiecham się.
- Z pewnością. Takie komedie tylko w domu One Direction. - żartuję na co chichoczę.
- Najwidoczniej. Wiesz, ten dom ma coś w sobie co powoduje, że pragnę tu zostać...
- Ale Harry chyba coraz bardziej oddala Cię od tej myśli. - zarzuca Louis. Ma rację .
- Tak, tak jest. Sprawia, że to wszystko przestaje być takie piękne i kolorowe... - znowu wdycham i odchylam głowę do tyłu przymykając oczy.
- Nie możesz się jakoś wykręcić z tego " związku " ? - pyta robiąc cudzysłów w powietrzu. Ohh, gdyby to było takie proste.
- Nie zostawię Harry'ego. Nie teraz, nie teraz gdy jest tak bardzo zdruzgotany. - powiedziałam.
- Masz ogromne serce. Naprawdę podziwiam Cię, Carls. - mówi Tomlinson następnie mnie przytula.
- Dzięki. - mówię zaciągając się wspaniałym zapachem jego perfum.
- Pamiętaj, że zawsze możesz mi się wygadać. - uśmiecha się, ja również to robię.
- Jasne, Ty też.
- Głodna? - zmienia temat.
- Noc to chyba nie najlepszy moment na jedzenie. - krzywię się ze śmiechem.
- Jak uważasz, ja zjem jakieś kanapki. - powiedział i wyjął z szafki deskę następnie nóż z szuflady i zaczął robić kolację.
- Tak w ogóle to czemu nie spędzasz czasu z  Harry'm? - dodaje po chwili.
- Mam go dosyć. - warczę. - Go i tych jego durnych planów. - dodaję zła.
- Ja na twoim miejscu już dawno rzuciłbym to w cholerę. - parska i siada przy niewielkim stoliku i zajada się kanapkami z szynką i ogórkiem.
- Chciałabym, ale jakoś nie mogę. - wyżalam się.
- Co powiesz na jakiś film, tak na poprawę humoru? - proponuje Louis.
- Chętnie, bardzo chętnie. - mówię z entuzjazmem. W końcu nie ma to jak oglądać filmy po nocach.  Brunet się szeroko uśmiecha i idziemy do salonu.






Z perspektywy Louis'a 




Po skończonym filmie  już chciałem piszczeć jak mała dziewczynka, gdy tylko zorientowałem się, że Caroline zasnęła. Naprawdę, jak można zasnąć na Paranormal Activity ? Nigdy nie zrozumiem kobiet, a w szczególności jej. Pod  chyba każdym względem... Jak ona w ogóle wplątała się w te pokręcone interesy Styles'a. Powinien go ostro ochrzanić, ale co to da? Dla niego liczy się tylko jedno - Katy. W sumie z jednej strony to dobrze. Nie dałby nikomu jej skrzywdzić. Niestety zapomina, że jak na razie sam jest na granicy jej zaufania. To jest tak oczywiste, że aż pawie śmieszne. Skrzywdzi je obie. Gdybym tylko mógł to jakoś odkręcić uniknęlibyśmy tylu łez. Co prawda jeszcze nic się nie wydarzyło, ale jesteśmy niezmiernie blisko. Najpierw Carls i Hazz teraz Kate i Nialler do czego to doprowadzi... Az się boję pomyśleć co będzie ze mną. Chociaż w sumie to już wiem. Wolałbym jednak udawać, że nic się nie stało, że to minie. Także nie będę się nad tym rozdrabniać.
Wziąłem blondynkę na ręce i ostrożnie zaniosłem do pokoju Harry'ego. Chicho zapukałem, potem usłyszałem niegłośne "proszę" Wszedłem.
- Zasnęła przy filmie. - powiedziałem.
- Połóż ją. - powiedział Harry i gestem ręki wskazał na łóżko, na którym obecnie siedział.
- Dzięki. - dodał. Mruknąłem coś w stylu krótkiego "spoko" i ostatni raz spojrzałem na dziewczynę mojego przyjaciela. Jest  taka piękna.






Z perspektywy Kate





Nadal siedzieliśmy przy stole. Co prawda w dużo lepszej atmosferze. Ciągle się wygłupialiśmy i śmialiśmy. Czas płynął niezmiernie przyjemnie jak i szybko.
- Posłuchaj, sam nie wiem czy to odpowiedni moment. Ale nie sądzę,że kiedykolwiek będzie lepszy. - zaczął Horan. Na co lekko się zdziwiłam.
- Mogłem wybrać jakiś bardziej oryginalny sposób... - peszy się.
- O co chodzi Niall ? - pytam wystraszona.
- Może i to trochę oklepane... Ten Paryż, kolacja na wieży i w ogóle, ale zdawało mi się, że to jest romantyczne... - mamrocze.
- Niall, kurde ! O co Ci chodzi??? - dopytuję się.
- Jesteś całym moich światem. Nawet nie chcę myśleć co by było gdybyś mi wtedy nie wybaczyła. Kocham Cię, naprawdę kocham Cię całym swoim sercem. Jesteś najcudowniejszą kobietą w moim życiu. I chciałbym Cię spytać czy... - powiedział i uklęknął przede mną. - zechcesz uczynić mnie najszczęśliwszym facetem na ziemi i wyjdziesz za mnie? - dokończył i moim oczom ukazał się przepiękny pierścionek. Zamarłam. 





Hej, jak podoba się rozdział ? Zastanawiałam się nad usunięciem. Chyba jednak póki co się z tym wstrzymam.... 



Rozdział dedykuję dla : 


 



 




Czytasz = komentujesz




środa, 5 marca 2014

Rozdział 18

 Żyję przeszłością, aby przet­rwać te­raźniej­szość, ale mogę tym zniszczyć przyszłość.






-To był ciężki dzień. - wzdycha do mnie Katy.
-Dosyć męczący. - mówię kładąc głowę w zagłębieniu jej szyi.
-Tak,jestem taka zmęczona. - narzeka. Baby wiecznie muszą narzekać.
-Może idź do wanny. Ciepła kąpiel dobrze Ci zrobi. - głaska mnie po włosach.
-Umm,nie. - mruczy. - Tak jest dobrze.
-Mogę sprawić by było jeszcze lepiej. - mruczę na co dziewczyna wstaje jak poparzona. Nie  tak to miało zabrzmieć...
-J-ja idę się myć. - jąka się. Przewracam oczami i łapię ją za rękę.
-Dlaczego jesteś taka wrażliwa na temat seksu ? - pytam spokojnie. Zastanawiam czy aby nie mogłem dobrać słów jakoś.... no nie wiem,lepiej?
-Porozmawiamy jak się wykopię,ok ? - pyta na co przytakuję. Z powrotem się kładę i bawię się telefonem.
Niespodziewanie urządzenie zaczyna wibrować. Ehh,Liam.
-Halo? - mówię wywracając oczami.
-Przepraszam. - słyszę.
-Po prostu się nie wtrącaj. - powiedziałem.
-Nie będę. Ale obiecaj mi jedno,jeśli się nie zgodzi nie naciskaj. - poucza.
-W porządku,nie zamierzam jej zmuszać. - tłumaczę przyjacielowi.
-To dobrze. Jak tam Paryż ? - pyta.
-Katy nie chce się zwiedzać. Leń jeden. - śmieję się.
-Haha. Nigdy ją nie jarały takie rzeczy. - również się śmieje.
-Zdążyłem się zorientować. Mogę się Ciebie poradzić? - pytam.
-Jasne. - odparł radośnie.  Głośno przełykam ślinę po czym mówię :
-Co ona tak właściwie lubi? Znacie się dłużej i wiesz chodzi mi o...
-Typ faceta? - prostuje.
-Mniej więcej.
-Wydaje mi się,że lubi jak chłopak jest miły i czuły,ale bez przesady. Nie zachowuj się jak zniewieściały chłopczyk tylko jak mężczyzna i trochę jak najlepsza przyjaciółka,bądź dla niej oparciem. - tłumaczy.
-Okej,dzi...
-Niall !!! - słyszę wołanie Katy.
-Coś się stało ? - pyta Liam.
-Muszę kończy. - parskam i szybko się rozłączam. W ekspresowym tępię jestem już pod drzwiami łazienki.
-Coś się stało? - pytam.
-Bardzo jesteś zajęty ? - pyta.
-Nie,co się stało ? - dopytuję.
-Mógłbyś mi pomóc ?
-W czym? - dziwię się.
-Po prostu wejdź. - wzdycha. Założę się,że wywraca oczami.
-Jesteś ubrana,na pewno mogę wejść ? - upewniam się.
-Jezu,Niall. - marudzi. Nie waham się już dłużej i otwieram drzwi. Moim oczom ukazuję się dziewczyna leżąca w wannie pełnej piany. Wysyłam jej pytające spojrzenie nadal stojąc w drzwiach.
-Chodź i zamknij drzwi,bo ciepło ucieka. - uśmiecha się. - Umyjesz mi plecki ? -dodaje na co stoję z szczęką opadniętą na ziemię.
-Niall,nie bój się ja nie gryzę. - mówi. Jej głos wyrwał mnie z zamyślania. Szybko zamknąłem drzwi i ostrożnie podszedłem do wanny. Ukucnąłem niedaleko nakładając na jej idealne ciało żel.
-Tak dobrze? - pytam niepewnie.
-Doskonale. - mruczy.
-Jesteś taka piękna... - mówię zachwycony. Katy lekko się wierci tym samym dając mi znak,że mam kończyć. Szybko opłukuję plecy dziewczyny po czym prostuję się do pozycji stojącej.
Katy ruchem wskazującego palca zachęca mnie do zbliżenia się do niej. Oczywiście nie rezygnuję. Gdy jestem już na tyle blisko,że czuję jej oddech brunetka złącza nasze usta w namiętnym pocałunku.
-Co w Ciebie wstąpiło ? - pytam po skończonym pocałunku. Katy lekko się skrzywiła.
-Nic ? - pyta. Szeroko się uśmiechnąłem, następnie delikatnie musnąłem jej szyję.
-Pośpiesz się, kochanie. - mówię i szybko opuszczam łazienkę. Z powrotem kładę się na łóżko i zastanawiam się nad tym co przed chwilą miało miejsce. Widzę,że ma pewne trudności z przełamaniem się. Jestem okropnie ciekawy co stoi jej na drodze. Czy to ja ? Być może to ja powiedziałem coś nieodpowiedniego czy coś.
-Już. - zobaczyłem jak z łazienki wychodzi Katy. Jej włosy były spięte w luźny kok na samym czubku głowy a  na ciało zarzuciła szlafrok. Nie powinienem był myśleć  w tym momencie w ten sposób,ale jest cholernie seksowna.
Brunetka usiadła obok mnie na łóżku krzyżując nogi. Wziąłem jej dłonie i mocno ścisnąłem,ty samym próbując dać jej znać,że ma mnie.
-Gdy miałam chyba niecały roczek moja matka wyjechała za granicę. Pod pretekstem kariery... Tak naprawdę uciekła od ojca i od odpowiedzialności. Chyba urodziłam się totalnie nieplanowana i niechciana... - mówi i po jej policzku spływa łza. Natychmiast ją ocieram na co dziewczyna kontynuuje. - Ojciec bił matkę,więc po prostu go zostawiła. Tyle,że ze mną. Od kiedy tylko pamiętam byłam bita i poniżana... Wykorzystywał mnie seksualnie... Wtedy,kiedy powiedziałeś,że zniszczyłam Ci życie poczułam się tylko wykorzystana. Poczułam się tak jak wtedy... Jak... Jak nic niepotrzebna dziwka... - przerwała zanosząc się płaczem. Pogładziłem ją po policzku nic nie mówiąc. Nie bardzo wiem co miałbym jej powiedzieć... - To chyba dlatego teraz zachowuję się tak jak się zachowuję,przepraszam. - łka. Od razu ją przytulam.
-Trudno mi o tym rozmawiać. - płaczę.
-Rozumiem. Przepraszam,że tak naciskałem z tym... - mówię zawstydzony. Jest mi tak strasznie głupio...
-Nie,nie. W porządku. - powiedziała.
-Nie chcę,żebyś myślała,że zależy mi tylko na tym... - bąkam.
-Dobra,Niall. Wiem,że nie tylko o to Ci chodzi. - lekko się uśmiecha.
-Zostawmy ten temat. - wzdycham. Katy kiwa głową i wtula się bardziej w moją klatkę piersiową.
-Chciałem Cię dzisiaj zabrać na kolację,ale widzę, że nic z tego nie będzie... - wzdycham.
-Dlaczego ? - krzywi się.
-Jesteś po imprezie,na kacu,zmęczona. - wymieniam.
-Chętnie pójdę na kolację. - uśmiecha się siadając naprzeciwko mnie.
-Naprawdę? - uśmiecham się.
-Jasne. - odwzajemnia gest.
-Rezerwację mamy za godzinę. - mówię jej.
-Wyrobię się,tylko się ubiorę i pomaluję. - powiedziała.
-To szybko. - powiedziałem. - Jakbyś mogła to wyjmij sobie z mojej torby te duże białe pudło. - dodaję.
Kate posłusznie spełnia moją prośbę i podaję mi pudło.
-Otwórz. - powiedziałem. Brunetka posłusznie spełniła moją prośbę. Wyjęła z pudła długą fioletową suknię i pasujące do niej buty.
-Podoba Ci się? - pytam.
-Jest ślicz... - zaczęła,ale przerwał jej dzwonek telefonu.
-Halo? - odebrałem niechętnie.
-I jak,wszystko w porządku ? -spytał Li. No,ten to ma wyczucie !
-Tak,tak. - odpowiedziałem pośpiesznie.
-Niall,czy wy już.... wiesz... - plątał.
-Jeszcze nie... - powiedziałem zgodnie z prawdą.
-Nie zrób jej krzywdy. -  powiedział Liam. Gardłowo jęknąłem i się rozłączyłem. On nadal swoje. Czy oni wszyscy nie rozumieją,że ją kocham i nie mam zamiaru nikogo krzywdzić ?!
-W porządku ?  - pyta Kate.
-Mhm. - mruczę.  - Jak sukienka, ładna? - dodaję.
-Prześliczna. - piszczy i wiesza mi się na szyję.
-Cieszę się. To ubieraj się szybko i lecimy. - uśmiechnąłem się.
-Dziękuję. - mówi całując mój policzek. Moje kąciki ust pod wpływem jej dotyku unoszą się jeszcze wyżej.
-Cała przyjemność po mojej stronie,psze Pani. - mówię. Dziewczyna cicho zachichotała następnie zniknęła gdzieś  w łazience wraz z nową kiecką.



Z perspektywy Kate



Gdy weszłam do łazienki od razu zamknęłam za sobą drzwi. Przyłożyłam suknię do ciała i zaczęłam wyginać się przed lustrem. Przepiękna. Wprost cudowna. Niall przechodzi samego siebie,co prawda nie mam zielonego pojęcia czemu tak się na mnie wykosztowuje. Impreza,Paryż kieca ... O mój Boże...
-Pośpiesz się ! - usłyszałam głos Nialla tuż obok drzwi do łazienki. Przewróciłam oczami i zaczęłam się ubierać.Następnie zrobiłam kreski i pomalowałam rzęsy tuszem, usta musnęłam jasnym błyszczykiem. Szczerze powiem,że podobam się sobie w tym momencie. Nie nawalałam sobie na twarz tony tapety, wolę skromnie. Jeszcze się poperfumowałam się i wyszłam z łazienki. Niall był już gotowy, miał na sobie czarny garnitur. Nie spodziewałam się,że to aż tak oficjalnie... Co on knuje?





FLACZKI , GLUTY , BLA BLA.
Ten rozdział mi toootalnie nie wyszedł. To chyba najgorszy jaki w ogóle napisałam,prawda? Jakoś ostatnio pisze jakieś pierdoły nie ładu i składu  zupełnie. Jakaś masakra. Ostatnio pomyślałam o tym,żeby usunąć bloga. Nie wiem już sama. Jak sądzicie?





sobota, 22 lutego 2014

Rozdział 17



 Mój lot w końcu się skończył
I ziemia przestała się ruszać,
Oczy otwarte, po raz pierwszy świadom
Oboje zostawiamy to życie przestępcy za sobą.






-W porządku. Tylko upiłaś się w cztery dupy. - zaśmiał się.
-Oj,spadaj. - burknęłam z uśmiechem.
-Idź się ubierz,bo spóźnimy się na samolot. - powiedział. Odstawiłam kawę na parapet  i podeszłam do blondyna. Pocałowałam go w policzek  powiedziałam :
-Dziękuję,skarbie.
-Za co? - spytał z uśmiechem.
-Za to,że mnie tak rozpieszczasz. - powiedziałam czule.
-Zawsze chciałem Cie rozpieszczać. A dzisiaj,kiedy będziemy już całkiem sami... - powiedział i jego ręce powędrowały na moje uda a ja natychmiast się odsunęłam.
-To,ja idę się myć. - rzuciłam i poszłam szybko do łazienki. 
Biorąc prysznic rozmyślałam nad tym co powiedział Niall. Nie chcę mu robić żadnej przykrości,ale czy on naprawdę nie rozumie,że ja nie jestem gotowa? - pytałam sama siebie nakładając na umyte i wysuszone ciało ubrania.
Niespodziewanie po 10 minutach,gdy suszyłam włosy rozległo się pukanie do drzwi.
-Proszę.
-Można ? - usłyszałam męski głos i po chwili uchylające się drzwi a w nich Liam'a.
-Jasne,ale co Ty tu robisz? - spytałam lekko zdziwiona jego obecnością w mojej łazience.
-Chciałem pogadać... - powiedział ostrożnie. Tak jakby bał się mojej reakcji.
-No to słucham. - uśmiechnęłam się i zaczęłam rozczesywać włosy.
-Chodzi o to.... No,więc chodzi mi o to ... - plątał nieskładnie brunet.
-O co ? O co Ci chodzi,Liam? - ponagliłam go.
-Nie chcę,żebyś leciała z Niall'em do Paryża. - bąknął kiedy skończyłam rozczesywać włosy.
-Dlaczego?
-On chce tam zrobić coś .... Hm... nieodpowiedniego... - mruknął.
-Co masz na myśli ?  Mógłbyś wyrażać się jaśniej. A z resztą nie zamierzam z tego rezygnować. - powiedziałam spokojnie i wyszłam z łazienki. Brunet udał się w moje ślady i tak samo jak ja usiadł na łóżku.
-Katy,proszę zaufaj mi. Nie leć z nim i koniec. Nic dobrego z tego nie będzie. - powiedział w momencie kiedy zaczęłam się pakować.
-To tylko mała,niewinna podróż. - powiedziałam wrzucając ubrania do walizki.
-Mała,niewinna podróż. - powtórzył z przekąsem Harry. Chwila,co tu robi Harry ?!
-Wyjdź stąd. - powiedziałam oschle.
-Nigdzie z nim nie leć. - powiedział niemiłym tonem.
-Zamknij się i wyjdź. - powiedziałam z udawaną wyższością.
-Nie wiesz co planuje. - powiedział nieco milej.
-Nie chcecie  zniszczyć tego co jest między Wami,prawda? - spytał Liam i znacząco zerkał to na mnie to na Styles'a.
-Nie mam pojęcia co chcesz przez to powiedzieć. - wzruszyłam ramionami wrzucając kolejne potrzebne mi rzeczy do walizki.
-Kate,może jestem dla Ciebie wredny,ale ja to robię,bo Cie lubię... - powiedział  Harry.
-To ja Was zostawię... - rzekł Liam wychodząc.
-Nie obchodzi mnie to,przesadziłeś. - mruknęłam zasuwając walizkę  i odkładając ją niedaleko drzwi.
-Daj mi chociaż wyjaśnić co czuję !
-Ohh,ja wiem. Ty nic nie czujesz ! Jesteś nic nie wartym dupkiem,na drugi raz licz się ze słowami. - warknęłam.
-Nie możemy się pogodzić jak normalni ludzie? Naprawdę chcesz odstawiać jakieś scenki ? - powiedział.
-Ja? To ja odstawiam scenki ? Ty wpadasz mi do pokoju i gadasz jakieś bzdury ! - krzyknęłam.
-Ej,co się tu dzieje? - w drzwiach sypialni stanął Niall. Miał na sobie ciemne jeansy i zwykłą białą koszulkę.
-Nic,tylko rozmawiamy. - prychnął Harry.
-Tak rozmawiacie,że słychać was na dole. - powiedział blondyn podchodząc do łóżka. Po chwili wyciągnął spod łóżka walizkę  zaczął pakować do niej swoje rzeczy.
-To powiecie mi o co poszło? - zapytał w końcu.
-Harry twierdzi,że nie powinnam z Tobą nigdzie lecieć. - powiedziałam zakładając ręce na piersi.
-A Ty znowu o tym. Mówiłem,że ją tam zabiorę a Ty nie masz nic do gadania. Z resztą,jeżeli nie zrobię tego w Paryżu to mogę zrobić to w każdym innym miejscu,nie sądzisz? Na przykład tutaj i teraz. - powiedział blondyn z pogardą.
-Nie rozumiesz,że ją tym skrzywdzisz ?! - wybuchnął Styles.
-Nie rozumiesz,że to nie Twoja sprawa?! - wybuchnął Horan po czym brunet trzaskając drzwiami opuścił nasz pokój. Stałam jak wyryta. Co on miał na myśli,jak Niall mnie skrzywdzi ? Mam wrażenie,że wszyscy siedzimy w jakimś jednym wielkim gównie.
-Wszystko w porządku ? - pyta po chwili chłopak ciągle się pakując.
-Nie do końca... - wzdycham.
-Jak to ? - pyta zmartwiony.
-Co zamierzasz mi zrobić ? O co chodzi w tym wszystkim? - spytałam odsuwając się.
-Nic... Po prostu.... Po prostu,chcę z Tobą być,to tak wiele? - zmarszczył czoło.
-Nie wiem,to wszystko jest jakieś podejrzane. - parskam.
-Kate. Albo mi ufasz albo nie. Zastanów się czy chcesz lecieć. Zawsze mogę zabrać kogoś innego. - mówi.
-Kogo? - spytałam ze smutkiem.
-Na przykład Harry'ego. Sądzę,że z chęcią się ze mną wybierze. - zaśmiał się. Westchnęłam i  z uśmiechem rzuciłam w niego poduszką. Wychodząc z sypialni mruknęłam :
-Palant.
-Mówiłaś coś? - śmiał się.
-Kocham Cię ! - krzyknęłam rozbawiona i zeszłam na dół. Carls i Hazz robili sobie jakieś śniadanie ciągle się obściskując,więc usiadłam w salonie z daleka od nich. Nie to,że żywię do Caroline jakąś urazę czy coś,ale nie mam ochoty gapić się na nich.
-Głodna? - usłyszałam za uchem. Podniosłam wzrok z  z kremowej kanapy i spostrzegłam Liama pochylającego się nade mną.
-Mhm... - mruknęłam po czym chłopak wyciągnął zza pleców talerz kolorowych kanapek. Lekko się zdziwiłam.
-To dla mnie? - skrzywiłam się.
-Nie,dla mnie. - przewrócił oczami ze śmiechem. - Smacznego. - dodał.
-Jej,dzięki. - uśmiechnęłam się i zaczęłam jeść śniadanie.
-Przepraszam,że tak na Ciebie naskoczyłem... - wymamrotał siadając obok mnie.
-Nie szkodzi. Tylko nie rozumiem o co w tym wszystkim biega... - mówiłam zajadając się kanapką.
-Obiecałem nie mówić. - przyznał. Hmm. No nic się nie stało,tylko nie dowiem się prawdy. Rutyna.
-No nic,w porządku. - grzecznie się uśmiechnęłam i wróciłam z powrotem do jedzenia śniadania. Było naprawdę pyszne.
-Wiesz co Ci powiem? Ostatnio dziwnie się zachowujesz. - powiedział Liam.
-Co masz na myśli ? - westchnęłam kończąc jedzenie.
-To znaczy nie tak dziwnie.Jesteś taka zdystansowana do wszystkiego... - mówi ostrożnie.
-To coś złego? - krzywię się.
-Nie,nie. Po prostu dorastasz. - uśmiecha się.
-No to w czym problem? - śmieję się.
-Moja mała dziewczynka dorasta. - szepcze na co się rumienie.
-Liaaaaam . - jęczę.
-No co? Pamiętam jak Cię tu przywiozłem. Byłaś taka rozdarta,zapłakana pozbawiona uśmiechu i jakichkolwiek uczuć po za żalem i rozpaczą.
-Teraz jesteś już silną dorosłą kobietą. - przytula mnie.
-Dziękuję,że wziąłeś mnie wtedy pod swoje skrzydła. Nie wiem co bym bez Was zrobiła... - przytulam go całując w policzek.
-Oho,nie przeszkadzam Wam może? - mówi Niall i przysiada się do mnie na kanapę.
-Zaraz musimy jechać na lotnisko. - oznajmia.
-Niall,nie podejmuj pochopnych decyzji. - mówi surowo Payne.
-Podjąłem już decyzję. I zrobię to bez względu czy będziecie mnie w tym wspierać czy nie. Tak w ogóle to dzięki za wsparcie właśnie. - mówi po czym  idzie na górę.
-Nie mogłeś sobie darować? - pytam zdenerwowana.  Następnie szybko wbiegam po schodach na górę i wchodzę do sypialni.
-Niall ? - mówię ostrożnie podchodząc do łóżka,gdzie teraz siedział.
-Jest mi przykro,że chłopcy nie wspierają Cie do tego, do czego aktualnie dążysz. I jest mi przykro,że nie chcesz mi powiedzieć o swoich smutkach. Ale wiedz,że jestem z Tobą. Nie patrząc na to czy robisz źle czy dobrze zawszę będę Cię wspierać. - mówię i pocieram jego ramię jakby miało mu dodał jakiejkolwiek otuchy. Chłopak spojrzał na mnie nieco zdezorientowany.
-Umm, dzięki... - szepnął. Widać,że słowa "Przepraszam","Dziękuję"  i  "Proszę" nie przychodzą mu zbyt łatwo. Stara się być taki silny i męski. Ale przyznanie się przed bliską osobą do smutku nie oznacza brak męskości. On po prostu musi sam przed sobą przyznać się,że coś go gryzie.
-Zbieramy się ? - uśmiechnęłam się na co chłopak również się uśmiechnął.
-Tak,już najwyższa pora.




***


Gdy tylko zajęłam miejsce w tym przeklętym samolocie czułam mrowienie w praktycznie każdej części ciała. Po tym jak wykonałam te wszystkie polecenia, o które prosiła stewardessa nie czułam się bezpiecznie. Szczerze? Cholernie boję się latać samolotem. A co jeśli spadniemy ? A co jeśli odpadnie nam skrzydło ? Albo dziób ? A co jeśli....
Wdech,wydech... Wdech,wydech...
Poczułam jak żołądek wykręca mi się pod wpływem strachu już gdy tylko poderwaliśmy się w powietrze. W oknie widziałam oddalający się Londyn. Przysięgam,że gdy tylko wyjdziemy z tego cali zacznę całować ziemię. Dosłownie.
-Wszystko okej ? -spytał Niall  gładząc moją dłoń.
Nie odpowiedziałam. Twierdząco pokiwałam głową,nie wiem czy stać mnie na wyduszenie jakiegokolwiek słowa. Ohh,jestem taka słaba,taka drobna i bezbronna. Zapewne pod wpływem nawet niewielkiego uderzenia czegokolwiek w samolot pobiłabym się jak szklanka. Nie ! Dość. Musisz przestać o tym myśleć. Nie myśl , nie myśl , nie myśl ...
Muszę poszukać sobie jakiegoś zajęcia. Cokolwiek... Tak ! Już wiem,poczytam sobie gazetę,którą zabrałam... Ej,chwila. Nie,nie zabrałam. Zapomniałam ! Cholera. Na samą myśl o tym,że jestem skazana na nic nie robienie skręca mnie.
-Na pewno dobrze się czujesz? - pyta Niall przerywając moje dogłębne przemyślenia. Muszę odnaleźć w sobie resztki odwagi i w wydusić coś z siebie.
-T-tak. - mruknęłam.
-Zbladłaś. - zauważa chłopak. Oh,czy on naprawdę nie mógł znaleźć lepszego momentu na rozmowę ?
-Po prostu  nie lubię latać samolotem. - szepczę. Przyznanie się do fobii nie jest łatwe. Sama nie wiem jakim cudem przeszło mi to przez gardło. Może Liam miał racje,wydoroślałam?
-Oh.
-Nie przejmuj się mną. - lekko się uśmiechnęłam próbując wyglądać w miarę normalnie. Jednak chyba niekoniecznie mi to wszyło. W pierwszej sekundzie mięśnie twarzy Niall'a dziwnie się napięły,ale na szczęście po chwili rozluźniły się.
-Trzymaj moją MP3 . Spróbuj się odprężyć. - serdecznie się uśmiechnął podając mi swoją ulubioną zabaweczkę. Blondyn chyba nigdy się z nią nie rozstaje,zawsze ma ją w kieszeni. Tak " na wszelki wypadek". Cóż,to tak samo jak małe dziecko. Zawsze ma przy sobie misia,który je obroni ,gdy spod łóżka wyjdą potwory. Zawsze tak to sobie kojarzyłam,pewnie stąd to określenie,"zabaweczka".
Zaczęłam przeglądać play listę. Nie znalazłam tam  niczego co bym lubiła oprócz Macrlemore.


Mamo, ten pęcherzyk powietrza sprawi, że będę latał 


Po chwili zatopiłam się w piosence zapominając o wszelkich niebezpieczeństwach...




***




-Żyjesz ?! - usłyszałam przeraźliwy krzyk.
-Co ? - powiedziałam zaspana.
-Ile można spać? - westchnął.
-Lądujemy już ?! -zerwałam się. Nie byłam już w samolocie. Leżałam jakimś łóżku. Co ?
-Wylądowaliśmy już jakieś pół godziny temu. - zaśmiał się. -Naprawdę nic nie słyszałaś?
-Totalna pustka. Ale fajnie mi się spało. - przyznałam z uśmiechem





Z perspektywy Caroline




-Nie wiem,Harry. Nie wiem czy jestem do tego zdolna. - mówię.
-Dasz radę, skarbie. Proszę,zrób to dla mnie. - prosi.
-Jak możesz wyrządzić takie świństwo swoim przyjaciołom? - mówię załamanym głosem.
-Caroline,spójrzmy na to z innej strony. Chcę ich uchronić przed nieszczęściem,Niall nie może tego zrobić.
-Katy nam tego nie wybaczy. - piszczę.
-Ale chcesz,żeby była szczęśliwa? - pyta poddenerwowany.
-Naprawdę sądzisz,że to właśnie z Tobą taka będzie? Dlaczego nie dajesz jej samej wybrać ? Gdyby Cie kochała byłaby z Tobą a nie Niall'em. Ty jesteś jakiś chory,wszędzie widzisz drugie dno. - mówię z wyrzutem.
-Carls...
-Żadna Carls. Jesteś świnią,Harry. Daj mi spokój. - mówię po czym opuszczam jego pokój. Czuję się strasznie. Nie mam pojęcia w ogóle po co tu przyleciałam. Po co się plączę w to wszystko. Naprawdę jestem pustą blondynką,która leci na kasę. Nie chcę taka być,po prostu nie chcę. Nie mogę być kochana ? To aż tak wiele?
-Co zamierzasz z tym zrobić? - pyta mnie Lou gdy nerwowo wiercę się na parapecie w kuchni.
-Nie mam pojęcia. - mruczę. Nie mam pojęcia po co się w to wpakowałam.
-Nie sądzisz,że powinnaś ich powstrzymać ? - pyta brunet.
-A sądzisz,że jestem w stanie powstrzymać miłość ? - bąknęłam.
-A sądzisz,że to właśnie jest prawdziwa miłość ? - krzywi się.
-Nie wiem,Louis. Nic już nie wiem. - wzdycham.
-Tak właściwie,to co łączy Cię z Harry'm ? - wypala nagle.
-Jesteśmy ze sobą. Nad czym się tu rozdrabniać ?
-Sam nie wiem. Po prostu to wszystko stało się tak nagle... - plącze.
-Tak,wiem. Teraz nadchodzi wiele zmian. Najpierw ja,teraz to,niedługo pewnie wylądujemy w kościele. -narzekam.
-Tego ostatniego wolałbym uniknąć. Nie jest to dobry pomysł. - śmieje się.
-Oh,no co Ty? - śmieję się razem z nim.






Z perspektywy Katy




-Wieże Eiffla zbudowano w 1889 r. na południowym krańcu Pola Marsowego, w centrum Paryża, nieopodal Sekwany, na potrzeby Wystawy Światowej w 100 rocznicę rewolucji Francuskiej i zburzenia Bastylii. - mówił.Tak jakby interesowały mnie te wszystkie głupoty.
-Niall? - pytam z nadzieją.
-Ciii. Teraz Luwr,największe muzeum sztuki na świecie, stworzone pod koniec XVII w. W latach 80. XX w. na dziedzińcu Luwru wybudowano wielką, szklaną piramidę, wpuszczającą światło do podziemnej hali wejściowej, z której rozchodzą się wejścia do sal muzealnych. Wśród najcenniejszych eksponatów w muzeum znajdują się: Wenus z Milo, Mona Liza. - nudził.
-Kocha...
-Notre-Dame to wspaniała gotycka katedra zbudowana w latach 1163-1330 na wyspie Cite.
-Niall ! - krzyczę a w ten sposób zwracam na siebie uwagę przechodniów.
-Tak,kotku?
-Skończ. Bez urazy,ale naprawdę nie interesują mnie te bzdury. - parskam.
-To co zamierzasz robić przez te 3 dni w Paryżu ? - dziwi się.
-Nie możemy po prostu pospacerować? - pytam na co chłopak uśmiecha się i ciągnie mnie za rękę.





Z perspektywy Caroline



-Harry. - mówię beznamiętnie wchodząc do jego pokoju. Jak zwykle bez pukania.
-Carls,nie gniewaj się na mnie. Ja tylko... -zaczyna na co mu przerywam :
-Zgadzam się.
-Co?? - dziwi się.
-Zgadam się na to wszystko.  - mówię.






Hej,kochani. Dawno nic nie dodawałam,wiem. Jakoś naprawdę niewiele osób przeczytało i skomentowało ostatni rozdział. Może to dlatego,że większość myślała,że usunęłam bloga ? XD Otóż,nie. Nie usunęłam. Zmieniłam tylko adres,ale bez obaw. Teraz z powrotem jest stary,więc normalnie możecie wchodzić. xD
Wiecie co mnie zastanawia? To,że pod jednym rozdziałem mam 6 komentarzy, pod następnym 2, następnym 11 , a przy ostatnim 7. Jak to jest możliwe? To ja tak różnie piszę,raz źle raz dobrze czy to po prostu wasza leniwość ? XD Nawiązując do tego rozdziału to dedykuję go
Napisała mi kilka miłych słów tym samym motywując mnie do napisania 17 rozdziału.Bardzo jej za to dziękuję. Przepraszam,bo rozdział miał się pojawić wczoraj lub przedwczoraj , ale nie wyszło. A jak już jest to mdły,nudny i ogólnie jakiś nieciekawy...



Czytasz = komentujesz  

poniedziałek, 10 lutego 2014

Rozdział 16

 Pi­jane us­ta dziew­czy­ny mówią to, co chciałaby po­wie­dzieć, gdy­by była trzeźwa




-Co Ty tu robisz ?! - wrzasnęła.
-A Ty?! - krzyknął chłopak.
-To Wy się znacie? - wtrąciłam zdziwiona.
-To właśnie o niej Ci opowiadałem. - przewrócił oczami Miler.
-Ohh...
-Kogo jeszcze wciągniesz w swoje toksyczne związki?! - syknął do Carls.
-Ktoś mi powie co się tu dzieje? - warknął Harry.
-To moja była dziewczyna. - wyjaśnił Matt.
-Ale to w niczym nie przeszkadza. - powiedział loczek i ścisnął mocniej rękę blondynki.
-Teraz Ci nie przeszkadza,zobaczymy potem. Skąd Ty ją w ogóle wytrzasnąłeś ?! - krzyknął Matt.
-Ej,dobra spokojnie. - powiedziałam. - Czy to ważne jak się poznali? Ważne,żeby byli szczęśliwi,przestańcie się kłócić. Może między wami - zwróciłam się do Carls i Matt'a - były jakieś nieprzyjemności,ale skupmy się na tym co jest teraz. - powiedziałam na co wszyscy zamilkli.
-Mhm. - mruknęła Caroline a Matt dosiadł się między mną a Perrie.
-Jak urodziny,mała? - uśmiechnął się Liam.
-Nie licząc pewnym ekscesów jest fantastycznie. - z uśmiechem spojrzałam na Harry'ego,żeby go zawstydzić.
Rozmawialiśmy tak chyba z 3 dobre godziny. Dosiadali się do nas nowe osoby,w tym Lou,Demi i koleżanki Pezz z zespołu. Lecz również niektórzy się rozchodzili. W domu zostaliśmy tylko w 7. Nie wiem, która godzina,ale zdecydowanie bardzo późna. Czułam jak krew w mózgu pulsuje mi pod wpływem zbyt dużej ilości alkoholu. Naprawdę nie mam pojęcia ile wypiłam,ale stanowczo dużo za dużo.




Z perspektywy Niall`a


Patrzyłem na Kate i Caroline ciągle nie przestając się śmiać. To co one teraz wyprawiały jest totalną rozróbą. Zaczęły rzucać w siebie tortem i innymi ciastami,które Liam z Lou przyniósł potajemnie z piwnicy. Podobno wcześniej Li miał jakieś problemy z Louis'em,ale nie zagłębiam się w szczegóły. Nie interesuje mnie to. Jedyna myśli,która nie daje mi spokoju to: Jak Katy wstanie jutro na samolot ? Ona jest nieobliczalna. Nawet przez myśl mi nie przeszło,że się aż tyle napije. To już ja jestem praktycznie trzeźwy. Co jest raczej dziwne,bo na każdej imprezie jestem pijany w trupa. Jednak tym razem moja dziewczyna mnie wyręczyła. W sumie to może i lepiej? Ja ją mogę kontrolować a ona raczej nie dałaby sobie ze mną rady,jest taka delikatna. Taka bezbronna,niewinna i malutka.
-Słyszysz mnie? Pytam po raz ostatni,zamierzasz tu tak siedzieć przez resztę nocy? - usłyszałem głos Louisa. Rozejrzałem się dookoła,wszędzie bajzel. Pod stołem,na podłodze i chyba w każdym kącie domu są pęknięte balony. Ciasta,ciastka i inne słodkości leżą to na podłodze to na kanapie i trochę na stole. 
-Nie,nie. Już idę. - przeciągnąłem się i wstałem z krzesła. Dziewczyny już poszły. Dobrze,że Katy nie widzi tego syfu,bo by się nieźle wkurzyła. Taki szczegół,że większość to ona nabałaganiła.
-Niall ! - usłyszałem niewyraźne wołanie. Poszedłem na górę,do sypialni. Na łóżku leżała Brown w samym szlafroku i łobuzersko się uśmiechała.
-Idź spać,kotku. - powiedziałem miękko.
-Nie chce mi się spać. - zachichotała przegryzając dolną wargę i pokazując palcem,żebym podszedł. Zamknąłem za sobą drzwi i znalazłem się blisko brunetki. Katy zaczęła całować moją szyję a przy tym cicho chichotać. Było czuć od niej migdałowy płyn do kąpieli,miętową pastę do zębów i alkohol.
-Pocałuj mnie,Niall. - mruczała biorąc moją dłoń i kładąc ją sobie na udo. Pocałowałem ją,nie dlatego,że o to prosiła. Po prostu miałem na to ochotę.
-Pragnę Cię. - mruknęła rozluźniając szlafrok i lekko go z siebie zsuwając.Moim oczom ukazała się znacząca część jej piersi. Zdecydowanie nie powinienem tego oglądać. Nie teraz,nie w ten sposób,nie kiedy ona jest totalnie niczego nie świadoma.
Szybko wstałem i wyjąłem z  mojej komody zieloną koszulkę z napisem "FREE HUGS" i podałem półnagiej brunetce siedzącej na łóżku.
-Włóż. - powiedziałem.
-Nie chcę... Nie mogę spać naga? - zachichotała.
-Nakładaj. - powiedziałem stanowczo na co dziewczyna w końcu nałożyła moją koszulkę. Zabrałem od niej szlafrok i rzuciłem go gdzieś w kąt.Brunetka z niezadowoleniem wkopała się pod kołdrę i opadła na poduszkę.
-Dobranoc. - pocałowałem ją w policzek mocniej otulając kołdrą po czym odszedłem.
-Gdzie idziesz? - bąknęła.
-Umyć się. - powiedziałem jej.
-Mogę z Tobą? - zachichotała.
-Nie,śpij. Nie chcesz wiedzieć ile czasu nam zostało do lotu. - powiedziałem znikając w łazience. Właściwie to sam nawet nie wiem,ale sądzę,że to stanowczy argument,żeby ją w końcu uciszyć. Ile można tak gadać? Ciekawy jestem jakie ja głupoty plotę jak jestem pijany.
Po 15 minutach leżałem już wykąpany w łóżku obok pochrapującej brunetki.




Z perspektywy Kate


Obudził mnie niewyobrażalny ból głowy i pragnienie. Leniwie podniosłam powieki. Moim oczom ukazała się ciemność. Zapaliłam nocną lampkę stojącą niedaleko łóżka i lekko się skrzywiłam gdy rażące światło ukuło mnie w oczy.  Szybko wygrzebałam się spod kołdry i wolnym krokiem poszłam na dół do kuchni. O dziwo światło już się tam paliło.
-Też nie możesz spać? - usłyszałam głos Harry'ego. Na jego słowa lekko zmarszczyłam czoło.  Wzruszyłam ramionami i wyjęłam z szafki tabletki na ból głowy i wodę z lodówki.
-Zamierzasz się tak do mnie nie odzywać ? - spytał kiedy popijałam tabletki.
-Owszem. - odparłam chłodno.
-Jesteś zła? - spytał.
-To mało powiedziane. - nerwowo się zaśmiałam. Nie chcę,żeby między nami było tak nieprzyjemnie,ale sam to schrzanił. Po co mnie całował skoro nic dla niego nie znaczę? I jeszcze to co mi powiedział wtedy u niego w pokoju...
-Posłuchaj,doceniam szczerość. Ale szczerość to nie chamstwo. - rzuciłam oschle,opierając się o blat kuchenny.
-To ogarnij się. - powiedział.
-Oj,Harry,Harry. I co Ty chcesz osiągnąć przez te puste słowa? - powiedziałam drwiąco.
-Jak to puste? - skrzywił się.
-To co mówisz nic dla mnie nie znaczy. - prychnęłam i zostawiłam go takiego zdezorientowanego. Idąc na górę zauważyłam przez okno wschodzące słońce. Ohh,czyżby już ranek? Wróciłam z powrotem do kuchni zerknąć na zegarek. Jest 6 : 55 . Bez zastanowienia  wstawiłam wodę na kawę i usiadłam na parapecie. Odchyliłam głowę do tyłu i ziewając przymknęłam powieki.
-Dzień Dobry. - usłyszałam zaspany głos Caroline.
-Jak się spało,kochanie? - powiedział przesłodzonym głosem Styles.
-W porządku,trochę mnie gniotłeś. - zaśmiała się siadając na stołku.
-Spadaj,chciałem Cie tylko przytulić. - odpowiedział udawanym urażonym głosem na co dziewczyna się zaśmiała.
-A Ty Katy jak spałaś? - spytała mnie blondynka.
-Nie wiem... - bąknęłam pocierając palcami oczy.
-Coś nie tak ? - zaciekawiła się.
-Chyba nigdy  nie miałam takiego kaca. - wzdycham na co Styles lekko chichocze. Mam ochotę wybełkotać jakąś ciętą ripostę,ale nie jestem w stanie ułożyć żadnego dłuższego zdania.
-Boże,ja też. - mówi kiedy czajnik zaczyna gwizdać. Leniwie zwlekam się z parapetu i wyjmuję kubek z szafki i biorę kawę z półki.
-Tutaj w szafce są tabletki,weź. - mówię pokazując dziewczynie odpowiednie drzwi i wsypuję kawę do kubka.
-Dzięki. - mówi i wyjmuje tabletki. Ja w tym czasie zalewam sobie kawę.
-Jak coś woda jest w lodówce. - krzywo się uśmiecham i wracam z powrotem na parapet  z kawą. Blondynka wdzięcznie się uśmiecha i popija proszki. Harry wstaje i przytula ją od tyłu.
-Mogłem Cie pilnować. - mówi całując ją w kark.
-Byłeś zajęty kimś innym. - mówi Carls z wyrzutem. Brunet lekko przymyka oczy i gryzie dolną wargę.
-Ile razy mam Cie przepraszać? - jęczy. Czy oni zapomnieli,że też tu jestem?
-Wystarczy raz. - prychnęła i lekko się uśmiechnęła. Harry wziął to za zachętę. Obrócił dziewczynę twarzą do niego i szybko cmoknął w usta. Blondynka odłożyła wodę na blat i pogłębiła pocałunek. Serio o mnie zapomnieli. Albo to jakaś kolejna zagrywa Harry'ego. Tak czy tak nie mam ochoty oglądać jak się migdalą. Zwinnie zeskoczyłam z parapetu i poszłam na górę.
-Gdzie Ty byłaś? - usłyszałam zaspany głos Niall'a gdy weszłam do sypialni.
-W kuchni. - powiedziałam oschle.
-Nie w humorze? - spytał podnosząc się na łokciach. Podeszłam do parapetu i tam się wygodnie usadowiłam.
-Nie,tylko pęka mi głowa. - mówię upijając łyk gorącej kawy.
-Pamiętasz cokolwiek z wczoraj? - pyta  zwlekając się z łóżka i siada na przeciwko mnie.
-Pamiętam wszystko do momentu gdy przyszli Lou z Demi,potem to zupełna pustka. - przyznałam.
-W sumie może to i dobrze. - nerwowo się zaśmiał na co podniosłam artystycznie jedną brew z zaciekawieniem.
-Powiedz co takiego zrobiłam tym razem. - powiedziałam w miarę radośnie.
-Rzucałaś się ciastem z Carls,próbowałaś mnie zaciągnąć do łóżka,narobiłaś bałaganu w salonie i ogólnie zachowywałaś się jak idiotka. - przyznał z uśmiechem. Dokładnie analizowałam każdy jego słowo...
-Słucham? - zakrztusiłam się kawą gdy dotarło do mnie,że próbowałam się z nim przespać.
-Spokojnie,do niczego nie doszło. - powiedział spokojnie.
-Jak to ? -zdziwiłam się. -Ty nie piłeś? - dodałam.
-Piłem,ale nie tyle. Z resztą nie wykorzystałbym Cie. - powiedział przeczesując włosy ręką.
-P-przepraszam. - wydukałam rumieniąc się.
-W porządku. Tylko upiłaś się w cztery dupy. - zaśmiał się.
-Oj,spadaj. - burknęłam z uśmiechem.




Prosiliście,żebym dodała jutro rozdział i proszę bardzo. Cieszę się,że w tak szybkim czasie jest tyle komentarzy. Przypominam również o braniu udziału w ankiecie po prawej. 

Mam do  Was jeszcze pewne pytania:

Jak myślicie, co się wydarzy w Paryżu między Katy i Niall'em ?
Jak myślicie,jak dalej potoczą się losy Katy i Harry'ego?

Jestem ciekawa Waszych scenerii. : )

Czytasz = komentujesz















sobota, 8 lutego 2014

Rozdział 15

 Praw­da bo­li, lecz ot­wiera oczy.



Ohh,więc naprawdę nic już dla Ciebie nie znaczę? To ja już nic nie rozumiem... Nic,zupełnie nic. To jak to jest w końcu? Ten pocałunek coś dla niego znaczy czy nie? Bo najwyraźniej  niekoniecznie. Z drugiej strony nie widzę powodu,żeby kłamał. Dlaczego to wszystko jest takie poplątane?
-Co Ty robisz?-usłyszałam czyjś głos i natychmiast się obejrzałam.
-Ja tylko... To znaczy nic...-bąknęłam nieskładnie.
-No nie ważne.Nie miałem zielonego pojęcia co Ci dać,więc pomyślałem,że może zabiorę Cię do studia tatuaży...-powiedział Zayn.
-Oj,Zayn. Naprawdę nie trzeba...-wybełkotałam.
-Nie macie co robić tylko stać nam pod drzwiami?-burknął nagle Harry wychodząc od Caroline.
-Może trochę spokojniej,co?-mruknął Malik na co ja spaliłam buraka.
-Mógłbyś nas na chwilę zostawić?-spytał spokojniej Zayn'a.
-Problemy w raju...-mruknął pod nosem i odszedł.
-Co Ty wyprawiasz?-mruknął prowadząc mnie do swojego pokoju.
-O co Ci chodzi?-spytałam zdziwiona. Czyżby fochy wielce królewicza dawały się we znaki?
-Po co tak głupio pytasz? Niepotrzebnie Cie pocałowałem.-powiedział.
-Żałujesz tego,prawda?-spytałam.
-Tak,to było najgorsze co mogłem kiedykolwiek zrobić.-syknął.
-Ohh,Styles. Skąd ta zmiana?-warknęłam płacząc.
-I czemu  ryczysz? Zamierzasz się tak nad sobą użalać aż do usranej śmierci?-powiedział przez zęby.
-Słucham? -tylko tyle udało mi się powiedzieć. Jestem strasznie zaskoczona tym co mi powiedział. Za kogo on się uważa?
-Miałaś jakieś nieudane dzieciństwo czy coś tam i teraz zamierzasz być taką rozżaloną dziewczynką,która nie radzi sobie nawet z wyborem chłopaka.-burknął.Po jego słowach moje oczy momentalnie się rozszerzyły.
-I co się tak gapisz? Może byś się w końcu za siebie wzięła i poszła może na studia? W ogóle jak Ty wyglądasz? Masz zaledwie 20 lat a ubierasz się jak matka dwójki dzieci!-wysyczał. Dokładnie analizowałam każde wypowiedziane przez niego słowo. Zdziwienie non stop widnieje na mojej twarzy,za to łzy dawno wyschły. Teraz nie czuję smutku ani zdruzgotania tylko złość. Co ten palant sobie w ogóle wyobraża? -pomyślałam i wymierzyłam mu siarczysty policzek.Chłopak syknął z bólu.
-Jesteś jednym wielkim gównem,Styles.-rzuciłam z rozbawieniem i poszłam do łazienki. Chłopak chyba już nic nie odpowiedział,z resztą niezbyt mnie to teraz interesuje. Harry jest skończonym idiotą.A co najgorsze to ma całkowitą rację,powinnam się w końcu ogarnąć. Strata rodziców to jeszcze nie koniec świata,prawda? Mam jeszcze garstkę przyjaciół i cudownego chłopaka. Tego się właśnie powinnam trzymać. A nie analizować każde zachowanie Harry'ego i wyciągać z tego plusy i minusy. Jak ja mogłam pomyśleć o nim w ten sposób? Jestem głupia,nawet nie jestem pewna co przez to chciałam osiągnąć. Ohh,pewnie wskoczyłabym mu do łóżka przy najbliższej okazji a Niall'owi wmawiałam bym jakieś głupoty. Tak jak zrobiłam to niedawno. Muszę w końcu zacząć dbać o tą miłość,bo niedługo go stracę. Z resztą niewiele brakowało.
Oparłam się o umywalkę i głęboko westchnęłam. Po chwili poprawiłam makijaż i zeszłam na dół. To są w końcu moje urodziny,trzeba się bawić!
Przy barze zauważyłam siedzącą Caroline,na szczęście samą. Postanowiłam do niej podejść i pogadać o te całej sytuacji.
-Hej Carls... - zaczęłam łagodnie. -Mogę się przysiąść ? - spytałam wskazując ręką na wolne miejsce.
-Siadaj. - odpowiedziała.
-Wiem,że głupio wyszło. I że nie powinnam tego robić,ja sama nie wiem jak to się stało. Żałuję tego i chcę,żebyś wiedziała,że on nic dla mnie nie znaczy. - powiedziałam miękko.
-Co gorsza,to Ty coś dla niego znaczysz. - mruknęła i zamoczyła usta w drinku.
-Nie,nie. Nic dla niego nie znaczę,z pewnością. - zapewniłam ją na co blondynka lekko się uśmiechnęła.
-Tak myślisz? - spytała z nadzieją.
-Ja to wiem. - uśmiechnęłam się.
-Jesteś w stanie puścić ten głupi wyskok w niepamięć? - dodałam z nadzieją.
-Oh. - westchnęła i zmarszczyła czoło. Nie znam jej dobrze,ale zdecydowanie to jest negatywna reakcja. Naprawdę tak się wygłupiłam? Zepsułam wszystko. Tym jednym pieprzonym,cudownym pocałunkiem wszystko zepsułam.
-Tak,jasne,że tak. Jesteśmy młodzi,popełniamy różne głupie błędy. - powiedziała po chwili. Poczułam jak mój żołądek wykręca się pod wpływem szczęścia.
-Nie powinnam od razu tak na Ciebie naskakiwać,zachowałam się jak idiotka. Przepraszam. - dodała lekko speszona.
-Nie ma sprawy. - uśmiechnęłam się.
-Proszę bardzo,to dla Was. Mogę się dosiąść ? - wtrącił Mulat podając nam drinki.
-Jasne,siadaj. - powiedziałyśmy zgodnie. -Dzięki. - podziękowałyśmy.
-Jak się bawicie,jak impreza? - spytał siadając.
-W porządku. - uśmiechnęła się Carls puszczając mi oczko.
-A gdzie zgubiłeś Pezz? - zapytałam upijając łyk przyniesionej przez Zayn'a cieczy.
-Z tego co wiem buja się gdzieś z Niall'em. - uśmiechnął się.
-Oho. - zaśmiała się Carls.
-Nie,nie. Omawiają pewną... kwestię... - powiedział Malik.
-Umm,jaką kwestię? - zapytałam zdezorientowana.
-Zobaczysz. - łobuzersko się uśmiechnął.
-Tyle niespodzianek jednego dnia,Ty to se żyjesz. - zażartowała Caroline na co wybuchnęłam śmiechem.
-Właściwie to jutro,ale nic więcej wam już  nie powiem! - uśmiechnął się.
-Dobra. - powiedziałam z udawanym fochem i upiłam kolejny łyk drinka.
-W ogóle czemu ja jeszcze nie tańczyłem z jubilatką,co? - roześmiał się po chwili Zayn.
-Oj,Zayn. Jak tak można? - zażartowała Carls.
-Czy mogę prosić Panią do tańca? - spytał z uśmiechem i podał mi rękę,którą bez zastanowienia chwyciłam. Nawet nie wiem kiedy znalazłam się na parkiecie. Trochę było mi nieswojo zostawiając Caroline tak samą,ale kątem oka zobaczyłam jak dosiadł się do niej brunet z burzą loków na głowie.
-O czym tak rozmyślasz? - spytał Malik bujając mną na wszystkie strony.
-O niczym w sumie.. - powiedziałam mu.
-Po pojutrze zabieram Cie do studia tatuaży. - uśmiechnął się grzecznie.
-Mówiłam,naprawdę nie musisz.To wszystko co zrobiliście jest wystarczającym prezentem. - westchnęłam lekko się uśmiechając.
-Jakie wszystko? Nic takiego nie zrobiliśmy. - powiedział.
-Ohh,taa? Na scenie właśnie śpiewa Demi Lovato. - powiedziałam z rozbawieniem.
-Oj,to trochę w ramach rekompensaty za tamten rok. Nie wiem jak to się mogło wydarzyć. - powiedział z grymasem. Właśnie w tym momencie piosenka się skończyła. Zmęczeni wyczerpującym skakaniem udaliśmy się na swoje miejsca.
-Mówię poważnie. - powiedział Harry.
-Przestań,okej ?! - warknęła Caroline. Nie wiem o co im poszło,ale nie zamierzam zagłębiać się w szczegóły.
-O,kogo my tu mamy. - zaśmiał się Zayn gdy podeszli do nas Perrie i Niall.
-Jak urodzinki? - uśmiechnęła się do mnie przyjaźnie Pezz siadając miedzy mną a Zayn'em.
-A dobrze,dobrze. A Ty jak się bawisz? - uśmiechnęłam się.
-Świetnie. - ponownie się uśmiechnęła.
-Widać. - powiedział Harry na co Edwards wysłała mu pytające spojrzenie.
-Jesteś cała czerwona,kotku. - powiedział Zayn i pocałował ją w policzek. Widziałam jak dziewczyna się zmieszała. Pomyślałam,że to dobry pomysł,żeby Harry przedstawił jej Carls,więc kopnęłam go pod stołem i znacząco popatrzyłam na jego "dziewczynę"
-Tak w ogóle to Carls,moja dziewczyna. - powiedział Styles,następnie Caroline wyciągnęła rękę do Pezz.
-Perrie,miło mi. - uśmiechnęła się ściskając jej dłoń.
-Coś nie tak? - szepnął mi Niall do ucha.
-Nie,czemu? - zdziwiłam się.
-Jesteś roztrzęsiona. - powiedział tuląc mnie do swojego ciepłego ciała. W tym momencie zapomniałam o całej reszcie i o czym w tym momencie dyskutowali. Wolałam po cichu szeptać z blondaskiem,chociaż to bardzo niegrzecznie lata mi to całkowicie.
-Nie,tylko Ci się wydaję. -  zaprzeczyłam. Nie powinnam go oszukiwać,doskonale wiem. Lecz tyle się teraz dzieje.Nie chce,żeby się martwił. Z resztą co miałabym mu powiedzieć? Że,prawdopodobnie dzwoniła do mnie moja matka,która jest prostytutką za granicą a Harry powiedział mi kilka przykrych słów a do tego namieszałam nam w związku?
-Na pewno nie chcesz o tym pogadać? - spytał zmartwiony.
-Nie ma o czym,naprawdę wszystko w porządku. - uniosłam kąciki do góry po czym moim oczom ukazał się piękny uśmiech Niall'a.
Chwilę po tym przyszedł Liam z Matt'em. Gdy Caroline zobaczyła Matt'a odskoczyła od stołu jak popażona.
-Co Ty tu robisz ?! - wrzasnęła.
-A Ty?! - krzyknął chłopak.





  
Nowy rozdział. Jak się podoba? Piszcie w komentarzach ! Przy okazji,bardzo dziękuję za tyle komentarzy pod ostatnim rozdziałem. ! Kocham Was. <3






niedziela, 2 lutego 2014

Rozdział 14


Ona nic dla mnie nie znaczy




-Co?-moje oczy natychmiast się powiększyły. A moje serce pękło na miliard malutkich kawałeczków.
-Daj spokój,przecież wiesz. Po prostu nie wiem czy umiałbym Ci znowu zaufać. Spójrzmy prawdzie w oczy,zdradziłaś mnie.-syknął.
-Bardzo tego żałuje.-pisnęłam.
-Daj nam szanse,proszę.-powiedziałam.
-Obiecuję już nigdy tego nie zrobić,tylko nie odchodź.-zanosiłam się z płaczu.
-Cicho,już.-powiedział po czym mnie przytulił.
-Wiem,że to nie miało dla Ciebie większego znaczenia już od początku. Po prostu chciałem zobaczyć czy będziesz walczyć.-powiedział głaskając  mnie po włosach.
-Słucham? Jesteś nienormalny.-odskoczyłam od niego.
-Ale i tak mnie kochasz.-powiedział i złączył nasze usta w namiętnym pocałunku.
-Jasne,wariacie.-uśmiechnęłam się po skończonej pieszczocie. Kamień spadł mi z serca.
-Skoro i tak tu sobie siedzimy to dam Ci prezent.-powiedział i sięgnął do kieszeni po  nieduże czerwone pudełko. O kurde,dwa pierścionki jednego dnia? Brawo.
-Ależ proszę.-uśmiechnął się podając mi najprawdopodobniej pierścionek.Gdy otworzyłam pudełko moim oczom ukazał się złoty naszyjnik z sercem.
-Ty i ja..-przeczytałam co pisało na przodzie.
-Na zawsze razem.-dodałam czytając napis z tyłu.
-Dziękuję,jest prześliczny!-pisnęłam i uwiesiłam mu się na szyję.
-A tu proszę,zabieram Cie do Paryża,słonko.-cmoknął mnie w policzek podając bilety lotnicze.
-Słucham?-zdziwiłam się.
-Słyszałaś,maleńka.-uśmiechnął się.
-To...To jest za dużo,Niall. Nie mogę tego przyjąć...-wahałam się.
-To jest prezent,obrażę się.-powiedział.
-Nie chcę,żebyś wydawał na mnie tyle kasy.-powiedziałam krzyżując ręce na piersi.
-Po prostu to weź.-wywrócił oczami z lekkim uśmiechem.
-N-nie.-lekko się zaśmiałam. 
-Katy,do cholery. To jest prezent,rozumiesz? Czego Ty się boisz? To nie gryzie,naprawdę.-powiedział głaskając mnie po ramieniu.
-Nie chcę,żebyś myślał,że jestem z Tobą dla pieniędzy. Nie chcę,żeby te Twoje wszystkie fa...
-Nie obchodzi mnie co myślą o nas moje fanki.Liczy się to co my czujemy. Kochasz mnie,doskonale to wiem.-przerwał mi podając bilety. Chwilę stałam jak wyryta zastanawiając się jak mam się zachować. Nagle zadzwonił mój telefon.
-Halo? -odebrałam.
-Wszystkiego Najlepszego,córciu.-usłyszałam przesłodzony głos jakiejś kobiety.
Co do cholery?!
-Przepraszam Panią,ale to jakaś pomyłka.-mruknęłam.
-Nie,nie. To ja,mama.-powiedziała wesoło.
-Mama?!-powtórzyłam na co Niall lekko zbladł.
-Jak spędzasz urodziny,kochana?-spytała.
-Przepraszam? Kim Pani jest,żeby uważać się za moją matkę?!-wybuchłam.
-Jestem Twoją matką,wróciłam zza granicy,żeby zacząć nowe życie. Z tobą,kochanie.-powiedziała ciepło.
-Słucham?! To chyba jakieś żarty. -parsknęłam.
-Uspokój się,gniew nie służy dla nikogo.-powiedziała spokojnie.
-Proszę nie zawracać mi głowy jakimiś bzdurami.-fuknęłam.
-Kate,nie tak Cie ojciec wychował.-pouczyła mnie.
-Że co,proszę? Jeszcze masz czelność do mnie dzwonić? Ojciec mnie wychował? Nie wiesz jak mnie wychowywał?-krzyknęłam
-Spokojnie. Uspokój się Kate.-mówi poważnie.
-Gdzie byłaś przez te wszystkie lata? No,gdzie? Sama od niego uciekłaś zostawiając mnie.Jesteś okrutna,nawet nie wiesz jak mnie krzywdził!-krzyknęłam.
-Doskonale wiem,sama przez to przechodziłam. To mnie przerosło,musiałam coś zrobić...-jej głos posmutniał.
-Aha,i postanowiłaś zostawić mnie na pastwę losu!-fuknęłam i się rozłączyłam. Czułam jak po moich policzkach spływają łzy. Niemalże natychmiastowo opadłam w ramiona Niall'a.
-Kto to był?-spytał.
-Nie wiem.-westchnęłam.
-Może opowiesz mi w końcu o swoich rodzicach...-powiedział łagodnie.
-Niee.-bąknęłam. Oczy blondyna nagle przybrały bardziej ciemną barwę. Z doświadczenia mogę wywnioskować,że jest zmartwiony.
-W porządku.-mówi po chwili.
-Idę na dół.- blado się uśmiecham i wychodzę z sypialni. Tak jak mówiłam,kieruję się w stronę salonu. Mój wzrok przykuła  śliczna wysoka blondynka. Stanęłam i zaczęłam się jej bacznie przyglądać. Raptownie wszelkie wskazówki i informacje dotarły do mojego mózgu.
-Hej,kochana.-dziewczyna pocałowała mnie w policzek.Jestem oszołomiona. Miley całuje mój policzek. Tak,ta Miley. Na samą myśl o jej obecności w tym domu ogarnia mnie niesamowita ekscytacja.
-Wszystkiego Naj.-uśmiechnęła się.
-D-dziękuję.-powiedziałam próbując wyglądać w miarę naturalnie.
-Zaraz wchodzę na scenę,mam nadzieję,że Ci się spodoba. Harry zrobił naprawdę wszystko,żeby mnie ściągnąć.-mówiła ciągle się miło uśmiechając. -Nawet pokłócił się z moim menadżerem.-zaśmiała się.
-No,ale w końcu,kto nie chciałby wpaść na imprezę urodzinową pani Styles?-dodała śmiejąc się.
-Słucham? Styles?-lekko się zaśmiałam.
-Twój chłopak,prawda?-zmarszczyła brwi.
-Nie,nie. To tylko przyjaciel.-wyjaśniłam.
Nie rozumiem dlaczego niektórzy ludzie uważają nas za parę?

-Jestem z Niall'em,nie z Harry'm.-wytłumaczyłam lekko się uśmiechając.
-Ohh. To ja idę sa scenę...-lekko się zmieszała i znikła mi z oczu,co najdziwniejsze wcale nie weszła na scenę. Zaczęłam się rozglądać,może powinnam pogadać z Carls?
Obeszłam calusieńki dom dookoła i nic. Pewnie siedzi w swoim pokoju. Niepewnie zaczęłam pokonywać schody zbliżając się do smutnej blondynki. Co ja jej właściwie powiem ? "Przepraszam,kochanie. Niechcący wepchnęłam Twojemu chłopakowi język do ust" Jestem żałosna. Gdy dotarłam już do mojego byłego pokoju usłyszałam czyjeś  głosy.
-Nie złość się na nią,to naprawdę moja wina.-powiedział Harry.
-Bronisz jej? Po prostu ją kochasz.- zapłakała Caroline.
-Nie,skarbie.-powiedział czule.
-Nie mów tak do mnie.-warknęła.
-Spójrz na mnie.Ona nic dla mnie nie znaczy,zrozum. To Ty  jesteś najważniejsza,kocham tylko Ciebie.-powiedział.
Słucham? Nie rozumiem... A jego słowa? "To było coś cudownego,proszę nie udawajmy,że się nic nie stało."
"Ona nic dla mnie nie znaczy,ona nic dla mnie nie znaczy" Te słowa huczą mi w głowie. Ohh,więc naprawdę nic już dla Ciebie nie znaczę?


Czytasz=komentujesz


Jeśli chcesz być informowana o nowych rozdziałach napisz w komentarzu swoją nazwę z Twittera.