niedziela, 5 października 2014

Rozdział 31


 Prze­cież nie chodziło jej o to aby go zra­nić. Chciała znowu tych ust, potrzebowała po­całunków, przy­tula­nia. Chciała na­reszcie poczuć, że żyje






- Ale nie wiem co. Głupio wyszło... Nie chciałem, żebyś wiedziała, że sobie nie radzę - mówi skrępowany.
- Mi też jest ciężko, uwierz. Ale nie przejmuj się tym co on wygaduje. Dla mnie zawsze byłeś i będziesz facetem a nie chłopczykiem.
- Ale co z tego skoro twoje uczucia wyblakły?
- Niall, wcale nie wyblakły... - przyznaję.
- Halo? Chyba gubię zasięg - woła.
- Powiedziałam, że jeszcze coś do ciebie czuję - powtarzam.
- Halo? Katy? Coś przerywa...
- Powiedziałam, że nadal cie kocham !! - krzyknęłam głośno. - I nigdy nie przestanę - dodałam szeptem.
- Ohh... - usłyszał.   - To nie jest rozmowa na telefon, będę u ciebie za jakieś trzydzieści minut - dodał po czym się rozłączył.
O cholera.
Niall wpada na pogawędkę już za pół godziny, a Harry będzie tu za, spojrzałam na zegarek, niecałe...
- Katy Harry przyszedł !! - rozlega się głos Matta.
...już.
- Idę ! - krzyczę i wychodzę z pokoju. W przedpokoju stoi nie kto inny jak Harry. W szarym podkoszulku, czarnej koszuli w niebieską kratę, poprzecieranych spodniach, białych trampkach i skórzanej kurtce. Jego włosy, zbyt długie opadają na czoło, dodając mu uroku. Cały Harry. Taki jakiego kocham.
Chwila. Co?
- Zaprosisz mnie do środka czy będziesz mi się tak przyglądać? - pyta. Oblewam się rumieńcem i mówię :
- Yyym, sorry. Chodź.
- Nie wiem co mam powiedzieć - przyznałam, gdy wygodnie usiedliśmy na łóżku.
- Nie musisz nic mówić - powiedział i przyłożył dłoń do mojego rozgrzanego policzka. Przejechał kciukiem po mojej dolnej wardze, po czym zaczął się przybliżać. Natychmiast się odsunęłam.
- Nie chcę - pisnęłam.
- Przestań oszukiwać, wiem, że chcesz - uśmiechnął się.
- Nie, Harry! Tak nie można.
- Posłuchaj, gdybyś naprawdę mnie nie chciała nie zaprosiłabyś mnie tu, nie zachowałabyś się tak wtedy...
- Mam mętlik w głowie - wzdycham.
- Wiem, ale nie potrafię zrozumieć dlaczego ranisz nas na zmianę. Raz mnie raz Jego, sam już nie wiem.
- Przepraszam - powiedziałam szczerze.
- Twoje "przepraszam" nie załatwi sprawy - mruknął.
- Przyjechałeś po to, żeby wywołać u mnie wyrzuty sumienia, tak? To gratuluję, udało ci się - prycham.
- Nie zrozum mnie źle. Widzę, że jesteś między młotem a kowadłem ale nie mogę się powstrzymać.
- Trudno, musisz.
- Cały czas musiałem, wspierałem na zmianę to ciebie, to Niall'a, ale to nic fajnego być w takim trójkącie. To... to jest jak pułapka.
- W trójkącie? Ubzdurałeś to sobie.
- Przestań, okej! Przestań mnie ciągle odtrącać ! - krzyczy. - Ja... ja też zasługuję na miłość - szepcze.
Nie mogąc już wytrzymać przytulam go z całych sił.
- Przepraszam, Harry. To nie tak, nie odtrącam cię - mówię. W tym momencie przypomina mi się kłótnia z Niall'em w Paryżu, każde paskudne słowo, które powiedział - Nie odtrącam, słyszysz?! - histeryzuję.
- Nigdy nie mówiłem tego żadnej dziewczynie, a miałem ich już wiele. Żadna nigdy nie znaczyła więcej niż ty. Kocham cię - płacze.
- A Caroline? Mówiłeś, że ją kochasz - przypominam sobie.
- Proszę cie, to nie była miłość.
- Ale jednak...
- Miałaś racje, to nie była rozmowa na telefon. Inaczej nie mógłbym zrobić tak - przerywa mi i wpija się w moje usta  z tak ogromną zachłannością, że mięknę. Nie potrafię przestać, nie mogę się już dłużej opierać. To silniejsze ode mnie.
- Co do cholery? - słyszę i natychmiastowo odrywam się od  bruneta. W drzwiach stoi Niall.
Dlaczego ja?
- Niall, ja to wyjaśnię ! - krzyczę.
- A co tu wyjaśniać? Jesteś jędzą, nic poza tym. A ty - zwraca się do Harry'ego - fałszywym dupkiem. I pomyśleć, że miałem was za przyjaciół !
- Co to za wrzaski ? - przyszedł Matt. - O co chodzi tym razem? - dopytuje się.
- O nic. Idę stąd, za dużo tu śmieci - powiedział Niall i wyszedł. Poczułam silne kłucie w sercu, tak silne, że niemal zwaliło mnie z nóg.
- Niall zaczekaj! - krzyknęłam biegnąc za chłopakiem.
- Czego? - warknął.
- To ja ją pocałowałem, protestowała - powiedział Harry. Odwróciłam się w jego stronę posyłając mu przepraszające spojrzenie. Wiem, ile znaczą dla niego te słowa.
- Słyszysz, Niall, słyszysz ?! - krzyczę.
- Słyszę, uspokój się - powiedział, po czym próbowałam go przytulić. Wręcz rzuciłam mu sie na szyję. Poczułam jak mnie odpycha.
- Proszę nie odtrącaj mnie! Nie odtrącaj ! - desperacko opadam na ścianę i zsunęłam się na podłogę. A po moich policzkach zaczęły spływać łzy.
- Chodź tu - powiedział w końcu. Usiadł obok mnie i przytulił. Matt i Harry wyszli z mieszkania, Matt zapewne na papierosa, a Harry jak najdalej. Jak najdalej ode mnie.
- Ale ze mnie histeryczka - płaczę.
- Ciiiii - głaszcze mnie po włosach.
- Tęskniłam za twoim dotykiem -  mówię po chwili ciszy.
- Teraz to brzmi to trochę niedorzecznie - mruczy.
- Przepraszam, naprawdę bardzo, bardzo przepraszam.
- To nic, przecież nie jesteśmy razem, nie musisz mnie przepraszać - mówi.
Auć.
- Nie mów tak jakbym znaczyła dla ciebie tak niewiele.
- Problem w tym, że znaczysz stanowczo zbyt dużo - pokręcił głową.






Następny rozdział pojawi się w środę.
Teraz będę pisać regularnie



Czytasz = komentujesz

Pamiętaj, bo to bardzo motywuje.

czwartek, 2 października 2014

Rozdział 30

                                                             
Prze­bacze­nie jest naj­trud­niej­szą roz­mową kończąca się słowem ”zostań” 





- Hej - mówi Matt wychodząc z salonu. Na dźwięk jego głosu mimowolnie podskoczyłam.
- H-hej - uśmiecham się krzywo.
- Jak było na randce? - chichocze.
- Randce? O przestań, najgorsze dwie godziny mojego życia - mówię szczerze.
- Uuu, nie spodobało się księżniczce? - pyta żartobliwie.
- Spadaj - daję mu kuśtyka w bok.
- A tak poważnie, jak było?
- No mówię, fatalnie. Kevin jest... jest jakiś dziwny - krzywię się.
- Ooo, no co ty! - śmieje się.  - Nie zauważyłaś tego wcześniej ?
- No jakoś nie. Pytał czy może jechać z nami pod namioty - tłumaczę.
- Co? Powiedz tylko, że się nie zgodziłaś.
- Jak powiedziałam mu, że nie to zaczął gładzić mnie po policzku i mówić, że na pewno mogę was przekonać.
- Plant - prychnął.
- Co dziwniejsze, gdy wybiegłam z samochodu krzyknął coś w stylu " Mnie się nie ignoruje " a przed chwilą dostałam dziwnego sms'a.
- Jak to dziwnego?
Pokazałam chłopakowi wiadomość.
- Wiesz co, wydaje mi się, że  to któraś z fanek chłopców - mówi próbując dodać mi otuchy.
- Nie wiem, mam nadzieję, że to czysty zbieg okoliczności - ucinam temat.


***


" Masz 1 nieodsłuchaną wiadomość na poczcie głosowej "



- Rozmawiałem z Katy –  słyszę głoś Nialla.
- Ja też  - i Harry'ego.
- Co? Czemu?
- Jak to czemu? Pytałem się czy jedzie z nami pod namiot
 - I co Ci powiedziała?
- Nic konkretnego, nie określiła się. Pytała tylko kto jeszcze jedzie i tyle.
- Mi powiedziała, że jedzie
 - A rozmawiałeś z nią  o was?
- O Boże, Harry, nie ! Ty to jesteś taki mądry teraz, a nie wiesz przypadkiem co mam jej powiedzieć?
- No, to co czujesz. Jezu, Niall, zachowujesz się jak zniewieściały chłopczyk.   
- Dzięki za radę, przyda się
- Przestań się nad sobą użalać
- Słucham? Dziewczyna, którą kocham nad życie odmówiła na moje oświadczyny i na dodatek ze mną zerwała, a Ty mi mówisz „ przestań się nad sobą użalać’’ !
-  Ona potrzebuje faceta a nie małego chłopczyka!
 - I jeżeli, Ty nie będziesz dla niej facetem wiedz, że nie zawaham się już ani chwili dłużej.
- Co Ty powiedziałeś?! Chcesz mi odbić dziewczynę, taki z ciebie przyjaciel?!
- Słyszałeś. Nie mogę się doczekać, gdy ponownie spróbuję jej malinowych ust.
- Ani mi się waż ją dotknąć.
- To jest miłość, tu nie ma zasad.



Odsłuchując tą wiadomość omal nie spadłam z krzesła. "To jest miłość, tu nie ma zasad" ? Co on wygaduje? Jakiś nienormalny jest czy co.
Nie zastanawiając się już dłużej wybrałam numer Harry' ego.
- Halo? -  odebrał.
- No halo, halo - parsknęłam.
- Hej Katy - mówi ciepło, a jego ton głosu sprawia, że niemalże widzę jego uśmiech.
- Wyjaśnij mi jedną rzecz.
- A mianowicie?
- Powiedz mi w jaki sposób chcesz ponownie spróbować moich malinowych ust?
- Co? Nie wiem o co chodzi...
- Ależ wiesz! - przerwałam mu. - I nie zawahasz się ani chwili dłużej.
- Skąd to wiesz? Ten pedał ci już o wszystkim powiedział, tak ?
- Nie, nagrał mi się niechcący na pocztę. I jaki pedał? Co ty wygadujesz?
- Aha, jasne! Tylko pedały się tak zachowują, niby mówi, że cie kocha a tak naprawdę ryczy w koncie i czeka aż sama się za niego weźmiesz - prycha.
Mówi, że mnie kocha?
Po tych słowach od razu zrobiło mi się cieplej na sercu.
- To chyba nie twoja sprawa, co nie? - mówię pół tonu głośniej.
- Gdybyś wybrała mnie to nie zaciągnąłbym cie na siłę do łóżka i nie zabrał w tak oklepane miejsce! Pff, Paryż. Już mniej oryginalnie się nie dało!
- A co ty wiesz, Harry? - śmieję się sarkastycznie.
- Wiem, że gdy mnie pocałowałaś miałaś nogi jak z waty i motyle w brzuchu. To nie był wypadek, chciałaś tego tak samo jak ja. Katy, przyznaj w końcu, pocałowałaś mnie! I podobało ci się - praktycznie krzyczy.
 - Przestań to rozpamiętywać. W co ty grasz, Styles? Nie poznaję cie - powiedziałam z niedowierzaniem.
- Nie zaprzeczysz, bo to było magiczne. Od tego nie uciekniesz.
- Od czego niby? - fukam.
- Od tego co siedzi ci głęboko w sercu, tam jest dla mnie malutka nadzieja, którą skryłaś jeszcze bardziej - powiedział prawie łamiącym się głosem.
- Przykro mi, że opacznie odbierasz moje sygnały. Ale między nami nic nie ma, zrozum.
- Opacznie?? Na litość boską, co ty wygadujesz?! Pocałowaliśmy się, mam ci to przeliterować??
- No tak, i co w związku z tym? To było kiedyś a teraz jest teraz i nie wracajmy do tego.
- Nie wracajmy, słucham? Z żadną dziewczyną nie było mi lepiej w łóżku niż trwając z tobą w tym magicznym pocałunku! Tak, był magiczny. Nie mogę przestań to powtarzać !
To chyba jakaś paranoja.
- Harry, uspokój się - mówię łagodnie.
- Jak ma być spokojny? Wypierasz to z pamięci jakby to było coś złego, nie rozumiesz, że ja też mam uczucia?
- Ta rozmowa na pewno nie jest na telefon.
- Nie ma sprawy mogę być u ciebie za pół godziny.
- Do zobaczenia - powiedziałam i się rozłączyłam. Opadłam bezsilnie na krzesło zastanawiając się przy tym jak bardzo jestem pokręcona. Czy nie może być w końcu normalnie?
Nagle do głowy wpadł mi pewien pomysł - zadzwonię do Niall'a. On zapewne znajdzie na to rozsądne wytłumaczenie.
- Halo? Niall?
- Katy? Coś się stało? - pyta zatroskany.
- Nie. To znaczy tak. Ughh, nie wiem - wzdycham.
- A więc słucham - mówi miękko.
- Przez przypadek nagrałeś mi się na pocztę i słyszałam twoją rozmowę z Harry'm, o mnie. Ja... ja nie wiem co myśleć. Oczekuję wyjaśnień...
Po drogiej stronie słuchawki usłyszałam westchnięcie a potem głuchą ciszę.
- Halo? Jesteś?
- Mhhm - mruknął.
- Powiedz coś.
- Ale nie wiem co. Głupio wyszło... Nie chciałem, żebyś wiedziała, że sobie nie radzę - mówi skrępowany.
- Mi też jest ciężko, uwierz. Ale nie przejmuj się tym co on wygaduje. Dla mnie zawsze byłeś i będziesz facetem a nie chłopczykiem.
- Ale co z tego skoro twoje uczucia wyblakły?
- Niall, wcale nie wyblakły... - przyznaję.




Następny rozdział... UWAGA trurtutututuu.... w niedzielę ! :)

wtorek, 5 sierpnia 2014

Rozdział 29 / KONKURS /



Groźba?





Ignorując dzwoniący telefon przewracam się na drugi bok. Dosłownie przysięgam, że jak nie przestanie dzwonić w ciągu pięciu sekund wywalę go przez okno!
- Katy, wstawaj ! - słyszę głoś Matt'a .
Przewracam oczami i wygrzebuję się spod kołdry. Odblokowuję telefon. 
"7 nieodebranych połączeń od : Harry " 
Niemalże natychmiast oddzwaniam.
- Dzwoniłeś - mówię, gdy odbiera.
- Dzień Dobry, dobrze spałem. Dzięki.
- Do rzeczy, Harry. Spóźnię się do pracy - poganiam go.
- Chciałem się zapytać czy jedziesz z nami pod namiot. 
Czy ten idiota dzwoni do mnie o ósmej rano tylko po to, żeby spytać czy jadę z nimi pod jakieś durne namioty ?!
- Taa - odpowiadam. 
- Niall się ucieszy - chichocze. 
- Właściwie to kto jedzie? - pytam.
- My, Niall, Caroline, Lous i Matt.
- A właśnie, jak z Caroline?
- Już jej przeszło - śmieje się.
- Dobra, ja kończę. Cześć - rozłączam się. 
Naciągam na siebie szlafrok i wlokę się do kuchni. 
- Heej  - mówię zaspanym głosem.
- Hej, jak się spało? - Matt się uśmiecha.
- Krótko - odpowiadam, na co chłopak śmieje się pod nosem.
- Jedziesz pod te namioty ? - dodaję.
- Ym, chyba. Sądzisz, że nie powinienem? 
- Nie, jasne, że powinieneś ! Będzie fajnie - uśmiecham się.
- W sumie to masz racje - odwzajemnia gest.
- O której odebrać Cię z pracy ? - pyta.
- Dzisiaj jestem umówiona z Kevinem - mówię beznamiętnie. 
- Tylko mi się nie całuj - śmieje się.
- Takie rzeczy to po ślubie - dołączam do przyjaciela.



***


- Więc gdzie chce Pani jechać? - pyta Kevin, gdy wsiadamy do jego samochodu. 
- A Pan? - uśmiecham się.
- Myślałem może o jakiejś restauracji - mówi tajemniczo.
- A mianowicie? 
- Nie do końca wiem jak się nazywa, ale jest siedem przecznic od kawiarni - informuje mnie.
- Nie ma sprawy, jestem strasznie głodna - łapię się za brzuch.
- Taa, ja też - uśmiecha się zalotnie. 
Gdy mijamy Nando's  jego dłoń wędruje na moje udo. Zaczynam się wiercić próbując strącić jego rękę, ale to na nic. Zaczyna być coraz bardziej nachalny.
- Co Ty robisz?? - pytam.
- Ja tylko... przepraszam... 






__________________________________
Niall




Odbierz ten telefon,  do cholery. Odbierz.Ten.Telefon.. Chyba zaraz wybuchnę !  Czemu Harry nie odbiera telefonu ?!  Po dziesiątej próbie daje sobie spokój... Wybieram numer Katy. Jeden sygnał, drugi sygnał, trzeci sygnał. Cholera jasna by to wzięła!
- Halo? - słyszę kojący moje nerwy głos.
- Hej, Katy, tu Niall.. - zaczynam.
- O hej! - mówi radośnie.
- Chciałem się dowiedzieć, czy zdecydowałaś się jednak jechać z nami pod namiot? 
- Tak, z chęcią z Wami pojadę. Kiedy?
- Planowaliśmy już jutro - uśmiecham się.
- Nie ma sprawy, o której ? 
- Umm, nie wiem... czternasta? Z chłopakami mamy ustaloną miejscówkę, jak się jedzie do Holloway, w lewo - tłumaczę
- Okej, Matt powinien wiedzieć gdzie to jest, w takim razie do jutra - mówi.
- Pa - rzucam.
- Katy, poczekaj ! - dodaję szybko, ale dziewczyna zdążyła się już rozłączyć.

Wybieram jej numer jeszcze dwukrotnie, ale włącza się tylko poczta głosowa.  Z jednej strony to może i dobrze, bo teraz doszedłem do wniosku, że tak naprawdę nie mam pojęcia co jej powiedzieć. Chyba „Kocham Cię, do jutra‘‘ zabrzmiałoby żałośnie. Dlaczego nie potrafię się spiąć i w końcu ją odzyskać? 

***

- Rozmawiałem z Katy – mówię Harry’emu, gdy schodzę do salonu.
- Ja też.
- Co? Czemu? – krzywię się.
- Jak to czemu? Pytałem się czy jedzie z nami pod namiot – wyjaśnia.
- I co Ci powiedziała?
- Nic konkretnego, nie określiła się. Pytała tylko kto jeszcze jedzie i tyle.
- Mi powiedziała, że jedzie – uśmiecham się.
- A rozmawiałeś z nią  o was? – pyta.
- O Boże, Harry, nie ! Ty to jesteś taki mądry teraz, a nie wiesz przypadkiem co mam jej powiedzieć?
- No, to co czujesz. Jezu, Niall, zachowujesz się jak zniewieściały chłopczyk.   
- Dzięki za radę, przyda się – prycham sarkastycznie i idę do kuchni zrobić sobie kawę.
- Przestań się nad sobą użalać – mówi.
- Słucham? Dziewczyna, którą kocham nad życie odmówiła na moje oświadczyny i na dodatek ze mną zerwała, a Ty mi mówisz „ przestań się nad sobą użalać’’ !
-  Ona potrzebuje faceta a nie małego chłopczyka! – krzyczy.
- I jeżeli, Ty nie będziesz dla niej facetem wiedz, że nie zawaham się już ani chwili dłużej.
- Co Ty powiedziałeś?! Chcesz mi odbić dziewczynę, taki z ciebie przyjaciel?! – krzyczę.
- Słyszałeś. Nie mogę się doczekać, gdy ponownie spróbuję jej malinowych ust – uśmiechnął się.
Nie mogłem już dłużej wytrzymać. Gdy moja pięść zderzyła się z jego twarzą poczułem niesamowitą ulgę.
- Ani mi się waż ją dotknąć.
- To jest miłość, tu nie ma zasad.
 Nie mogę uwierzyć, że Harry tak bezczelnie chce mi ją odebrać!





________________________________________________
Katy




- Dziękuję za miłe popołudnie - uśmiecha się.
- Nie, to ja dziękuję - odwzajemniam gest. Naprawdę nie spodziewałam się, że moim szefem okaże się tak uprzejma i miła osoba jak Kevin. 
- Hmm, masz ochotę wyskoczyć gdzieś jutro? - pyta.
- Jeżeli to randka to nie jestem zainteresowana - mówię szczerze.
- Nie, towarzyskie spotkanie.
- Jutro niestety nie mam czasu, wybieramy się ze znajomymi pod namioty. 
- Naprawdę? Też miałem jechać, gdzie się wybieracie? 
- Gdzieś na lewo od Holloway, nigdy tam nie byłam.
- To jedziecie pewnie główną trasą, potem skręcacie do lasu?
- Umm, prawdopodobnie. Właściwie to skąd te pytania? - dziwię się.
- A tak tylko pytam...
Czy tylko dla mnie to wydaje się być dziwne?
 - Mogę się do was dołączyć? - pyta.
Co?
- Hmm, nie wiem, nie ja to organizuję... - mówię skrępowana.
- Jestem pewien, że mogłabyś ich przekonać - uśmiecha się gładząc dłonią mój policzek.
- Yyy, ja nie wiem. Narazie - powiedziałam i szybko wysiadłam z samochodu.
Zamykając drzwi usłyszałam jego krzyk " Mnie się nie ignoruje! ".
Wchodząc do mieszkania poczułam, że mój telefon wibruje, sms:

" Pożałujesz "


UWAGA UWAGA !


Mniejszym ogłaszam mały konkurs.
Ten, kto opisze w komentarzu najciekawszy ciąg dalszy zostanie nagrodzony.
Nagroda jest oczywiście niespodzianką. Proszę podpisywać się nickiem z Twittera.
Zaznaczam, że to jest przed ostatni rozdział pierwszej części.
Masz ciekawy pomysł na zakończenie? 
Napisz mi w komentarzu. 
Zwracam uwagę na rozbudowane komentarze, treściwe, bez spamu. 


~ @klapciatek


~~


czytasz = komentujesz

wtorek, 24 czerwca 2014

Rozdział 28

W tym momencie Niall pogładził swoją ciepłą dłonią moją drobną dłoń. Poczułam nieprzyjemne ukucie w sercu. Zrobiło mi się sto razy gorzej, gdy pomyślałam, że go straciłam. Straciłam praktycznie wszystko. Co z tego, że mam pracę ? Wolałam już być bezrobotną idiotką, niż żyć bez Nialla. W gruncie rzeczy wyjdzie mi to na dobre, z resztą jemu też. Ile można mieć na utrzymaniu taką niewdzięcznice? Nie dziwię się, że tak postąpił. Kochał mnie a ja to zniszczyłam...
Słabo się do niego uśmiechnęłam i odsunęłam rękę. Co ja robię? Przecież powinnam być twarda, powinnam być taką jaką zawsze chciałam. A nie naburmuszoną nastolatką z problemami.
- Znajdziemy ją, Louis - powiedziałam w końcu.
- Nie ma innego wyjścia - poparł mnie Niall.
- Louis, czy powiesz mi co do ciężkiej cholery się z Tobą dzieje?! - wybuchł Harry.
- Nic - mruknął. W tym momencie wjechaliśmy w ulicę poprzedzającą kawiarnię, w której pracuję.
- Nie, w ogóle - burknął Styles. Jestem rozbita wewnętrznie, czuję psychiczny ból. Czuję, że mogę stracić Caroline. Była dla mnie wsparciem, otuchą. Potrzebowałam w końcu jakiejś baby w tym domu, była dla mnie przyjaciółką, której nigdy nie miałam. Chciałabym, żeby wszystko przestało się w końcu walić.
- Jest ! - krzyknął  Niall. Wszystkie pary oczy kłopotliwie spojrzały w wskazaną przez Lou stronę. Siedziała na krawężniku parkingu, gdzieś niedaleko mostu. Miała zaczerwienione oczy i mokrą chusteczkę w rękach.
Jej paznokcie były pozdzierane, praktycznie nic nie zostało z jej czerwonego lakieru. Gdy tak na nią patrzyłam spostrzegłam jak na jej twarz wkrada się mały uśmieszek...
Kiedy Louis zahamował wszyscy poderwali się do wyjścia.
- Nie ! - krzyknęłam. -  Ja pójdę, zostańcie- poradziłam i spokojnie wyszłam z samochodu. Podeszłam do blondynki, po czym ją przytuliłam.
- Wracajmy do domu - powiedziałam cicho. Caroline mruknęła pod nosem coś niezrozumiałego.
Nie wiem co dokładnie miała na myśli, ale wzięłam to za " tak ".
- Dlaczego uciekłaś? - spytałam.
- Upokorzył mnie - powiedziała ledwie słyszalnie.
- Kto taki?
- Harry - pisnęła.
- On ma ogromne serce, na pewno nie zrobił tego celowo - pocieszam ją.
- Nie rozumiesz, Katy. Nie znasz całej prawdy, mam dość, nie potrafię dalej tak udawać - płacze.
- Powiedz mi o co tu chodzi - proszę.
- Niech Ci Harry powie, nie mam już siły - wzdycha.
- Chodź, jedziemy do domu - powiedziałam podnosząc się. Dziewczyna zrobiła to samo i poszłyśmy w kierunku chłopców. Jak wsiadłyśmy wszyscy gorączkowo na nas spojrzeli, szczególnie Louis.
- W porządku - wydukała Carls w stronę Lou. Chyba nie wiedział jak ma się zachować, bo w ogóle nie zareagował.


   ***

Jasne światło latarni delikatnie muskało przepełnione ciemnością ulice, tworząc przyjemny widok dla oczu. W powietrzu unosił się zapach  nocy, uwolnienia oraz smutku i cierpienia. W głowie wciąż panował nieustający mętlik, wyrzuty sumienia i tęsknota. Czułam, że powoli staję się jak kłębek nerwów. Z nadzieją, że ból minie, upijam łyk gorącej czekolady. Opieram głowę o ścianę i bardziej zagrzebuję się w koc.
Przymykam powieki i daję upust emocjom, kolejny raz...




__________________________________________
Niall




Zgniatam kolejną kartkę i wyrzucam ją gdzieś za siebie. Przecieram dłońmi twarz, jak gdybym w ten sposób mógł zetrzeć zmęczenie, samotność i smutek. Piszę na kartce kolejne wersy, ale nic nie się tak naprawdę nie składa, wyrywam następną kartkę.


Zostało tylko echo
Ciebie już tu nie ma, nie zmienimy już nic
Zostało tylko echo
Stoję i zaciskam swe pięści do krwi
Zostało tylko echo
W sercu mam ogień, ogień żłobi mi łzy
Zostało tylko echo
Tylko powiedz mi dlaczego, powiedz mi

Obraz stoi przed oczami
Nie potrafię oddychać ustami, wiesz mnie zatyka
Tracę głos jak dławiący gardło but
Los wspomnień mroczna moc
Gdzie dziś marzenia nasze są?
Blizny po szczęściu, oko zaszło mgłą
Mamy bezwietrzny wieczór
Cisza krzyczy szeptem, którego nikt nie umie słyszeć
Uciec od tego i nie wrócić
Kłopoty, zamknąć oczy, zniknąć w nocy
Uśmiech przez łzy- to nic nie zmieni
Niczego nie da się naprawić, wyjaśnić, wymienić
Naszych problemów nie rozwiąże już telefon
Kolejny raz w ścianę uderzam pięścią
Chociaż nie jestem winny, tępy ból, zapijmy...
Tak bardzo czuję się bezsilny...








***

Otwieram oczy, dookoła znów ten sam, pusty pokój, puste łóżko. Jest smutno, nie usłyszałem od niej "Dobranoc" i nie mogłem przez to usnąć. Poranki też nie należą do ulubionej części dnia. Z resztą co bym nie robił i tak wszystko, dosłownie wszystko przypomina mi jak planowaliśmy  wspólną przyszłość.



poniedziałek, 12 maja 2014

Rozdział 27


 Ucieczka nie zawsze jest właściwa




- Tak mi przykro - mówię przytulając blondynkę.
- Nie, Louis! Wcale nie jest Ci przykro, nikomu nie jest przykro! - krzyknęła odpychając mnie.
- Carls, uspokój się... - mówię delikatnie.
- Uspokój się ! Uspokój się... - powtarza. - Jestem spokojna! W ogóle po co mnie tu ściągnęliście? - krzyczy.  - Jesteście tacy sami, wszyscy ! Wiedziałeś o tym, tak?! No jasne, to wasz zasrany układ! - ciągle krzyczy nie dając mi dojść do słowa.
- Caroline! - krzyczę na nią. - Przestań krzyczeć, nie było żadnego układu, co Ty mówisz?
- Kłamiesz, łgarz. Tak bezczelnie, prosto w oczy... - piszczy, a po jej policzku spływa kolejna fala łez. Mruknęła jeszcze coś pod nosem i wybiegła z pokoju. Chyba musi pobyć trochę sama, w każdym bądź razie powinien dać jej trochę spokoju. To wszystko zdecydowanie  ją przytłoczyło... Niall, Katy, Carls i Hazz... Czy przypadkiem nie za dużo się dzieje? Nasze życie przypomina jakąś telenowelę.
- Hej - mówi Harry stojąc w drzwiach.
- Hej, właź - uśmiecham się niechętnie.
- Gdzie pobiegła Carls? - pyta.
- Nie wiem, nie ma jej w domu? - marszczę czoło. Mam nadzieję, że nie poszła na długo.
- Nie, wybiegła zapłakana... - marudzi Harry. Co mnie to w ogóle obchodzi?!
- Zraniłeś ją - zauważam.
- Nigdy nie obiecywałem jej miłości, to ona się nastawiła - śmieje się chłopak.
- Co Cie tak śmieszy? Że dziewczyna cierpi? - pytam poddenerwowany.
- Nie, nie to. Z resztą co Ty się nią tak przejmujesz? Czyżbyś się zakochał? -woła brunet.
- Nie! - szybko zaprzeczam. - Ja tylko ją lubię, i szkoda mi się jej zrobiło - tłumaczę. Nie mówię całej prawdy, bo w sumie po co? Wszystko jest już i tak niesamowicie pogmatwane... Jedno kłamstwo nie zrobi różnicy. Uśmiecham się w duchu.
- Jak tam chcesz, daj znać jak się odezwie czy coś - bełkocze.
- A co z Katy? - pytam.
- Jest świeżo po rozstaniu - przewraca oczami. Jak on mnie wkurza.
- Aha - prycham zirytowany. Niech on sobie w końcu pójdzie !
Harry zdaje się nie zwracać na mnie najmniejszej uwagi i w ciszy opuszcza mój pokój. I bardzo dobrze, mam dość tych gierek. Ani Kary ani Caroline nie jest zabawką.





                              _____________________________________________________________
                                                                                           Katy




Wysiadamy z jego samochodu i idziemy do jego mieszkania. Tak bardzo chciałabym nazwać go po prostu domem. Moim domem...
- Więc kawa? - uśmiecha się.
- Byłoby miło - uśmiecham się.
- O no proszę, kogo my tu mamy - mówi Matt.
- Co, gołąbeczki wróciły? - śmieje się z kuchni Harry.
- Harry, pysk ! - drę się, siadając na kanapie. Harry tylko niewinnie chichocze.
- Jak na basenie? - dopytuje się Louis.
- Umm, całkiem... Ciekawie... - śmiejemy się.
- Tak? U nas też było ciekawie - drażni się chłopak. Niall rzuca w niego poduszką i siada niedaleko mnie. Kątek oka widzę, że chciał mnie objąć, ale w ostatniej chwili przypomina sobie, że...
- Spadaj - uśmiecha się Niall.
- Proszę - Hazz podaje mi kawę, a sam siada na fotelu.
- Dzięki.
- Co u Ciebie? - pyta Harry.
- W porządku, pracuję - chwalę się.
- A tak, wspominałaś. To jak darmowa kawa dla wszystkich? - śmiesznie porusza brwiami.
- Emm, nie wiem czy  Kevin nie będzie miał nic przeciwko - mówię lekko skrępowana.
- Napewno nie - uśmiecha się Matt. - Jedyna, niepowtarzalna kawa robiona przez Kate Brown dla wszystkich ! - śmieje się chłopak.
- Chętnie jutro wbijemy - mówi Niall.
- Wszyscy są mile widziani - mówię. - Właściwie, to gdzie jest Carls? - rozglądam się.
- Wyszła - odparł Lou.
- Nie wiesz kiedy wróci? - dopytuję się.
- Niestety nie... - mówi smutniej.
- A - mruczę. Chłopcy uparci przedyskutowywali jakąś " ważną sprawę", ale nie słuchałam o co chodzi. Jedyne co mnie zastanawia to gdzie jest Carline. Chciałabym z nią pogadać, umówić się, spędzić trochę czasu... Nie powiem, brakuje mi jej.
- Katy, słyszysz? - trąca mnie blondyn.
- Co? - pytam wyrwana z kontekstu.
- Ten wypad pod namiot, to jak? - pyta Harry.
- Co jak? Wybieracie się? -pytam.
- Jedziemy, na biwak. Oderwiemy się od tej monotonnej codzienności - mówi podekscytowany Matt.
- Kiedy?
- Jeszcze zobaczymy, obgadajmy to z Carls - proponuje Carls. A on tylko o niej...
- W porządku, jak nie będę miała pracy to okej - uśmiecham się. - Przepraszam na chwilę - wstaję z kanapy i idę do kuchni. Wybieram numer Caroline. Jeden sygnał, drugi, trzeci, czwarty... Co jest?! Dzwonię jeszcze raz, tym razem odbiera.
- Halo? Carls?
- Katy? - słyszę jej głos.  - Płaczesz? - pytam.
- To koniec, rozumiesz? - mówi zapłakana.
- Jaki koniec? Gdzie Ty jesteś ? - krzywię się.
- Daleko - bełkocze.
- Za ile będziesz? - próbuję coś z niej wyciągnąć.
- Nie będę w ogóle - płacze. - Nie szukajcie mnie... Żegnaj - płacze raz jeszcze i się rozłącza.
Przerażona wbiegam do salonu.
- Możecie przełożyć pogawędkę o biwaku na później? Caroline uciekła - informuję ich.
- Jak to uciekła? - krzywi się Harry.
- Nie wiem ! Powiedziała, że nie wróci, że to koniec - tłumaczę. Jestem bliska płaczu.
- Jedziemy - powiedział Louis podsumowują, zerwał się z kanapy i podszedł do komody. Wziął szybko klucze, portfel i wychodząc powiedział :
- Na co czekacie?! Szybko!
Wszyscy poddenerwowani siedzieliśmy w jego samochodzie w niecierpliwości przeczesując okolice. Pojedyńcza łza spłynęła mi po policzku. W tym momencie Niall pogładził swoją ciepłą dłonią moją drobną dłoń.









Hej, trochę dawno mnie tu nie było.
Mam nadzieję, że uda mi się to nadrobić.  
Wracam do Was z nowymi ciekawszymi rozdziałami ! ^ ^
W sumie, co do tego, to nie jestem z niego zadowolona...
Chociaż wolę dodać coś takiego niż w ogóle nic nie dodawać.
Zachęcam Was do komentowania i brania udziału w ankiecie.
A szczególnie do komentowania !
Nawet nie wiecie jak to to bardzo motywuje, naprawdę !
Co do bloga, to wymyśliłam coś czego się pewnie nie spodziewałyście...
Kończę to opowiadanie, a mianowicie pierwszą serię : D
To nastąpi jakoś w 30 rozdziale, może jakoś potem.
W każdym bądź razie około 30.
Pod ostatnim rozdziałem 
pierwszej części serii pod tytułem
" Change "
Pojawi się zwiastun drugiej części.
Mam nadzieję, że jesteście ciekawi co wydarzy się dalej... : )

Czytasz = komentujesz

niedziela, 27 kwietnia 2014

Rozdział 26

W rzeczywistości tylko marzę o tym,żeby skopać tyłek temu  całemu szefuńciu. 
- To fajnie - lekko się uśmiecha.
Uwielbiam jej uśmiech, jest taki niewinny a zarazem ironiczny. W  Katy jest coś czego nie potrafię wyjaśnić, jej po prostu nie da się nie kochać. 
- Jakoś nie mogę się odnaleźć w tej całej sytuacji - dodaje po chwili niezręcznej ciszy.
Fakt, ja też.
- No. Nie tylko Ty - mruczę.
- Czemu jesteś taki niemiły? - krzywi się brunetka. 
- Nie jestem niemiły, tylko zdystansowany - tłumaczę patrząc na dziewczynę. Jej oczy zaszły mgłą, a usta ułożyły się w cienką linię. Prawdopodobnie pod wpływem stresu, jaki odczuwa w moim towarzystwie.
- I zły, co nie? Jesteś zły na mnie za to, że nie dałeś mi dojść do słowa - parska. 
Mogę dostrzec na jej czole niewielką zmarszczkę i wydęte usta, wygląda jak mała obrażona dziewczynka.
- Nie wiem o co Ci chodzi - bąkam.
- Może i nie przyjęłabym zaręczyn, ale to na pewno nie dlatego, że Cie nie kocham - wypala. 
- Przed chwilą mówiłaś, że to za wcześnie na takie rozmowy! Może byś się tak określiła w końcu?! - wybucham. 
Ponownie zerkam na dziewczynę, ale nie widzę w niej dawnej Katy. Teraz moje oczy dostrzegają złą i wystraszoną kobietę, której drży warga.
- Nie...  Nie k - krzycz - mówi cicho. 
- Przepraszam - wzdycham. - Naprawdę nie chciałem Cie wystraszyć - mówię łagodnie.
- Co się z nami stało ... - pochlipuje. 
Nie wiem jak mam się zachować. Przytulić, nie dotykać czy w ogóle odejść...
- Wiem, że to moja wina - mówię w końcu.  - Fakt, nie chciałem tego przyznać, ale - urywam. 
- Ale? 
- No, jest mi wstyd, że tak się zachowałem - przyznaję. Czuję ulgę, że to z siebie wyrzuciłem. 
- W porządku, mi też - blado się uśmiecha.
- Możemy wrócić do tego co było? Naprawdę już kompletnie nic do mnie nie czujesz, nie wierzę... - bąkam.
- Nie, Niall. Chcę się usamodzielnić, mówiłam Ci - wzdycha.
- Jesteś samodzielna - uśmiecham się.
- Tak, bardzo - śmieje się.
Gdy chcę palnąć jakąś chamską głupotę dzwoni mój telefon.
- Sorry.  - Halo? - odbieram.
- Gdzie Wy jesteście?
- Nie przeżywaj Harry - śmieję się.
- Nie przeżywam, tylko pytam, co Wy najlepszego robicie? 
- Sam kazałeś mi spiąć dupę, a teraz masz jakiś problem - krzywię się.
- Nie mam żadnego problemu! A róbcie co chcecie - piszczy i się rozłącza. 
- To tylko Harry - mówię Katy.
- Co chciał ? - pyta.
- W sumie to nie wiem - wzdycham. - Pytał gdzie jesteśmy - dodaję po chwili namysłu. 
- Aha - mruży oczy.  - Właściwie to po co mu to wiedzieć - myśli na głos.
- Nie mam pojęcia, po prostu jest wścibski i tyle - wzruszam ramionami. 
- Taa, coś w tym jest - uśmiecha się. 
- Wiesz, co? Powinniśmy częściej jeździć na basen - śmieję się, żeby rozładować atmosferę. 
- Tak, zdecydowanie. Oni teraz się zapewne suszą a leniuchujemy w najlepsze.
- Jutro też idziemy na basen? - pytam z nadzieją.
- Jutro nie... - wzdycha. - Mówiłam Ci.
- A no tak. W takim razie może pojutrze? - nie daję za wygraną. 
- Ale na basen, basen czy tako gdzieś ? - pyta radośnie. - Tako, myślałem może nad jakimś wyjazdem gdzieś dalej... - mruczę.
Sam nie jestem pewien co do moich myśli, ale taki wypad chyba nikomu nie zaszkodzi...
- Ciekawe gdzie - chichocze. 
- Sam nie wiem ... - uśmiecham się.









  _____________________________________________________________________________                                                                         Harry





- I co powiedział? - spytała Carls. 
- Coś tam, że robię problemy. Nie wiem dokładnie o co mu chodziło - tłumaczę.
- Z nim się ostatnio w ogóle dogadać nie można - narzeka blondynka. 
- Zauważyłem, chyba przeżywa te rozstanie - mówię.
- Przeżywa? - kpi dziewczyna.
- Na swój sposób, przecież nie będzie płakał jak mała dziewczynka - marszczę czoło wyobrażając sobie Nialla w takim stanie.
- Nie znam się, nie wiem jak przeżywacie zawody miłosne - lekko się uśmiecha.
- Zależy od chłopaka, nie ma na to zasady - uśmiecham się kładąc dłoń na jej kolano. 
W samochodzie robi się tłoczno, kiedy przychodzi reszta towarzystwa z szatni. Louis zajmuje miejsce obok Caroline, a Matt siada za kółkiem. Nie mógł usiąść z przodu?
 Gdy szatyn zauważa moją rękę na nodze blondynki posyła jej dziwne spojrzenie. Na co ona znacząco odchrząka i zaczyna się wiercić, zrzucając moją rękę.
- Coś nie tak? - pytam całując ją w skroń, tym samym spoglądając na rozzłoszczonego Louisa.Wtedy on odwraca głowę w naszą stronę i wywraca oczami.
- Yhmmm... N - nie ... - bąka Carls.
- Na pewno? Jesteś jakaś dziwna - zauważam.
- Na pewno - odpowiada. - Pogadamy w domu - mówi smutnie. W tym momencie Matt  włącza  radio i dziewczyna już zupełnie przestaje mnie słuchać.



Kilkanaście minut później




 Gdy wchodzę do domu od razu kieruję się do kuchni, wyjmuję piwo z lodówki i idę do salonu. Po drodze natykam się na Caroline.
- Mieliśmy pogadać - przypominam uśmiechając się. Siadamy na kanapę.
- Powiem prosto z mostu... Kochasz mnie? - zakrztuszam  się powietrzem.
- No wiesz...  Trudno powiedzieć - mamroczę.
- Nie, prawda? - prostuje. 
- W jakiś sposób mi na Tobie zależy, ale chyba Cie nie kocham - mówię szczerze.
- Tak myślałam - bąka.
- Przepraszam, źle to powiedziałem - karcę się w myślach.
- W porządku... Ja... Ja Cię też - mówi nieskładnie.
- Ty mnie też co? - pytam zdziwiony. 
- Nie kocham... - mówi cicho.
- Czemu mówisz tak cicho? - zaśmiałem się szeptem.
- Nie wiem - powiedziała normalnie, z uśmiechem.





________________________________________________________________________                                                                    Louis




Siedzę sobie w pokoju, jakby nigdy nic a tu nagle wbiega roztrzęsiona Caroline.
- Co się stało? - spytałem przerażony. 
- Miałeś rację, Louis! - płacze.
- Skarbie... - zaczynam.
- On mnie nie kocha... 




sobota, 12 kwietnia 2014

Rozdział 25


 Po każdym wy­buchu ag­resji, czu­jemy się zranieni...





Podkręcam głośność na maksa i oboje śpiewamy na cały głos nie przestając się uśmiechać.
- Wiem - szczerzę się.
-  Gdzie jedziemy? - pyta dziewczyna.
- Sam nie wiem, po prostu jak najdalej od tego całego gówna - powiedziałem pokonując zakręt.
- Za miasto? - proponuje.
- Właściwie to czemu nie... Na wzgórze? - pytam.
- Jasne, kiedyś tam często bywaliśmy. Tyle, że w piątkę - zauważa.
- Jak chcesz to możemy wrócić - wzdycham.
- Nie,nie - zaprzecza szybko. - Tylko to dla mnie szok,trochę - mówi.
- Co masz na myśli ? - dopytuję się.
- Po prostu nie spodziewałam się, że w ogóle przyjdziesz - tłumaczy.
- Dlaczego miałbym nie przyjść ? - krzywię się.
No jasne, wiem ! Może dlatego, że mnie zostawiła, upokorzyła, czy może dlatego, że  bardzo mnie okłamała.
- Bo wiem, że Cie zraniłam - mruczy.
- Też Cie zraniłem...
- Ale nawet w połowie nie tak jak ja Ciebie - broni mnie.
- Nie, źle na to patrzysz. W rezultacie to niczyja wina, że przestałaś mnie kochać - wymuszam uśmiech.
- Co? - skrzywiła się.
- No, powiedziałaś, że już mnie nie kochasz - wspominam jej słowa. - Chyba, że w ogóle mnie nie kochałaś... - dodaję.
- To skomplikowane - wzdycha.
- Właśnie nie. Ty sama sobie to komplikujesz - powiedziałem.
- Ile razy mam Cie przepraszać ?! - warczy.
- Nie chcę żadnych przeprosin ! - krzyczę gwałtownie zatrzymując się na poboczu. Pośpiesznie wysiadam z samochodu i opieram się o maskę. Muszę zaczerpnąć świeżego powietrza. Mam dosyć.
- To czego chcesz? - pyta nieco spokojniej wysiadając z auta.
- Chcę, żeby wszystko wróciło do normy, rozumiesz? - bełkoczę zdenerwowany.
- Niedługo przyzwyczaimy się do tego co jest teraz i wszystko się ułoży. Może spróbuj poukładać sobie życie z kimś innym? - proponuje i kiedy kończy ostatnie zdanie jej warga znowu zaczyna drżeć. Co jej się dzieje?! Mam ochotę wydrzeć się w niebo głosy, żeby tylko nie ryczała, ale to jeszcze pogorszy sytuację.
- Słucham? Oświadczyłem Ci się a Ty mi mówisz o ułożeniu sobie życia z kimś innym?! - wybucham.
- Niall, uspokój się... - prosi.
- Jak mam być spokojny jak wygadujesz takie głupoty! - krzyczę.
- Chcę, żebyś był szczęśliwy. Nic więcej, przecież nie chcę źle ! - krzyczy.
- Szczęście? Wytłumacz mi co to takiego, bo jakoś zapomniałem !
- Przestań się drzeć ! - próbuje mnie przekrzyczeć.
- Ale Ty mnie denerwujesz - prycham.
- Super, Ty mnie też - mówi poirytowana.
- Dobra, wracamy? - pytam mając nadzieję, że jeszcze ma ochotę gdziekolwiek ze mną jechać.
- Już masz mnie dość? Okej, jak chcesz - warczy.
- Nie mam Cie dość, po prostu się zdenerwowałem. Przepraszam - mruknąłem.
- W porządku - wzdycha. - Ja też przepraszam - uśmiecha się.
- To co, jedziemy ? - pytam. Katy twierdząco kiwa głową. Gdy wsiadamy do samochodu dziewczyna postanawia przerwać ciszę :
- Mogę Cie o coś spytać ?
- Jasne, pytaj - uśmiecham się.
- Tylko obiecaj, że się nie zdenerwujesz - prosi.
- Obiecuję.
- Od kiedy masz problemy z ... no wiesz... z agresją ? - pyta.
- Nie mam problemów z agresją - krzywię się. - Ostatnio chodzę poddenerwowany, ale nie mam żadnych problemów - dodaję spokojnie.
- Dobra - wzdycha. Wiem, że chce to przedyskutować, ale nie mam ochoty znowu na nią krzyczeć.
- Też mogę Cie o coś spytać ? - pytam. W odpowiedzi kiwa twierdząco głową.
- Od kiedy mnie nie kochasz? - zadaję  pytanie i czuję na rośnie mi gula w gardle. Sam nie wiem czy chcę wiedzieć. Katy tylko wzdycha.
- To za wcześnie na takiego typu rozmowy - bąka.
- Po prostu mi powiedz - mówię szybko.
- O już jesteśmy - zauważa. Wywracam oczami i wychodzę z samochodu. Idziemy na wzgórze i siadamy na trawie.
- Nic się nie zmieniło, co? - uśmiecham się.
- Faktycznie, jest tak samo - uśmiecha się.
- Co powiesz jak wspólny obiad jutro? - proponuję.
- Jutro... Nie mogę - mruczy.
- Albo po prostu nie chcesz - krzywię się.
- Nie, z chęcią bym poszła, ale już się umówiłam -  tłumaczy się.
- Umówiłaś się? Z kim ? - dopytuję się.
- Nie ważne - wzdycha.
- Nie możesz mi po prostu powiedzieć?
- Z kolegą, w sumie to z moim szefem - powiedziała.
- Szefem? - dziwię się.
- No.
- Masz pracę? - pytam.
- A myślisz, że jak się utrzymam ? - irytuje się.
- Gdzie pracujesz? - ignoruje jej pytanie.
- W kawiarni - uśmiecha się.
- No, proszę. A dokładniej - uśmiecham się ciepło. 
- W Taste Of  Paradise.
- Wpadnę - mówię ciepło.
 W rzeczywistości tylko marzę o tym,żeby skopać tyłek temu  całemu szefuńciu. 








Czytasz =  komentujesz