poniedziałek, 12 maja 2014

Rozdział 27


 Ucieczka nie zawsze jest właściwa




- Tak mi przykro - mówię przytulając blondynkę.
- Nie, Louis! Wcale nie jest Ci przykro, nikomu nie jest przykro! - krzyknęła odpychając mnie.
- Carls, uspokój się... - mówię delikatnie.
- Uspokój się ! Uspokój się... - powtarza. - Jestem spokojna! W ogóle po co mnie tu ściągnęliście? - krzyczy.  - Jesteście tacy sami, wszyscy ! Wiedziałeś o tym, tak?! No jasne, to wasz zasrany układ! - ciągle krzyczy nie dając mi dojść do słowa.
- Caroline! - krzyczę na nią. - Przestań krzyczeć, nie było żadnego układu, co Ty mówisz?
- Kłamiesz, łgarz. Tak bezczelnie, prosto w oczy... - piszczy, a po jej policzku spływa kolejna fala łez. Mruknęła jeszcze coś pod nosem i wybiegła z pokoju. Chyba musi pobyć trochę sama, w każdym bądź razie powinien dać jej trochę spokoju. To wszystko zdecydowanie  ją przytłoczyło... Niall, Katy, Carls i Hazz... Czy przypadkiem nie za dużo się dzieje? Nasze życie przypomina jakąś telenowelę.
- Hej - mówi Harry stojąc w drzwiach.
- Hej, właź - uśmiecham się niechętnie.
- Gdzie pobiegła Carls? - pyta.
- Nie wiem, nie ma jej w domu? - marszczę czoło. Mam nadzieję, że nie poszła na długo.
- Nie, wybiegła zapłakana... - marudzi Harry. Co mnie to w ogóle obchodzi?!
- Zraniłeś ją - zauważam.
- Nigdy nie obiecywałem jej miłości, to ona się nastawiła - śmieje się chłopak.
- Co Cie tak śmieszy? Że dziewczyna cierpi? - pytam poddenerwowany.
- Nie, nie to. Z resztą co Ty się nią tak przejmujesz? Czyżbyś się zakochał? -woła brunet.
- Nie! - szybko zaprzeczam. - Ja tylko ją lubię, i szkoda mi się jej zrobiło - tłumaczę. Nie mówię całej prawdy, bo w sumie po co? Wszystko jest już i tak niesamowicie pogmatwane... Jedno kłamstwo nie zrobi różnicy. Uśmiecham się w duchu.
- Jak tam chcesz, daj znać jak się odezwie czy coś - bełkocze.
- A co z Katy? - pytam.
- Jest świeżo po rozstaniu - przewraca oczami. Jak on mnie wkurza.
- Aha - prycham zirytowany. Niech on sobie w końcu pójdzie !
Harry zdaje się nie zwracać na mnie najmniejszej uwagi i w ciszy opuszcza mój pokój. I bardzo dobrze, mam dość tych gierek. Ani Kary ani Caroline nie jest zabawką.





                              _____________________________________________________________
                                                                                           Katy




Wysiadamy z jego samochodu i idziemy do jego mieszkania. Tak bardzo chciałabym nazwać go po prostu domem. Moim domem...
- Więc kawa? - uśmiecha się.
- Byłoby miło - uśmiecham się.
- O no proszę, kogo my tu mamy - mówi Matt.
- Co, gołąbeczki wróciły? - śmieje się z kuchni Harry.
- Harry, pysk ! - drę się, siadając na kanapie. Harry tylko niewinnie chichocze.
- Jak na basenie? - dopytuje się Louis.
- Umm, całkiem... Ciekawie... - śmiejemy się.
- Tak? U nas też było ciekawie - drażni się chłopak. Niall rzuca w niego poduszką i siada niedaleko mnie. Kątek oka widzę, że chciał mnie objąć, ale w ostatniej chwili przypomina sobie, że...
- Spadaj - uśmiecha się Niall.
- Proszę - Hazz podaje mi kawę, a sam siada na fotelu.
- Dzięki.
- Co u Ciebie? - pyta Harry.
- W porządku, pracuję - chwalę się.
- A tak, wspominałaś. To jak darmowa kawa dla wszystkich? - śmiesznie porusza brwiami.
- Emm, nie wiem czy  Kevin nie będzie miał nic przeciwko - mówię lekko skrępowana.
- Napewno nie - uśmiecha się Matt. - Jedyna, niepowtarzalna kawa robiona przez Kate Brown dla wszystkich ! - śmieje się chłopak.
- Chętnie jutro wbijemy - mówi Niall.
- Wszyscy są mile widziani - mówię. - Właściwie, to gdzie jest Carls? - rozglądam się.
- Wyszła - odparł Lou.
- Nie wiesz kiedy wróci? - dopytuję się.
- Niestety nie... - mówi smutniej.
- A - mruczę. Chłopcy uparci przedyskutowywali jakąś " ważną sprawę", ale nie słuchałam o co chodzi. Jedyne co mnie zastanawia to gdzie jest Carline. Chciałabym z nią pogadać, umówić się, spędzić trochę czasu... Nie powiem, brakuje mi jej.
- Katy, słyszysz? - trąca mnie blondyn.
- Co? - pytam wyrwana z kontekstu.
- Ten wypad pod namiot, to jak? - pyta Harry.
- Co jak? Wybieracie się? -pytam.
- Jedziemy, na biwak. Oderwiemy się od tej monotonnej codzienności - mówi podekscytowany Matt.
- Kiedy?
- Jeszcze zobaczymy, obgadajmy to z Carls - proponuje Carls. A on tylko o niej...
- W porządku, jak nie będę miała pracy to okej - uśmiecham się. - Przepraszam na chwilę - wstaję z kanapy i idę do kuchni. Wybieram numer Caroline. Jeden sygnał, drugi, trzeci, czwarty... Co jest?! Dzwonię jeszcze raz, tym razem odbiera.
- Halo? Carls?
- Katy? - słyszę jej głos.  - Płaczesz? - pytam.
- To koniec, rozumiesz? - mówi zapłakana.
- Jaki koniec? Gdzie Ty jesteś ? - krzywię się.
- Daleko - bełkocze.
- Za ile będziesz? - próbuję coś z niej wyciągnąć.
- Nie będę w ogóle - płacze. - Nie szukajcie mnie... Żegnaj - płacze raz jeszcze i się rozłącza.
Przerażona wbiegam do salonu.
- Możecie przełożyć pogawędkę o biwaku na później? Caroline uciekła - informuję ich.
- Jak to uciekła? - krzywi się Harry.
- Nie wiem ! Powiedziała, że nie wróci, że to koniec - tłumaczę. Jestem bliska płaczu.
- Jedziemy - powiedział Louis podsumowują, zerwał się z kanapy i podszedł do komody. Wziął szybko klucze, portfel i wychodząc powiedział :
- Na co czekacie?! Szybko!
Wszyscy poddenerwowani siedzieliśmy w jego samochodzie w niecierpliwości przeczesując okolice. Pojedyńcza łza spłynęła mi po policzku. W tym momencie Niall pogładził swoją ciepłą dłonią moją drobną dłoń.









Hej, trochę dawno mnie tu nie było.
Mam nadzieję, że uda mi się to nadrobić.  
Wracam do Was z nowymi ciekawszymi rozdziałami ! ^ ^
W sumie, co do tego, to nie jestem z niego zadowolona...
Chociaż wolę dodać coś takiego niż w ogóle nic nie dodawać.
Zachęcam Was do komentowania i brania udziału w ankiecie.
A szczególnie do komentowania !
Nawet nie wiecie jak to to bardzo motywuje, naprawdę !
Co do bloga, to wymyśliłam coś czego się pewnie nie spodziewałyście...
Kończę to opowiadanie, a mianowicie pierwszą serię : D
To nastąpi jakoś w 30 rozdziale, może jakoś potem.
W każdym bądź razie około 30.
Pod ostatnim rozdziałem 
pierwszej części serii pod tytułem
" Change "
Pojawi się zwiastun drugiej części.
Mam nadzieję, że jesteście ciekawi co wydarzy się dalej... : )

Czytasz = komentujesz

niedziela, 27 kwietnia 2014

Rozdział 26

W rzeczywistości tylko marzę o tym,żeby skopać tyłek temu  całemu szefuńciu. 
- To fajnie - lekko się uśmiecha.
Uwielbiam jej uśmiech, jest taki niewinny a zarazem ironiczny. W  Katy jest coś czego nie potrafię wyjaśnić, jej po prostu nie da się nie kochać. 
- Jakoś nie mogę się odnaleźć w tej całej sytuacji - dodaje po chwili niezręcznej ciszy.
Fakt, ja też.
- No. Nie tylko Ty - mruczę.
- Czemu jesteś taki niemiły? - krzywi się brunetka. 
- Nie jestem niemiły, tylko zdystansowany - tłumaczę patrząc na dziewczynę. Jej oczy zaszły mgłą, a usta ułożyły się w cienką linię. Prawdopodobnie pod wpływem stresu, jaki odczuwa w moim towarzystwie.
- I zły, co nie? Jesteś zły na mnie za to, że nie dałeś mi dojść do słowa - parska. 
Mogę dostrzec na jej czole niewielką zmarszczkę i wydęte usta, wygląda jak mała obrażona dziewczynka.
- Nie wiem o co Ci chodzi - bąkam.
- Może i nie przyjęłabym zaręczyn, ale to na pewno nie dlatego, że Cie nie kocham - wypala. 
- Przed chwilą mówiłaś, że to za wcześnie na takie rozmowy! Może byś się tak określiła w końcu?! - wybucham. 
Ponownie zerkam na dziewczynę, ale nie widzę w niej dawnej Katy. Teraz moje oczy dostrzegają złą i wystraszoną kobietę, której drży warga.
- Nie...  Nie k - krzycz - mówi cicho. 
- Przepraszam - wzdycham. - Naprawdę nie chciałem Cie wystraszyć - mówię łagodnie.
- Co się z nami stało ... - pochlipuje. 
Nie wiem jak mam się zachować. Przytulić, nie dotykać czy w ogóle odejść...
- Wiem, że to moja wina - mówię w końcu.  - Fakt, nie chciałem tego przyznać, ale - urywam. 
- Ale? 
- No, jest mi wstyd, że tak się zachowałem - przyznaję. Czuję ulgę, że to z siebie wyrzuciłem. 
- W porządku, mi też - blado się uśmiecha.
- Możemy wrócić do tego co było? Naprawdę już kompletnie nic do mnie nie czujesz, nie wierzę... - bąkam.
- Nie, Niall. Chcę się usamodzielnić, mówiłam Ci - wzdycha.
- Jesteś samodzielna - uśmiecham się.
- Tak, bardzo - śmieje się.
Gdy chcę palnąć jakąś chamską głupotę dzwoni mój telefon.
- Sorry.  - Halo? - odbieram.
- Gdzie Wy jesteście?
- Nie przeżywaj Harry - śmieję się.
- Nie przeżywam, tylko pytam, co Wy najlepszego robicie? 
- Sam kazałeś mi spiąć dupę, a teraz masz jakiś problem - krzywię się.
- Nie mam żadnego problemu! A róbcie co chcecie - piszczy i się rozłącza. 
- To tylko Harry - mówię Katy.
- Co chciał ? - pyta.
- W sumie to nie wiem - wzdycham. - Pytał gdzie jesteśmy - dodaję po chwili namysłu. 
- Aha - mruży oczy.  - Właściwie to po co mu to wiedzieć - myśli na głos.
- Nie mam pojęcia, po prostu jest wścibski i tyle - wzruszam ramionami. 
- Taa, coś w tym jest - uśmiecha się. 
- Wiesz, co? Powinniśmy częściej jeździć na basen - śmieję się, żeby rozładować atmosferę. 
- Tak, zdecydowanie. Oni teraz się zapewne suszą a leniuchujemy w najlepsze.
- Jutro też idziemy na basen? - pytam z nadzieją.
- Jutro nie... - wzdycha. - Mówiłam Ci.
- A no tak. W takim razie może pojutrze? - nie daję za wygraną. 
- Ale na basen, basen czy tako gdzieś ? - pyta radośnie. - Tako, myślałem może nad jakimś wyjazdem gdzieś dalej... - mruczę.
Sam nie jestem pewien co do moich myśli, ale taki wypad chyba nikomu nie zaszkodzi...
- Ciekawe gdzie - chichocze. 
- Sam nie wiem ... - uśmiecham się.









  _____________________________________________________________________________                                                                         Harry





- I co powiedział? - spytała Carls. 
- Coś tam, że robię problemy. Nie wiem dokładnie o co mu chodziło - tłumaczę.
- Z nim się ostatnio w ogóle dogadać nie można - narzeka blondynka. 
- Zauważyłem, chyba przeżywa te rozstanie - mówię.
- Przeżywa? - kpi dziewczyna.
- Na swój sposób, przecież nie będzie płakał jak mała dziewczynka - marszczę czoło wyobrażając sobie Nialla w takim stanie.
- Nie znam się, nie wiem jak przeżywacie zawody miłosne - lekko się uśmiecha.
- Zależy od chłopaka, nie ma na to zasady - uśmiecham się kładąc dłoń na jej kolano. 
W samochodzie robi się tłoczno, kiedy przychodzi reszta towarzystwa z szatni. Louis zajmuje miejsce obok Caroline, a Matt siada za kółkiem. Nie mógł usiąść z przodu?
 Gdy szatyn zauważa moją rękę na nodze blondynki posyła jej dziwne spojrzenie. Na co ona znacząco odchrząka i zaczyna się wiercić, zrzucając moją rękę.
- Coś nie tak? - pytam całując ją w skroń, tym samym spoglądając na rozzłoszczonego Louisa.Wtedy on odwraca głowę w naszą stronę i wywraca oczami.
- Yhmmm... N - nie ... - bąka Carls.
- Na pewno? Jesteś jakaś dziwna - zauważam.
- Na pewno - odpowiada. - Pogadamy w domu - mówi smutnie. W tym momencie Matt  włącza  radio i dziewczyna już zupełnie przestaje mnie słuchać.



Kilkanaście minut później




 Gdy wchodzę do domu od razu kieruję się do kuchni, wyjmuję piwo z lodówki i idę do salonu. Po drodze natykam się na Caroline.
- Mieliśmy pogadać - przypominam uśmiechając się. Siadamy na kanapę.
- Powiem prosto z mostu... Kochasz mnie? - zakrztuszam  się powietrzem.
- No wiesz...  Trudno powiedzieć - mamroczę.
- Nie, prawda? - prostuje. 
- W jakiś sposób mi na Tobie zależy, ale chyba Cie nie kocham - mówię szczerze.
- Tak myślałam - bąka.
- Przepraszam, źle to powiedziałem - karcę się w myślach.
- W porządku... Ja... Ja Cię też - mówi nieskładnie.
- Ty mnie też co? - pytam zdziwiony. 
- Nie kocham... - mówi cicho.
- Czemu mówisz tak cicho? - zaśmiałem się szeptem.
- Nie wiem - powiedziała normalnie, z uśmiechem.





________________________________________________________________________                                                                    Louis




Siedzę sobie w pokoju, jakby nigdy nic a tu nagle wbiega roztrzęsiona Caroline.
- Co się stało? - spytałem przerażony. 
- Miałeś rację, Louis! - płacze.
- Skarbie... - zaczynam.
- On mnie nie kocha... 




sobota, 12 kwietnia 2014

Rozdział 25


 Po każdym wy­buchu ag­resji, czu­jemy się zranieni...





Podkręcam głośność na maksa i oboje śpiewamy na cały głos nie przestając się uśmiechać.
- Wiem - szczerzę się.
-  Gdzie jedziemy? - pyta dziewczyna.
- Sam nie wiem, po prostu jak najdalej od tego całego gówna - powiedziałem pokonując zakręt.
- Za miasto? - proponuje.
- Właściwie to czemu nie... Na wzgórze? - pytam.
- Jasne, kiedyś tam często bywaliśmy. Tyle, że w piątkę - zauważa.
- Jak chcesz to możemy wrócić - wzdycham.
- Nie,nie - zaprzecza szybko. - Tylko to dla mnie szok,trochę - mówi.
- Co masz na myśli ? - dopytuję się.
- Po prostu nie spodziewałam się, że w ogóle przyjdziesz - tłumaczy.
- Dlaczego miałbym nie przyjść ? - krzywię się.
No jasne, wiem ! Może dlatego, że mnie zostawiła, upokorzyła, czy może dlatego, że  bardzo mnie okłamała.
- Bo wiem, że Cie zraniłam - mruczy.
- Też Cie zraniłem...
- Ale nawet w połowie nie tak jak ja Ciebie - broni mnie.
- Nie, źle na to patrzysz. W rezultacie to niczyja wina, że przestałaś mnie kochać - wymuszam uśmiech.
- Co? - skrzywiła się.
- No, powiedziałaś, że już mnie nie kochasz - wspominam jej słowa. - Chyba, że w ogóle mnie nie kochałaś... - dodaję.
- To skomplikowane - wzdycha.
- Właśnie nie. Ty sama sobie to komplikujesz - powiedziałem.
- Ile razy mam Cie przepraszać ?! - warczy.
- Nie chcę żadnych przeprosin ! - krzyczę gwałtownie zatrzymując się na poboczu. Pośpiesznie wysiadam z samochodu i opieram się o maskę. Muszę zaczerpnąć świeżego powietrza. Mam dosyć.
- To czego chcesz? - pyta nieco spokojniej wysiadając z auta.
- Chcę, żeby wszystko wróciło do normy, rozumiesz? - bełkoczę zdenerwowany.
- Niedługo przyzwyczaimy się do tego co jest teraz i wszystko się ułoży. Może spróbuj poukładać sobie życie z kimś innym? - proponuje i kiedy kończy ostatnie zdanie jej warga znowu zaczyna drżeć. Co jej się dzieje?! Mam ochotę wydrzeć się w niebo głosy, żeby tylko nie ryczała, ale to jeszcze pogorszy sytuację.
- Słucham? Oświadczyłem Ci się a Ty mi mówisz o ułożeniu sobie życia z kimś innym?! - wybucham.
- Niall, uspokój się... - prosi.
- Jak mam być spokojny jak wygadujesz takie głupoty! - krzyczę.
- Chcę, żebyś był szczęśliwy. Nic więcej, przecież nie chcę źle ! - krzyczy.
- Szczęście? Wytłumacz mi co to takiego, bo jakoś zapomniałem !
- Przestań się drzeć ! - próbuje mnie przekrzyczeć.
- Ale Ty mnie denerwujesz - prycham.
- Super, Ty mnie też - mówi poirytowana.
- Dobra, wracamy? - pytam mając nadzieję, że jeszcze ma ochotę gdziekolwiek ze mną jechać.
- Już masz mnie dość? Okej, jak chcesz - warczy.
- Nie mam Cie dość, po prostu się zdenerwowałem. Przepraszam - mruknąłem.
- W porządku - wzdycha. - Ja też przepraszam - uśmiecha się.
- To co, jedziemy ? - pytam. Katy twierdząco kiwa głową. Gdy wsiadamy do samochodu dziewczyna postanawia przerwać ciszę :
- Mogę Cie o coś spytać ?
- Jasne, pytaj - uśmiecham się.
- Tylko obiecaj, że się nie zdenerwujesz - prosi.
- Obiecuję.
- Od kiedy masz problemy z ... no wiesz... z agresją ? - pyta.
- Nie mam problemów z agresją - krzywię się. - Ostatnio chodzę poddenerwowany, ale nie mam żadnych problemów - dodaję spokojnie.
- Dobra - wzdycha. Wiem, że chce to przedyskutować, ale nie mam ochoty znowu na nią krzyczeć.
- Też mogę Cie o coś spytać ? - pytam. W odpowiedzi kiwa twierdząco głową.
- Od kiedy mnie nie kochasz? - zadaję  pytanie i czuję na rośnie mi gula w gardle. Sam nie wiem czy chcę wiedzieć. Katy tylko wzdycha.
- To za wcześnie na takiego typu rozmowy - bąka.
- Po prostu mi powiedz - mówię szybko.
- O już jesteśmy - zauważa. Wywracam oczami i wychodzę z samochodu. Idziemy na wzgórze i siadamy na trawie.
- Nic się nie zmieniło, co? - uśmiecham się.
- Faktycznie, jest tak samo - uśmiecha się.
- Co powiesz jak wspólny obiad jutro? - proponuję.
- Jutro... Nie mogę - mruczy.
- Albo po prostu nie chcesz - krzywię się.
- Nie, z chęcią bym poszła, ale już się umówiłam -  tłumaczy się.
- Umówiłaś się? Z kim ? - dopytuję się.
- Nie ważne - wzdycha.
- Nie możesz mi po prostu powiedzieć?
- Z kolegą, w sumie to z moim szefem - powiedziała.
- Szefem? - dziwię się.
- No.
- Masz pracę? - pytam.
- A myślisz, że jak się utrzymam ? - irytuje się.
- Gdzie pracujesz? - ignoruje jej pytanie.
- W kawiarni - uśmiecha się.
- No, proszę. A dokładniej - uśmiecham się ciepło. 
- W Taste Of  Paradise.
- Wpadnę - mówię ciepło.
 W rzeczywistości tylko marzę o tym,żeby skopać tyłek temu  całemu szefuńciu. 








Czytasz =  komentujesz



niedziela, 6 kwietnia 2014

Rozdział 24


Ucieczka





Przetarłem dłonią zaspane oczy. Od razu się skrzywiłem gdy spojrzałem na zimną, pustą stronę łóżka. Poduszka nie jest wgnieciona, kołdra niepotargana, jej drobne ciało z dala od moich objęć. Do moich uszu dobiega piękna melodia grana przez krople deszczu. Patrzę na zegarek, jest 3:57 . Mrugam kilkakrotnie w niedowierzaniu, nigdy nie wstawałem o tej porze.  Bez zastanowienia wyrywam kartkę z byle jakiego zeszytu i chwycę za ołówek. To dobry moment, by przelać na papier co właśnie czuję...


 Czwarta nad ranem, oczy niewyspane, nie mogę zasnąć za oknem płacze deszcz. To do Ciebie wiesz?  To najszczerszy tekst pisze go od serca. Samotność jak gorączka nocą dopada, sam na sam z bezsennością bez skutku się zmagam.Myślę o Tobie i jakoś nie mogę przestać cały mój świat w Twojej osobie się streszczał. Robiliśmy błędy wiem, jesteśmy ludźmi. Życie nie pomogło, knuło co mogło by nas poróżnić. Los wypowiedział wojnę nam, nie było reguł tylko konwulsyjny puls codziennego biegu. Każde niepotrzebne słowo do dzisiaj przeklinam to smutne na co dzień człowiek się zapomina. W końcu zastaje łóżko puste zresztą sama wiesz. Pamiętam jak się uśmiechałaś, jak zasypiałaś delikatną grę mięśni Twojego ciała. Styczniowy deszcz tworzył na gałęziach drzew sople. W powietrzu parował Twój ciepły oddech.Czułem Twój smak byłaś dla mnie tak bliska. Twoje wilgotne włosy obok mojego policzka. Bezpowrotna przeszłość dlatego mnie smuci. To wszystko minęło nigdy już nie wróci ...



Z perspektywy Katy



Gdy tylko otworzyłam oczy spojrzałam w lewą stronę łóżka. Dzisiaj jest pusta... Cóż, powinnam zacząć się przyzwyczajać. Już nie będę się budzić w tych silnych ramionach  chłopaka. To smutne, jak szybko się wszystko skończyło. Najgorsze jest chyba to, że to moja wina. Mogłam to sobie olać, puścić w niepamięć, ale nie. Ja zawsze muszę coś zepsuć. Lepiej byłoby nie czuć, albo cofnąć czas. Nie chcę już tak żyć.
Leniwie zwlekłam się z łóżka i poszłam do łazienki. Tam wykonałam wszystkie poranne czynności. Postawiłam jeszcze na lekki makijaż, zdarza się to dosyć rzadko, ale tym razem sobie pozwolę. Nie ma chyba nic złego w wyglądaniu jeszcze bardziej atrakcyjnie, prawda?
Wyszłam z łazienki i poszłam do kuchni. Tam już czekał na mnie Matt z kubkiem kawy.
- Trzymaj - powiedział dając mi gorącą ciecz.
- Dzięki - uśmiechnęłam się.
- Zdenerwowana? - spytał.
- Umm, nie. Dlaczego? - upiłam łyk kawy lekko się uśmiechając.
- To Twoja pierwsza praca, nie denerwujesz się?
- Sądzę, że nie ma czym - wzruszyłam ramionami. Spojrzałam na zegarek, wskazywał 10:45. Czas się zbierać.
- Możemy już jechać, nie chcę się spóźnić... - mruknęłam.
- Jasne, chodź - powiedział miękko po czym pośpiesznie wyszliśmy z mieszkania. Gdy tylko wygodnie się usadowiłam na siedzeniu Matt w końcu przerwał ciszę :
- Mogę Cię o coś zapytać ?
- Pytaj.
- Myślisz, że ten basem to dobry pomysł ? - spytał wyjeżdżając z osiedla.
- A czemu by nie? W końcu wszyscy się przyjaźnimy, tylko jedna rzecz nie daje mi spokoju, po co zaprosili Demi - wymamrotałam.
Cholerna  Lovato.
- Sam nie wiem... Na pewno powinien iść ? - zmarszczył czoło coraz bardziej zbliżając się do lokalu.
- Jasne ! Szczerze mam nadzieję, że mnie nie puścisz samej - zaśmiałam się.
- Z chęcią się popluskam z tymi idiotami - roześmiał się parkując samochód.Pośpiesznie wyszliśmy po czym już po chwili spokojnie staliśmy przy blacie w kawiarni. Cały czas lekko się uśmiechałam, próbowałam zrobić wrażenie miłej i radosnej dziewczyny. Starałam się zapomnieć o wszystkim, Niall'u i o Harry'm, o wszystkim co mogłoby spowodować uronienie choć najmniejszej łzy.
- O, już jesteście. Doskonale - usłyszałam męski głos dobiegający zza zaplecza. Momentalnie spojrzałam w tamtą stronę i zobaczyłam niesamowicie przystojnego chłopaka  o blond włosach, jak mniemam specjalnie poczochranych i jasnej cerze. Szczerze mówiąc to nie spodziewałam się tego, że będzie tak niesamowicie przystojny, kuźwa, znowu to powtórzyłam. Ale on rzeczywiście jest ...... niesamowicie przystojny !
- Kevin - wyciągnął do mnie rękę, którą prawie natychmiast chwyciłam.
- Kate - przedstawiłam się. Chłopak na pozór wydaje się być miły i ułożony.
- Przyjadę po Ciebie po pracy - poinformował mnie Matt i zostawił nas samych. Do otwarcia zostało jeszcze kilka minut, a prosił żebym przyjechała wcześniej.
- Chodź, oprowadzę Cię - rzucił McCartney i poszedł w kierunku drzwi, z których niedawno wyszedł. Jak sądzę to było zaplecze. Jak widać nie myliłam się. Blondyn oprowadził mnie po całym lokalu i wszystko dokładnie objaśnił, zdaje się, że chwytam. Z resztą co trudnego może być w sprzedawaniu kawy?  Chyba nic. Z resztą nie ukrywam, że sporo czytałam na necie na temat kaw, więc to tym bardziej powinno być proste.
- Okej, idę wywiesić plakietkę, że czynne. Będziemy pracować dzisiaj tylko we dwójkę, bo Emma jest chora, a Rose zawiadomiła mnie, że dzisiaj nie da rady - wyjaśnił Kevin i odszedł. - Chyba dasz radę? Nasza kawiarnia głównie słynie z pysznej kawy i dobrej atmosfery. Z tego co wiem umiesz parzyć kawę, co nie? - spytał jeszcze.
- Mhm - mruknęłam nieśmiało stojąc tam gdzie w sumie chyba powinnam. Miałam na sobie fartuch w kretyńskie biało czerwone paski.
Gdy tylko do budynku weszła pierwsza osoba ręce zaczęły mi się pocić a w gardle poczułam gulę. To chyba zdenerwowanie.
- Dzień Dobry ! - uśmiechnęła się radośnie kobieta podchodząc do mnie. Na moje oko była po trzydziestce.
- Dzień Dobry, co podać? - spytałam grzecznie również się uśmiechając. Kątem oka widziałam jak Kevin śledzi każdy mój ruch, sprawdza czy dam sobie radę. A nie jestem tego już taka pewna....
- Poproszę, hm... Cafe corretto - zdecydowała się klientka. Jak najszybciej zanotowałam zamówienie na żółtej, niewielkiej karteczce i powiedziałam :
- Dobrze, za chwilę przyniosę.
Kobieta nic nie odpowiedziała, z uśmiechem zajęła jeden ze stolików nieopodal. Rozejrzałam się nerwowo po sprzętach stojących za mną. Wyjęłam z szafki czarną mocną kawę  jak również kilka odmian kawy Arabica i zaparzyłam kawę. Dodałam jeszcze likier i wszystko ładnie wymieszało się w niewielkiej szklaneczce. Kawa wyglądała całkiem ładnie i apetycznie a o zapachu to już nie wspomnę. Uśmiechnęłam się sama do siebie dumna z mojej pierwszej kawy.
Pośpiesznie zaniosłam ją klientce.
- Proszę bardzo. Życzy sobie Pani jeszcze jakieś ciastko? - pytam uprzejmie.
- Umm, chętnie. Co Pani proponuje? - spytała.
- Wuzetkę - odpowiadam grzecznie.
- Zgodę, skuszę się na małe co nieco - śmieje się. Nerwowo się uśmiecham i przynoszę zamówione ciastko. Kobieta kładzie na stoliku wyliczone pieniądze plus całkiem hojny napiwek. Mój pierwszy napiwek!
Grzecznie dziękuje i z uśmiechem wracam z powrotem za ladę. Wkładam pieniądze do kasy i wtedy odzywa się Kevin, obsługujący innych klientów :
- Nieźle jak na pierwszy raz.
- Staram się jak mogę. Popatrz, dostałam napiwek - piszczę na co chłopak cicho chichocze.
- Oby tak dalej - uśmiecha się, odwzajemniam gest i wracam do pracy.


***


- Świetnie sobie radzisz - pochwalił mnie Kevin tuż przed zamknięciem.
- Dzięki - uśmiechnęłam się i zdjęłam w końcu ten idiotyczny fartuch.
- Dasz się zaprosić na obiad? - zapytał.
- To zależy kiedy ... - bąknęłam.
- Może dzisiaj?
- Dzisiaj nie mogę - mruknęłam.
- To może jutro? - spróbował ponownie.
- Bardzo chętnie - uśmiechnęłam się. Mimo, że nadal kocham Niall'a sądzę, że niewinny obiad nie zaszkodzi.
- Super ! Po pracy? - pytał.
- Tak, ale  chciałabym jeszcze pojechać na chwilę do domu - powiedziałam.
- Nie ma sprawy, zawiozę Cię. Poczekam i  gdzieś wyskoczymy - uśmiechnął się.
- Okej - zgodziłam się.
- Bądź jutro po dwunastej, będzie nas trójka, więc będzie lżej. Aha, i pracujemy do 15 a potem zmienia nas Holly - tłumaczy.
- W porządku - mruczę i podchodzę do wyjścia. Matt już na mnie czeka. - Do jutra - rzucam i idę do samochodu. Wsiadam i desperacko opadam na siedzenie.
- Hej - całuje mnie w policzek.
- Hej - odwzajemniam gest.
- Jak tam? - pyta zjeżdżając na autostradę.
- Jest .... okej - wzdycham.
- Na pewno? - upewnił się kładąc dłoń na moje kolano. Szybko zabrałam nogę. Coś mi się tu nie podoba ...
- Taa - bąknęłam nieco podirytowana.




 Z perspektywy Niall`a




- Po prostu jej to powiedz - marudził Harry.
- Po prostu daj mi spokój - powiedziałem błagalnie.
- No tak, najlepiej sobie odpuścić - prychnął.
- Łatwo Ci powiedzieć ! To nie Ty się tak wygłupiłeś - przewracam oczami.
- Powiedziałem jej podobne rzeczy, z wyjątkiem tego burdelu ... - powiedział.
- Gdybym wiedział o tym wcześniej najprawdopodobniej skopałbym Ci tyłek - rzucam.
- Gdybyś nie był takim idiotą nie siedziałbyś tu i nie czekał na cud - krzywi się.
- Zamknij się w końcu - denerwuję się. - Co mam zrobić? Zaraz jedziemy na  basen, może powinienem do niej wydzwaniać i prosić o wybaczenie? - dodaję.
- Tak ! Pokaż jej, że ją kochasz ! - krzyczy Harry.
- Odpuść sobie - wzdycham. W tym momencie do salonu wchodzi wkurzona Danielle i rzuca we mnie jakąś gazetą. Przewracam oczami i skupiam wzrok na okładce. To co widzę wprawia mnie w oszołomienie.

- Jeszcze raz jej kuźwa powiedz, że nadaje się tylko do burdelu - mówi wściekła Dan.
- Wow - tylko tyle wydaje mi się wydusić.
- Ta, wow. Tylko na tyle Cie stać ? Powinieneś siedzieć u niej na wycieraczce i czekać na wybaczenie - powiedziała.
- Próbuję mu to wbić do głowy przez ostatnie dwanaście godzin - powiedział Harry idiotycznie wymachując rękoma.
- Dobra zbierajmy się, bo nie chcę, żeby czekała - wzdycham i podnoszę się z kanapy.
- No nareszcie. Może sam po nią  pojedziesz? - proponuje Harry.
- I pogadaj z nią w końcu o Was, odzyskaj ją - powiedziała Danielle.
Mam już ich dość.
- Powiedziała, że mnie nie kocha, okej ?! - drę się.
Ich miny są wręcz bezcenne. Nie zwracam na to większej uwagi i wychodzę trzaskając drzwiami.  Wsiadam do samochodu i jadę do Matt'a. Kiedy samochód jest zaparkowany wybieram do niej numer.
- Słucham? - odbiera.
- Ubierajcie się, czekam - powiedziałem beznamiętnie.
- O ! Hej, Niall . Już schodzimy - powiedziała radośnie.
Jej kojący głos chociaż na chwilę odciągnął mnie od szarej rzeczywistości. Po niespełna 5 minutach już wsiadali do samochodu. Ona i Matt, taa.
- Cześć - powiedział Miler wsiadając z tyłu. Odpowiedziałem mu bladym uśmiechem.
- Mogę ? - spytała Katy dając mi do zrozumienia, że chce usiąść z przodu.
- Jasne - bąkam.
- W porządku ? -pyta dziewczyna gdy wyjeżdżamy na autostradę.
- Nie - przewracam oczami. W tym momencie jej policzku czerwienią się.
- A u Ciebie? - pytam. Brunetka przecząco kiwa głową, zaciska mocno powieki by nie pozwolić słonym łzom spłynąć. Jestem pewien, żeby gdyby nie było Matta ta rozmowa potoczyła się inaczej. W tym momencie nie mam zbyto pola do manewru.
- Widziałem Cie na okładce gazety, wyszłaś bardzo ładnie - powiedziałem zgodnie z prawdą.
- Dzięki, sama niedawno się dowiedziałam, że jestem na okładce - zaśmiała się niezręcznie.
Jeżeli chodzi o chłopaka siedzącego z tyłu nawet nie zamierzam z nim gadać. Teraz on z nią mieszka, ma ją na co dzień i Bóg wie co robią.
- Jesteśmy - mruknąłem parkując. Wyszliśmy z samochodu i zaczęliśmy się kierować w kierunku pływalni. Katy pociągnęła mnie lekko za ramię.
- Matt, zaraz dojdziemy - powiedziała i chłopak jakby nigdy nic po prostu nas zostawił.
- Co Ci jest? - pyta.
- No nic - bąkam.
- Przecież możesz mi powiedzieć - mówi zatroskana. Ohh, ciekawe co mam jej powiedzieć.
- Nie sądzę, żeby Ci się chciało tego słuchać, to bzdury - próbuję odbiec od tematu.
- Żadne bzdury, mów - uśmiecha się ciepło.
- To żałosne, ale ... - robię pauzę zastanawiając się nad tym co mam powiedzieć. - Ja... Ja tęsknie - jąkam się. Mięśnie brunetki natychmiast się napinają. Przegryza od  środka policzek, żeby się nie rozpłakać.
- Nie bierz tego do siebie, to nic takiego, mówiłem - próbuję ją jakoś uspokoić. Ale Katy nic nie mówi, za wszelką cenę nie pozwala wydostać się łzom, chociaż widzę jak jest bliska płaczu. Jej warga zaczyna drżeć.
- Proszę, tylko nie płacz - panikuję.
- Nie wiem co mam Ci powiedzieć, Niall - wzdycha. W tym momencie pod basenem parkuje samochód Harry'ego. To ostatnia chwila, żeby się ogarnąć. Mam pomysł.
- Nic nie mów - powiedziałem do brunetki. - Kucnij - rozkazuję i kucam za samochodem, Katy robi to samo. W ten sposób nie zauważą nas. Jak weszli na pływalnie głośno wypuściłem powietrze.
- Co my robimy ? - pyta z zaciekawieniem i rozbawieniem.
- Uciekamy - uśmiecham się i otwieram jej drzwi mojego samochodu od strony pasażera.
- Jesteś niemożliwy - oboje się śmiejemy. Włączam radio, w samochodzie rozbrzmiewają się cudowne dźwięki piosenki Bruno Marsa -  Lazy Song. Zaczynam podśpiewywać jedną z moich ulubionych piosenek i wtedy słyszę, ze Katy robi to samo. Podkręcam głośność na maksa i oboje śpiewamy na cały głos nie przestając się uśmiechać











W rozdziale został zacytowany kawałek piosenki 
 Pih - nigdy już nie wróci


Stwierdziłam jednak, że zostanę przy starym wyglądzie. xD Rozdział dedykuję dla Martynki (xd ). Kocham Cię, słońce  :)


czwartek, 27 marca 2014

Rozdział 23


Z perspektywy Matt'a 


Po dziwnym telefonie Kate czekałem na jej przyjście. Zastanawiałem się co poszło nie tak? Słyszałem coś o jakiś zaręczynach i tak dalej, ale nic konkretniejszego. Strasznie ciekawi mnie co się stało. Bez powodu by się nie wyprowadziła.

***

- Argh, nie masz racji - westchnąłem.
- Mam racje, nie zamierzam wracać - fuknęła brunetka poprawiając się na kanapie.
- Wiesz co? Jest przynajmniej jeden plus tego wszystkiego, mam Cię całą dla siebie - wyszczerzyłem się.
- Taa, zwalam Ci się na głowę, cieszysz się? - zaśmiała się.
- Nawet nie wiesz jak - uśmiechnąłem się i podałem dziewczynie gazetę. Z tego co mi powiedziała szuka pracy i mieszkania, więc tu prawdopodobnie coś znajdzie.
- O, tu coś jest - pisnęła pokazując mi ofertę pracy.
- Mycie okien? - zdziwiłem się.
- Nie przyjmą mnie nigdzie, a do tego  nie jest potrzebne wykształcenie - westchnęła. Nagle do głowy wpadł mi pewien pomysł.
- A może chciałabyś pracować w kawiarni? - spytałem.
- Kawiarnia? Sądzisz, że gdzieś się załapię? - skrzywiła się.
- Czekaj - powiedziałem wyjmując telefon z kieszeni. Wybrałem numer do mojego dobrego kolegi Kevina, który prowadzi całą tą kawiarnie.
- Słucham? - odebrał.
- Hej, Kevin - odparłem radośnie.
- Cześć, stary. Co tam?
- W porządku. Słuchaj, mam do Ciebie taką sprawę... - zacząłem.
- No.
- Dałbyś radę wkręcić moją przyjaciółkę do siebie, do kawiarni? - spytałem.
- Tak, tak. Właśnie brakuje mi kelnerek - odparł.
- To dobrze się składa, od kiedy mogłaby zacząć ?
- Sądzę, że od jutra. Góra pojutrze - wytłumaczył. - Jak na razie tylko okres próbny, potem się zobaczy - dodał.
- W porządku, to dzięki. Cześć - mruknąłem i chłopak się rozłączył.
- Czy Ty właśnie załatwiłeś mi pracę ?! - pisnęła podekscytowana Brown.
- Yhym, zaczynasz od jutra, ewentualnie pojutrza - tłumaczę, na co dziewczyna wiesza mi się na szyi.
- Tak bardzo Ci dziękuję ! - przytuliła mnie. - To daleko? - spytała.
- Zaledwie dwie przecznice stąd, zawiozę Cie - uśmiecham się.
- Okej, to jutro. O której?
- Nie wiem, napisz do niego - powiedziałem i zacząłem dyktować dziewczynie 9 cyfr.





Z perspektywy Harry'ego




- Wszystko gra? - spytałem Nialla wchodząc do salonu.
- Mhm - mruknął.
- Chyba jednak nie - siadam obok niego.
- Nie chce mi się o tym gadać.
- Niall, zawsze opowiadałeś mi o wszystkim - zachęcam go. Chłopak nie reaguje, totalnie mnie olewa. Jakby nigdy nic wlepia wzrok w telewizor. Bez zastanowienia wziąłem pilot i wyłączyłem te pudło.
- Powiesz co się dzieje? - spytałem.
- Zostawiła mnie, po prostu odeszła - oznajmił łamiącym się wzrokiem.
- Mówiła, że się pokłóciliście - wzdycham.
- Taa, zawaliłem - jęczy.
- Zamierzasz tak tu siedzieć? - pytam.
- A masz jakiś inny pomysł? Powiedziała, że mnie nie kocha - fuknął.
- Nie, to niemożliwe... - krzywię się.
- Jest teraz wolna, na co jeszcze czekasz? No idź do niej - powiedział. Po jego policzku spłynęła niewielka łza, którą od razu otarł.
- Nie, to Ty do niej idź.
- Katy chyba potrzebuje czasu, nie chce się narzucać - wymamrotał.
- Przestań, co Ty chrzanisz. Ile Ty masz lat, 14? Ogarnij się - powiedziałem.
- Powiedziała, żebyśmy zostali przyjaciółmi - bąknął.
- Dobra. Skoro jesteś na tyle głupi i nie zauważasz tego co między wami jest ja to zrobię - powiedziałem wyciągając telefon.
- Co Ty robisz?
- Zamknij się - powiedziałem zdenerwowany i zadzwoniłem do Kate :
- Halo? - odebrała.
- Hej - powiedziałem ciepło.
- Hejka - powiedziała radośnie.
- Co powiesz na jakiś wypad jutro? - proponuję.
- Zależy gdzie - powiedziała a jej głos nagle posmutniał.
- Myślałem, że może ... basen ?
- Nie mam pieniędzy - wzdycha wyraźnie skrępowana.
- Stawiam wszystkim - prostuję od razu.
- Wszystkim? Kto jeszcze będzie? - pyta.
- My, Niall, Carls, Demi ... - improwizuję.
- Demi ? - pyta zszokowana.
- No. To jak ?
- Okej, ale nie wiem czy będę miała czas. O której chcecie iść?
- Około 12 ? - pytam.
- Mogę dopiero po 15 - jęczy.
- Okej. Weź ze sobą kogoś jak chcesz - proponuję.
- Dobra, ale zabierzcie jeszcze Lou - prosi.
- Louisa? - krzywię się ze zdziwienia.
- Coś nie tak? - pyta.
- Wszystko w porządku. Wpadniemy o wpół do czwartej, tylko gdzie? - jęczę.
- Mieszkam z Mattem - prostuje dziewczyna.
- Do zobaczenia, mała - mówię zmysłowo na się Kate wybucha śmiechem.
- Pa - rozłącza się. Wypuszczam głośno powietrze i chowam telefon do kieszeni.
- Idziemy jutro na basen. Ściągnij Demi - tłumaczę blondynowi.
- I po co to? - krzywi się.
- Żeby coś z wami zrobić - parskam.








Hej, nie skończyłam pisać bloga. Co Wam przyszło do głowy?  Jak zauważyliście : brak cytatu, zdjęcia i zmieniłam coś w piśmie. Sądzę, że to wygląda .... mniej amatorsko (?) No, coś w tym stylu. W każdym razie zachęcam do brania udziału w ankiecie. Jeśli chcesz być informowana zostaw mi w komentarzu jakikolwiek kontakt. Przepraszam za błędy. 


Czytasz = komentujesz

sobota, 22 marca 2014

Rozdział 22


 Bo dziś jest dzień, który coś zamyka,
z kimś trze­ba się roz­stać,coś opuścić trzeba.
I choć ser­ce krzyczeć każe- mil­czeć trzeba.





- Nigdzie się stąd nie ruszasz - powiedział.
- Owszem, wyprowadzam się - powiedziałam próbując wyrwać się z jego uścisku.
- Nie.
- Tak.
- Nie.
- Tak, i przestań się ze mną drażnić. Sądzisz, że to zabawne? - marszczę czoło.
- A sądzisz, że zostawianie mnie jest zabawne?
- Na pewno nie. Myślisz, że naprawdę tego chciałam? Że byłam z Tobą dla pieniędzy? - mówiłam z zaszklonymi oczami.
- Nie, dobrze wiem, że nie. Przepraszam, po prostu się zdenerwowałem - wyjaśnił.
- Uważam, że to jest jednak koniec, najwyraźniej nie byliśmy dla siebie stworzeni - bąkam.
- Oczywiście, że byliśmy, nadal jesteśmy. Proszę, nie odchodź - powiedział i ujął moją twarz w dłonie.
- Zawsze możemy się przyjaźnić - krzywo się uśmiecham.
- Nie kochasz mnie? - wypalił.
- Nie. Niall, skończmy to. Lepiej będzie nam osobno, naprawdę bardzo dziękuję za to, że mnie tak rozpieszczałeś, ale teraz muszę się usamodzielnić - powiedziałam i osobna łza spłynęła mi po policzku.
- Ale przecież możesz nadal tu mieszkać, do póki Carls nie wyjedzie to będę spał na kanapie...
- Przykro mi, ale podjęłam już decyzję.
- Ale będziemy się spotykać? - spytał z nadzieją. Szeroko się uśmiechnęłam, żeby rozładować atmosferę.
- Jasne. Wracamy do tego co było? - pytam i nadstawiam mały palec. Zawsze tak robiliśmy, jeszcze za czasów przyjaźni.
- Jasne - uśmiecha  się i ściska małym palcem mój. Przytulamy się i wychodzę z pokoju.  Gdy jestem w korytarzu słyszę szepty dochodzące z pokoju Caroline. Jak zgaduję rozmawia z Louis'em. Od kiedy ona gada z Lou? Postanowiłam się przysłuchać.
- Naprawdę, to nic wielkiego - mówi Louis.
- Ale to przeze mnie. Nie chcę psuć waszej...
- Ciiiii - przerwał jej.
- Nic nie psujesz, podążaj za głosem serca. Bycie  z kimś na siłę nie ma najmniejszego sensu - tłumaczył.
- Dziękuję, że mnie wspierasz - dziekuje Carol.  W tym momencie postanawiam zapukać do drzwi.
- Proszę !
- Hej, można ? - uśmiecham się.
- Jasne, chodź - mówi Caroline.
- Przyjdę potem - powiedział Louis i wyszedł. Jak zamknął drzwi z piskiem rzuciłam się na blondynkę.
- Ty i Lou ?!
- Co ?! - dziwi się.
- Podsłuchiwałam - tłumaczę. Dziewczyna rzuca we mnie poduszką.
- Ile słyszałaś? - rumieni się.
- Wystarczająco, żeby zrozumieć, ze coś jest na rzeczy - śmieję się.
- Ale on jest taki słooooodkii ! - piszczy Walker na co wybucham śmiechem.
- No proszę, proszę. Ty i Lou, kto by pomyślał !
- Cicho bądź. Nie wie, że mi się podoba - karci mnie blondynka.
- Zawsze możemy to zmienić, Loooouuuis ! - drę się.
- Co ?! Nie, Katy, błagam ! - panikuje Carls.
- Wyluzuj - śmieje się. Nagle przestaje mi być do śmiechu. - Co z Harrym? - dodaje.
- Nic, a co ma być ? - krzywi się.
- W końcu jesteście razem - zauważam.
- Chyba czas, żeby Ci już wszystko w końcu powiedzieć - wzdycha dziewczyna.
- O czym Ty mówisz?
- Na początku z Harrym może i łączyła mnie jakaś relacja, ale nic bliższego. Nie potrafiliśmy tego utrzymać, naprawę staraliśmy się, ale wszystko na marne. Nic z tego nie wyszło - tłumaczy. 
- Ale dlaczego? - dziwię się.
- O to już powinnaś zapytać jego - lekko się uśmiecha.  - No idź, już ! - dodaje.
- Dobra - prycham i wychodzę z pokoju. Kieruję się w stronę salonu gdzie najprawdopodobniej siedzi chłopak. Z drugiej strony to dobra okazja, żeby schować kosmetyki do walizki, która zostawiłam w przedpokoju.
- Harry!! - wołam.
- Nie ma go, wyszedł - mówi Niall rozwalony na kanapie.
- A, okej - uśmiecham się i wracam na górę. Ponownie pukam do pokoju blondynki.
- Wejść.
- Nie ma go - wzdycham.
- Może niedługo wróci - pociesza mnie Carls.
- Wszystko jedno, muszę sobie domu poszukać - śmieję się.
- Pytałaś Matta? - pyta.
- Jesteś wielka ! Nawet o tym nie pomyślałam - przytulam się.
- Dobra, to ja lecę. Trzymaj się z nimi jakoś - zaśmiałam się.
- Spróbuję, będziemy w kontakcie?
- Jasne, pa - całuję ją w policzek, następnie Caroline robi to samo. Schodzę do kuchni i dopijam resztę swojej wody, którą zostawiłam tam jeszcze rano i wybieram numer do Matta.
- Halo ? - odbiera.
- Hej - witam się.
- No proszę, kto to raczył się w końcu odezwać - żartuje.
- Przecież widzieliśmy się w zeszłym tygodniu ! - śmieję się.
- No, ale nie w tym rzecz. Mogłabym Cię o coś prosić ? - dodaję.
- Co się dzieje?
- Nic... Po prostu chciałam się zapytać, czy mogłabym z Tobą trochę pomieszkać - powiedziałam. Nie usłyszałam żadnej odpowiedzi.
- Jeżeli nie, to rozumiem. Przepraszam, że zawracam Ci głowę. Pa - powiedziałam.
-  Oczywiście, ze możesz. Tylko trochę się zdziwiłem... - powiedział.
- Dziękuję. Jesteś teraz u siebie? Mogę przyjść ?  - pytam.
- Nie ma sprawy, chodź - rozłącza się.
Nagle podchodzi do mnie Niall.
- No to lecę - podeszłam do drzwi, blondyn za mną.
- Zawsze jesteś tu mile widziana - powiedział przytulając mnie.
- Dziękuję, za wszystko - opuściłam mieszkanie.







Sądzę, że skończyłam to całkiem znośnie. Jak myślicie?

poniedziałek, 17 marca 2014

Rozdział 21




Nie do­puść, by zmiana miej­sca za­mie­szka­nia wiązała się z całko­witą przep­ro­wadzką Twoich uczuć.





Brunet podchodzi bliżej trzymając dłoń na ustach z zaskoczenia. 
- Nie podejmuj pochopnych decyzji... - mówi powoli.
- Zabierzesz mnie do domu czy będziesz mi  doradzał? - prycham. Chłopak tylko cicho wzdycha i prowadzi mnie do  taksówki. Już jakieś 40 minut później siedzę wygodnie w samolocie. Lecę do domu. Do domu, który nie jest moim domem, już nie...
- Opowiesz mi? - pyta w końcu.
- Co mam Ci opowiadać? - bąkam patrząc na widoki za oknem.
- Co się stało, dlaczego jesteś teraz tu a nie tam, dlaczego nie przyjęłaś zaręczyn, dlaczego zerwałaś? - pyta się.
- W sumie nie ma tu dużo do opowiadania, nadaję się tylko do burdelu. To by było na tyle - przyznaję obojętnie.
- Tak Ci powiedział ?! - dziwi się Harry.
- Nie wiem czemu to Cie tak dziwi, sam niedawno wygarnąłeś mi podobne rzeczy - krzywię się.
- Przepraszam, ja po prostu nie chcę Cie stracić - wyznaje.
- To wszystko się gryzie, w tym co mówisz nie ma najmniejszego sensu. - powiedziałam i przymknęłam powieki.
- Obiecuję, że Ci to wszystko wyjaśnię, ale nie tu, nie tak, nie teraz... - szepcze.
- Obojętnie. - wzruszam ramionami.
- Czemu traktujesz mnie jak zabawkę?? - parska.
- Wiesz, co? Mów zawsze dokładnie co masz na myśli, to nam ułatwi życie - mówię wrednie.
- Jest okej, całujesz mnie a potem wszystko się kończy - wyjaśnia.
- Sądzisz, że właśnie teraz jest czas na takie przemyślenia? - wymijam.
- Po prostu powiedz - wzdycha.
- Powiedziałeś dla Carls, że nic dla Ciebie nie znaczę. Zraniłeś mnie, Styles - mówię zgodnie z prawdą.
- Oh.
- Nie powiedziałem jej prawdy. Jak sądzisz co by poczuła gdybym powiedział jej, że jesteś najważniejsza?
- Daj spokój, nie dokładaj mi i tak jestem wkurzona - mówię.
- Jak chcesz, ale wiedz, że zawsze możesz na mnie polegać - obiecuje.
- Mhm, spoko - wzruszam ramionami.
- Mogę Ci sie wygadać ? - pyta loczek.
- No -  mówię niechętnie.
- Liczyłem na to.
- Liczyłeś na co? - dziwię się.
- Że zerwiecie... - wyznaje.
- Super, ciesz się - parskam.
- Katy...
- Nie odzywaj się, śpię - przerywam mu zatapiając się w siedzenie.



***



Obudziłam się w taksówce. Prawdopodobnie jechaliśmy do domu chłopców. Otworzyłam oczy.
- No proszę, księżniczka wstała - usłyszałam głos Stylesa.
- Taa - ziewnęłam uśmiechając się. O dziwo nie czułam już złości, raczej ... obojętność...
- Już jesteśmy w domu - powiedział z uśmiechem. Następnie wysiedliśmy z samochodu. Harry zapłacił a ja wzięłam swoją walizkę i ruszyłam w stronę budynku, którym nazywałam kiedyś domem.
- Ja nie mam domu - pisnęłam pod nosem.
- Co? - dogonił mnie i razem weszliśmy do środka. W kuchni siedział Liam z Dan.
- Hej - przywitałam się.
- Co Ty tu robisz? - zdziwił się Li.
- Ciebie też miło widzieć - krzywo się uśmiechnęłam i poszłam nalać sobie wody.
- Fajnie, że wróciłaś wcześniej. Mam dla Ciebie prezent ! - krzyknęła podekscytowana Dani.
- Co?
- Trochę spóźniony, ale to nic.. - kontynuowała dziewczyna.
- Masz ochotę teraz się gdzieś ze mną wybrać ? - dodała.
- Właściwie  to czemu nie... - krzywo się uśmiechnęłam.
- Super ! To chodźmy - ucieszyła się. Pożegnałyśmy się z chłopakami po czym pojechałyśmy samochodem Dan w tajemnicze miejsce.
- Co się dzieje? - spytała.
- Nic - odparłam.
- Widzę, właściwie  to dlaczego nie wróciłaś z Niallem? - spytała.
- Rozstaliśmy się - powiedziałam.
- Kochanie, tak mi  przykro... - zasmuciła się koleżanka.
- Niepotrzebnie, widocznie nie było nam pisane  - powiedziałam obojętnie. W tym momencie samochód się zatrzymał.
- Gdzie my jesteśmy ? - spytałam wychodząc z auta. Dani nic nie odpowiedziała tylko zaczęła iść w kierunku nieznanego mi budynku. Zrobiłam to samo.
- Kate gotowa do sesji ? - zaczepił nas  mężczyzna.
- Jakiej sesji ?!  - zdziwiłam się.
- Tak, gotowa. - uśmiechnęła się Danielle. Nieznajomy facet poprowadził nas niedługim korytarzem po czym mruknął coś do Dan i zamknął nas w jakimś pokoju.
- Nałóż to - powiedziała dziewczyna podając mi ubranie.
- Jaka sesja? O co chodzi ? - zapytałam.
- Załatwiłam Ci sesję w ramach prezentu na urodziny - wyjaśniła.
- Dziękuję ! - pisnęłam wieszając się jej na szyi.


***


- Zmęczona? - spytała Dan gdy wysiadałyśmy z samochodu.
- Trochę... - szepnęłam wchodząc do domu.
- Co trochę? - spytał Harry.
- Trochę jestem zmęczona - wyjaśniłam z uśmiechem. Następnie poszłam do salonu i opadłam na kanapę. Dani razem z Hazzą dołączyli do mnie.
- A czym to Ty jesteś taka zmęczona? - zakpił  Harry.
- A sesją zdjęciową  - wyjaśniła Dan i  zaczęła po kolei pokazywać zdjęcia.
- Te zdjęcia są okropne, weź - śmiałam się.

































































































- Naprawdę bardzo ładne... - zdziwił się Harry.
- Co taki zdziwiony ? Modelka nam rośnie - zaśmiała się brunetka przytulając mnie.
- Dobra, ja się zbieram. Dzięki za dzisiaj, Kity - dodała.
- Nie, to ja dziękuję - uśmiechnęłam się przyjaźnie. Harry odprowadził  Dan do drzwi i wrócił do mnie.
- Niesamowicie seksownie wyszłaś na tych zdjęciach - szepnął.
- Ohh, Styles ! Nie zmieniłeś się - zaśmiałam się. W tym momencie do domu weszła Caroline.
- Hej, skarbie - powiedział Harry.
- Hej... - zaczęła beznamiętnie dziewczyna. Jednak jej ton ożył gdy tylko mnie zobaczyła.
- Katy ! - krzyknęła biegnąc do mnie. Utknęłam w jej uścisku, ale w ogóle mi to nie przeszkadzało, tęskniłam.
- Chodź, musisz mi wszystko opowiedzieć - zachichotała blondynka ciągnąc mnie w stronę schodów.
- No ej ! - krzyknął Hazz wielce urażony. Cicho się zaśmiałyśmy i zniknęłyśmy u niej w pokoju.
- To opowiadaj - uśmiechnęła się dziewczyna siadając na łóżku. Ja zrobiłam to samo.
- No to tak...  Na początku zwiedzaliśmy Paryż i Niall opowiadał mi coś o zabytkach, ale wtedy się wyłączyłam.  - cicho się zaśmiałyśmy. - Potem byliśmy na romantycznej kolacji na wieży. Wiesz, świeczki i te sprawy... Potem mi się oświadczył  i to w sumie tyle... - opowiedziałam.
- Jak to tyle? - skrzywiła się Carls.
- No potem się tylko pokłóciliśmy się - mruknęłam.
- A o co jesli można wiedzieć ? - spytała niepewnie. Głośno przełknęłam ślinę  i zaczęłam mówić:
- Nie ma co tu dużo mówić, powiedział, że nadaję się tylko do burdelu i zależy mi tylko na jego kasie - powiedziałam.
- O mój Boże - przytuliła mnie blondynka.
- Nie przejmuj się, pogodzicie się - dodała.
- Wątpię, zerwałam - wyznałam.
- Czyli rzeczywiście coś jest na rzeczy... - zamyśliła się.
- Tak, po za tym jeszcze dziś się wyprowadzam.
- Jak to ? - zdziwiła się.
- Tak to, co prawda jeszcze nie wiem gdzie, ale wolę spać pod mostem niż tutaj - zaśmiałam się.
- Ale zostawmy to. Dzisiaj miałam sesje zdjęciową ! - pisnęłam z uśmiechem.
- Tak, napraw... - zaczęłam Caroline, ale przerwało jej pukanie do drzwi.
- Możesz na chwilę? - spytał Niall. Oh, już zdążył wrócić z Paryża, przykro.
- Jasne - uśmiechnęłam się i wyszłam z pomieszczenia. Chłopak pociągnął mnie do naszej jego sypialni.
- No jak chcesz to ok - uśmiechnęłam się.
- Z czego się tak cieszysz ? - skrzywił się.
- O tym chcesz gadać? - wywróciłam oczami.
- Dlaczego mnie zostawiłaś ? - spytał. Skrzywiłam się.
- Mas zna myśli to, że w Paryżu czy ogólne?
- Ogólnie - mruknął.
- Oh, no to chyba jest dosyć jasne. Masz jakoś mniej funduszy, rozumiesz - zaśmiałam się.
- Możesz wziąć to na poważnie? - syknął.
- Ale ja mówię jak najbardziej poważnie - uśmiechnęłam się. Wstałam i poszłam do łazienki. To dobry moment, żeby zabrać z łazienki resztę kosmetyków.
- Co Ty robisz? - spytał Niall.
- Biorę resztę kosmetyków, nie widzisz? - parskam.
- Wyprowadzasz się? - zdziwił się.
- Owszem - powiedziałam zgodnie z prawdą. W tym momencie Niall mocno mnie przytulił.
- Puść mnie - rozkazałam. Nawet nie drgnął.
- Puszczaj ! - krzyknęłam. Nadal nic.
- Nigdzie się stąd nie ruszasz - powiedział.